Lista blogów » lifeINblond
Zimowa pielęgnacja
Zobacz oryginał sob., 10/01/2015 - 16:35Połowa zimy za nami. Cieszycie się? Bo ja bardzo! O ile okres przedświąteczno-świąteczny uwielbiam, o tyle styczeń i luty są dla mnie okresem "zastoju". Zima nie cieszy już tak bardzo, ale niestety prawdziwe mrozy dopiero chwytają. Cóż... Taki mamy klimat! Nie pozostaje nic innego, jak zakapturzyć się na kolejne dwa miesiące i przetrwać. Nikogo nie trzeba przekonywać, że to właśnie zimą, kolokwialnie mówiąc, nasze ciało najbardziej dostaje po d*pie. Od stóp do głów. Ani rozkręcone kaloryfery, ani szalejące wiatry nie poprawiają sytuacji. Jest to więc idealny moment, aby wytoczyć ciężkie, pielęgnacyjne działa!
W zależności od pory roku pielęgnacja mojego ciała i kosmetyki, których używam ulegają zmianie. O ile wiosna i lato mijają mi pod znakiem leciutkich kremików i owocowo pachnących mgiełek, wraz z zimą do łask wracają produkty bardzo treściwe, cięższe, bogatsze w właściwości pielęgnacyjne. Myślę, że nie jestem w tym odosobniona. Zimowe miesiące to dla mnie okres, w którym znacznie ograniczam makijaż kolory, a skupiam się na tym, aby całe moje ciało gruntownie odżywić.
Zacznijmy od twarzy. To właśnie ona jest szczególnie narażona na chłody. Zmienne temperatury to prawdziwa katorga dla buzi. W moim przypadku skutkują one uczuciem ściągnięcia, pieczenia, ale też szczególną skłonnością do przesuszeń. Co począć? Nawilżać, nawilżać i jeszcze raz nawilżać. Na swojej skórze wytestowałam już dziesiątki kremów. Ostatecznie przekonałam się, że najbardziej służą mi kremy przeznaczone dla niemowląt. Głównie dlatego, że nie zawierają sztucznych składników, które mogłyby podrażniać delikatne buzie maluszków. Ten, którego używam aktualnie wzbogacono pantenolem, który działa łagodząco na wszelkie podrażnienia, poprawia barierę lipidową naskórka i dogłębnie wnika w skórę dając uczucie długotrwałego nawilżenia.
Aby dodatkowo odżywić i odświeżyć cerę, raz w tygodniu przygotowuję "domowe spa". Wykonuję peeling całej twarzy. Ścieram suche skórki, które zimą pojawiają się błyskawicznie. Niezastąpiona jest mi przy tym pasta oczyszczająca ze słynnej ostatnimi czasy linii Liście Manuka. Raz w tygodniu nakładam także maseczkę różaną [recenzja] o właściwościach regenerujących. Dzięki temu mam pewność, że kompleksowo dbam o swoją cerę i choć odrobinę niweluję "zimowe szkody".
Ostatni krok w pielęgnacji twarzy to zapewnienie odpowiedniego nawilżenia naszym ustom. Im również przyda się peeling. Nic prostszego- odrobinę miodu wystarczy połączyć z ziarenkami cukru, a tak przygotowany specyfik wmasować w usta. Nie tylko pozbędziemy się zadziorków i poprawimy ukrwienie, ale też będziemy mieć pretekst do "czegoś słodkiego" wieczorem :D Warto też pomyśleć o dobrze nawilżającym balsamie, który nie dopuści do ponownego wysuszenia naszych ust. Ja jestem wierna nieśmiertelnemu Carmexowi. Nakładam go zarówno na noc, jak i rano, zanim wykonam makijaż i użyję kolorowej pomadki. I niech was ręka boska broni całować się na mrozie!
Przechodząc do kolejnych partii, nie możemy zapominać o dłoniach. Jak mawia moja mama, dłonie są wizytówką człowieka. Chcemy, czy nie, musimy o nie dbać. Pomimo noszenia rękawiczek i one potrzebują mocniejszego nawilżania w tym okresie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby używanie kremu po każdym myciu rąk. Warto też mieć tubkę w torebce. Gwarantuję, że nie raz sięgniecie po nią podczas całego dnia w pracy, czy na uczelni.
Najczęściej zapominaną i zaniedbywaną częścią ciała w okresie jesienno-zimowym są chyba stopy. Grube skarpety, ciężkie buty i wizja sandałków oddalona o jakieś pół roku na pewno nie motywują do działania. A potem przychodzi wiosna, budzisz się z ręką w nocniku i na gwałt szukasz złuszczająco-nawilżająco- czarodziejskich skarpet, które w trzy dni naprawią trzy miesiące nie robienia niczego. Hola, hola! W tym przypadku nie ma "co z oczu to z serca". Stópkom też się coś od życia należy! Jeśli nie masz weny, czy ochoty na kolorowe lakiery do paznokci, zadbaj przynajmniej o to, aby twoje stopy były gładkie i nawilżone. Gwarantuję, że wraz z wiosną sama sobie podziękujesz za tę chwilę uwagi, którą im poświęciłaś.
Ostatni, a zarazem najoczywistszy kosmetyk to balsam do ciała. Szczęśliwie należę do grona balsamowych frików i jego nakładanie to dla mnie sama przyjemność. Nie mam problemu z nakładaniem go codziennie, a gdyby zaszła taka konieczność robiłabym to zapewne częściej. Po części wyrobiłam w sobie taki nawyk dlatego, że moja skóra bardzo szybko traci wodę i szczególnie potrzebuje gruntownego odżywiania. Zimowym ideałem są dla mnie kosmetyki od Dove i Nivea, które mają charakterystyczną gęstą, bogatą konsystencję i przyjemny zapach.
A jak wygląda Wasz zimowy niezbędnik?
Co zmieniacie w swojej pielęgnacji?
Piszcie w komentarzach :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



