Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Zimowa stylizacja z beretem
Zobacz oryginał ndz., 20/11/2016 - 11:11Pogoda w Polsce ma to do siebie, że bywa nieprzewidywalna.
Stwierdziłam ostatnio, że nie pamiętam tak zimnej i paskudnej jesieni - a tak grudniowego listopada to na pewno.
Mama i Leszek skwitowali moją uwagę ripostą, że krótko żyję, to nie pamiętam.
Być może mają rację, ale nie zmienia to faktu, że jestem z tej obecnej aury nie do końca zadowolona.
Nie żeby nie wzruszał i nie cieszył mnie śnieg - nic z tych rzeczy.
Śnieg mnie cieszy.
Ja nie przepadam po prostu za jego nieodłącznym towarzyszem - mrozem.
Bo jak jest mróz, to już człowiek całkowicie nie ma pomysłu na to jak się ubrać i marzy tylko o tym, by móc upakować na sobie jak najwięcej warstw (i zmieścić je wszystkie pod kurtką lub płaszczem).
Nie w głowie mu też wtedy jakiekolwiek strojenie się.
Ot, wygrzebuje z szafy to, co najcieplejsze.
Chociaż nie, przepraszam - uogólniać nie będę, bo z tego co zaobserwowałam, to Wy jesteście w stanie nawet przy -10 paradować w spódniczkach i w rozpiętych płaszczykach, które bardziej niż zimowe/jesienne przypominają wiosenne (szacunek!).
Więc poprawka: jak jest mróz, to takie stare pierniki jak JA nie mają pomysłu na to, co na siebie założyć.
Ale kiedy temperatury rosną i dobijają zera albo paru stopni powyżej niego, to kreatywność im wraca ;)
I właśnie w taki dzień mojego wczesnozimowego przebłysku tejże kreatywności spowodowanego wzrostem przedwcześnie spadłych temperatur wybraliśmy się z Lechem na śnieżne zdjęcia :)
Gdyby nie to, że kilka dni wcześniej sprawiłam sobie ten uroczy komplet składający się z beretu i szala, to żadna siła nie wygoniłaby mnie na foty - ale skoro przyniosłam już coś takiego do domu, to szkoda mi było nie skorzystać z okazji ;)
Beret i szalik upolowałam w C&A na jakiejś jednodniowej promocji - nie mam pojęcia, co to była za promocja, ale przed wejściem do sklepu stała śliczna Pani i wręczała klientom kupony promocyjne ze zniżką 20%.
A tak właściwie to dwa kupony - każdy z taką zniżką.
Z początku rozejrzałam się po sklepie i doszłam do wniosku, że nic mi się za bardzo nie podoba i niczego tak po prawdzie nie potrzebuję.
Ale w którymś momencie mignęła mi między regałami dziewczyna taszcząca pod pachą ten szal.
Jak go zobaczyłam to z miejsca uświadomiłam sobie, że się myliłam - jednak potrzebuję czegoś nowego ;P
Skoro już znalazłam szalik, a do wykorzystania pozostawał mi ciągle drugi kupon, to musiałam dobrać jakąś drugą rzecz.
Nie byłabym sobą - jestem stuprocentową babą, zakupoholizm mam we krwi.
Wybór padł na beret :)
Bardzo lubię berety.
Bo jak jest mróz, to już człowiek całkowicie nie ma pomysłu na to jak się ubrać i marzy tylko o tym, by móc upakować na sobie jak najwięcej warstw (i zmieścić je wszystkie pod kurtką lub płaszczem).
Nie w głowie mu też wtedy jakiekolwiek strojenie się.
Ot, wygrzebuje z szafy to, co najcieplejsze.
Chociaż nie, przepraszam - uogólniać nie będę, bo z tego co zaobserwowałam, to Wy jesteście w stanie nawet przy -10 paradować w spódniczkach i w rozpiętych płaszczykach, które bardziej niż zimowe/jesienne przypominają wiosenne (szacunek!).
Więc poprawka: jak jest mróz, to takie stare pierniki jak JA nie mają pomysłu na to, co na siebie założyć.
