Zieleń, kwiaty i paski / Greenery, flowers & stripes
Zobacz oryginał ndz., 14/05/2017 - 13:49
Książkowy CIĘŻAR wysokogatunkowy
Ten post jest trochę poza kolejką i trochę poza kontrolą. W zasadzie zrodził się pod wpływem impulsu i nawet nie wiem, czy siłą tego impulsu nie opublikuję go dzień wcześniej, żeby trochę nie mieć odwrotu. Impulsem jest równoległa lektura, jak się okazało, dwóch trudnych dla mnie książek. O tak, takie coś popełniam nielogicznie, zachłannie, i okazuje się ku własnemu zatraceniu. To dla mnie nic nowego, nie pierwszy to raz w życiu i może nie ostatni. Od jakiegoś czasu jestem czytelnikiem bardzo rzadkim, w odruchu samoobronnym. Kiedyś czytałam dużo, głęboko, także poezji i wpadałam z tego powodu w melancholię, do której mam przeogromne skłonności. W pewnym momencie moje bezdenne zatapianie się i utożsamianie z lekturą bardzo zaczęło mi przeszkadzać w życiu realnym. Nie potrafiłam znaleźć ukojenia nawet w sympatycznym myśleniu o sobie, w kategoriach romantyczki, indywidualistki, może nawet intelektualistki. Dałam sobie zupełny szlaban na książki, może poza szwedzkimi kryminałami na urlopie i ostatnio dopiero, w ramach pracy nad sobą, pozycjami motywacyjnymi. Te ostatnie raczej mnie w większości zawiodły, poza moim elementarzem "Pokochaj siebie" Wayne W.Dyera. Ta książka uważam, miała i ma na mnie wpływ dobroczynny, na tyle, że zaczęłam nieśmiało widzieć siebie jako osobę dojrzałą, pogodną i pogodzoną ze sobą. Oczywiście wiele było składników takiego "cudu nad Rudą", ale jeśli mówimy o książce, to właśnie ta była i jest moją opoką. No i stało się to, czego w zasadzie mogłam się spodziewać, myśląc już chyba zbyt optymistycznie o swojej sile wewnętrznej. Wsiąkłam w lekturę 2 książek, których nie potrafię sobie odmówić i myślę, że gdy drugą dokończę, za jakieś 2 godziny, to zacznę je obie czytać o zgrozo, od początku. Dziś nie napiszę co to za książki, bo nie potrafię się do nich jednoznacznie ustosunkować. Wiem tylko, że po ich lekturze znów wiem, że nic nie wiem, że wiele moich wewnętrznych niedawno ustalonych pewników zostało chyba skutecznie podważonych. Czuję się z tym bardzo źle, przygnieciona, przygięta, czuję fizyczny ciężar na plecach i w głowie, w oczach czają się łzy. Jednocześnie wiem, że to lektura bardzo dla mnie ważna, że sobie nie odpuszczę, i prawdopodobnie nie pozwolę sobie na ucieczkę od konsekwencji w postaci dalszej pracy nad sobą, choć jej kierunek jest dla mnie w tej chwili kuriozalnie zagadkowy. Czuję się tak zagubiona, jak przywołana w jednej z książek studentka, udająca się na 7-dniowe odosobnienie, która mówi o sobie: "Tak jakbym nigdzie nie miała korzeni ... niczego, na czym mogłabym się oprzeć, żadnego porządku w życiu". Żywię podobną nadzieję, jeszcze nie wiem w czym, jaką ona pokłada w medytacji. Liczy, że medytacja okaże się sposobem nie na to, by się odnaleźć, lecz na to, by zacząć inaczej postrzegać swoje zagubienie, a nawet się z nim pogodzić Tymczasem bardzo wiem, że nic nie wiem, i jeśli ten post spowoduje, że jeszcze bardziej będziecie mnie odbierać, jako szamocącą się, nieokreśloną i niedojrzałą osobowość, nie tylko w moim podejściu do mody, to widocznie tak po prostu jest. Ja dziś rozpoczynam pracę nad tym, by się z tym pogodzić, bo ze wszech miar wolę czuć nieznośną lekkość bytu, niż ten przygniatający ciężar. Howgh :)
Ta stylizacja dzisiaj jest na podobnych warunkach jak dzisiejsza treść. Mam do niej mieszane uczucia i właściwie chciałam ją zmienić, i powtórzyć, ale załapała się w ramach impulsu dalekiego od instynktu samozachowawczego. Po prostu wygoniłam ją, a sio! Pierwotnie była komponowana z dresowymi szarymi spodniami i biało czarnymi trampkami, ale zmieniłam ją w ostatniej chwili w kierunku bardziej eleganckim, taką mam chwilową tendencję i ekstrawagancję. Bazą jej jest kimonowata narzutka w kwiaty w bardzo wiosennych kolorach. Zarzuciłam ją na podkoszulek bez rękawów w granatowo białe pasy, włożony w granatowe, eleganckie, szerokie i długie spodnie. Torebka jest pikowana, intensywnie zielona, była dekorowana kokardką z przodu, którą pozwoliłam sobie zniknąć.
Kokardkę zastąpiło serduszko na kółeczku. Dodałam natomiast do łańcuszkowego paska torebki drugi, czarny. Do tego moje ostatnio odkryte czarne buty szczurki i to by było na tyle.
narzutka/kimono - Ravi Famous London
buty/shoes - Folio
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.