Ale kiedy temperatury rosną i dobijają zera albo paru stopni powyżej niego, to kreatywność im wraca ;)
I właśnie w taki dzień mojego wczesnozimowego przebłysku tejże kreatywności spowodowanego wzrostem przedwcześnie spadłych temperatur wybraliśmy się z Lechem na śnieżne zdjęcia :)
Gdyby nie to, że kilka dni wcześniej sprawiłam sobie ten uroczy komplet składający się z beretu i szala, to żadna siła nie wygoniłaby mnie na foty - ale skoro przyniosłam już coś takiego do domu, to szkoda mi było nie skorzystać z okazji ;)
Beret i szalik upolowałam w C&A na jakiejś jednodniowej promocji - nie mam pojęcia, co to była za promocja, ale przed wejściem do sklepu stała śliczna Pani i wręczała klientom kupony promocyjne ze zniżką 20%.
A tak właściwie to dwa kupony - każdy z taką zniżką.
Z początku rozejrzałam się po sklepie i doszłam do wniosku, że nic mi się za bardzo nie podoba i niczego tak po prawdzie nie potrzebuję.
Ale w którymś momencie mignęła mi między regałami dziewczyna taszcząca pod pachą ten szal.
Jak go zobaczyłam to z miejsca uświadomiłam sobie, że się myliłam - jednak potrzebuję czegoś nowego ;P
Skoro już znalazłam szalik, a do wykorzystania pozostawał mi ciągle drugi kupon, to musiałam dobrać jakąś drugą rzecz.
Nie byłabym sobą - jestem stuprocentową babą, zakupoholizm mam we krwi.
Wybór padł na beret :)
Bardzo lubię berety.
Czapki w sumie też.
Nic bowiem nie zastępuje czapek, kiedy zaczyna robić się bardzo zimno.
Ale berety mają w sobie jakąś taką elegancję. I dużo stylu.
Podobały mi się od zawsze, ale kiedyś nie wyglądałam w nich tak fajnie.
Kupowałam je więc, ale ich nie nosiłam.
Kupowałam je więc, ale ich nie nosiłam.
Obszerniej pisałam o tym tu (swoją drogą - beret z podlinkowanego posta też pasowałby do tego szala).
Ten z dzisiaj i ten czarny z kokardą nie są jedynymi beretami w mojej szafie.
Mam jeszcze granatowy, czerwony, brązowy...
Ale wiecie jak to jest - nie wszystko, co się nosi na co dzień udaje się obfotografować dla potrzeb prowadzenia bloga.
Może w tym roku dam radę pochwalić Wam się jeszcze którymś ;)
Nie tylko beret i szalik są nowe.
Nowy jest też ten dwurzędowy płaszczyk.
Trochę się z nim spóźniłam, bo właściwie to jest klasyczny płaszczyk przejściowy, ale wcześniej szkoda było mi go zakładać.
Niemalże identyczny kupiłam w H&M'ie kilka lat temu (różnił się od tego wyłącznie detalami) i tenże kilka lat temu kupiony do tegorocznej jesieni nosiłam jako mój płaszczyk codzienny wiosną i we wczesnojesienne dni.
Ten ze zdjęć sprawiłam sobie niejako na zapas, wiedząc, że żywot starego płaszcza powoli dobiega końca.
Teraz już nosić go nie będę - trochę na to za zimno, a i na deszcze za bardzo się nie nadaje.
Do codziennego noszenia zaprzęgnę go zapewne wiosną.
Ale bardzo ładnie gra z moimi nowymi dodatkami - postanowiłam go więc założyć do tych zdjęć :)
Ten płaszczyk (na stronie H&M'u nazwany "kurtką") obecnie jest do kupienia w sklepach stacjonarnych H&M'u i w sklepie online w sporej promocji: w internecie za 119,90 zł a stacjonarnie za 104,90 zł (zamiast 149,90!).
Jeśli szukacie codziennego płaszczyka za niewielkie pieniądze, to serdecznie go Wam polecam :)
Wełniany beret - C&A
Wełniany szal - C&A
Dwurzędowa kurtka - H&M
Skórzane rękawiczki - no name
Teczka vintage - no name (Second Land)
Tregginsy - H&M
Skórzane oficerki - Lasocki (CCC)
Mam nadzieję, że takie zimowe zdjęcia Wam się spodobają.
Nacieszcie nimi oczy, bo nie mam pewności, czy w razie następnego ataku zimy będę gotowa ruszyć się z domu i zrobić dla Was kolejne ;)
Prawdę powiedziawszy zimą najbardziej nie lubię tej całej zabawy w bloga.
Wtedy mam ochotę przerzucić się na pisanie wyłącznie postów kosmetycznych ;P
Ale nie bierzcie sobie tych moich ostrzeżeń zbyt mocno do serca - skończy się pewnie jak zwykle: będę się trzęsła jak osika na wietrze, a zdjęcia i tak porobimy ;P
ODWIEDŹCIE MNIE NA:
FACEBOOKU
INSTAGRAMIE
Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam - Wasza Mar!
P.S. Dziękuję za wszystkie życzenia z komentarzy pod poprzednim postem.
Kiedy czytam tyle miłych słów, to czuję, że to co robię ma naprawdę dużo sensu :)
Ten z dzisiaj i ten czarny z kokardą nie są jedynymi beretami w mojej szafie.
Mam jeszcze granatowy, czerwony, brązowy...
Ale wiecie jak to jest - nie wszystko, co się nosi na co dzień udaje się obfotografować dla potrzeb prowadzenia bloga.
Może w tym roku dam radę pochwalić Wam się jeszcze którymś ;)
Nie tylko beret i szalik są nowe.
Nowy jest też ten dwurzędowy płaszczyk.
Trochę się z nim spóźniłam, bo właściwie to jest klasyczny płaszczyk przejściowy, ale wcześniej szkoda było mi go zakładać.
Niemalże identyczny kupiłam w H&M'ie kilka lat temu (różnił się od tego wyłącznie detalami) i tenże kilka lat temu kupiony do tegorocznej jesieni nosiłam jako mój płaszczyk codzienny wiosną i we wczesnojesienne dni.
Ten ze zdjęć sprawiłam sobie niejako na zapas, wiedząc, że żywot starego płaszcza powoli dobiega końca.
Teraz już nosić go nie będę - trochę na to za zimno, a i na deszcze za bardzo się nie nadaje.
Do codziennego noszenia zaprzęgnę go zapewne wiosną.
Ale bardzo ładnie gra z moimi nowymi dodatkami - postanowiłam go więc założyć do tych zdjęć :)
Ten płaszczyk (na stronie H&M'u nazwany "kurtką") obecnie jest do kupienia w sklepach stacjonarnych H&M'u i w sklepie online w sporej promocji: w internecie za 119,90 zł a stacjonarnie za 104,90 zł (zamiast 149,90!).
Jeśli szukacie codziennego płaszczyka za niewielkie pieniądze, to serdecznie go Wam polecam :)
Wełniany beret - C&A
Wełniany szal - C&A
Dwurzędowa kurtka - H&M
Skórzane rękawiczki - no name
Teczka vintage - no name (Second Land)
Tregginsy - H&M
Skórzane oficerki - Lasocki (CCC)
Mam nadzieję, że takie zimowe zdjęcia Wam się spodobają.
Nacieszcie nimi oczy, bo nie mam pewności, czy w razie następnego ataku zimy będę gotowa ruszyć się z domu i zrobić dla Was kolejne ;)
Prawdę powiedziawszy zimą najbardziej nie lubię tej całej zabawy w bloga.
Wtedy mam ochotę przerzucić się na pisanie wyłącznie postów kosmetycznych ;P
Ale nie bierzcie sobie tych moich ostrzeżeń zbyt mocno do serca - skończy się pewnie jak zwykle: będę się trzęsła jak osika na wietrze, a zdjęcia i tak porobimy ;P
ODWIEDŹCIE MNIE NA:
FACEBOOKU
INSTAGRAMIE
Trzymajcie się ciepło!
Pozdrawiam - Wasza Mar!
P.S. Dziękuję za wszystkie życzenia z komentarzy pod poprzednim postem.
Kiedy czytam tyle miłych słów, to czuję, że to co robię ma naprawdę dużo sensu :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.


















