Zakupy to moje lekarstwo...
Zobacz oryginał sob., 26/10/2013 - 21:12To takie piękne. To takie proste.
Dla wielu kobiet zakupy to same pozytywne emocje:
- radość z posiadania czegoś nowego
- poczucie atrakcyjności
- wzrost poziomu endorfin
- uśmiech na twarzy i chęć do życia.
Jest masa artykułów mówiących o "zbawiennym" wpływie zakupów na samopoczucie u kobiet, które porównywalne jest NAWET z "orgazmem".
Sama uwielbiam zakupy (bo która kobieta ich nie lubi) - zawsze poprawiały mi humor. Jednak ostatnio zaczęłam się dość mocno zastanawiać czy chodzi tylko o poprawę humoru, czy może o coś głębszego...?
Shopping is cheaper than a psychiatrist.
Możliwe, że nie powinnam obnażać się w ten sposób na blogu ale z drugiej strony jest to moja prywatna przestrzeń, więc czemu miałabym się hamować?
Otóż trochę wstyd się przyznać ale kupuję głównie wtedy, kiedy mam problemy... Wpływają one bardzo mocno na obniżenie mojej samooceny, a nowa rzecz w szafie ma rekompensować mi pewne braki... Jest to dla mnie taka "deska ratunkowa" - inni sięgają po papierosy czy narkotyki... A ja kupuję.
Niestety poprawa humoru jest tylko chwilowa.
Nie zawsze tak było... Kiedyś zakupy dawały mi większe poczucie szczęścia, prawdopodobnie dlatego, że robiłam je rzadziej. Dziś zarabiam, a w internecie jest cała masa sklepów działających całodobowo i po prostu popłynęłam... Proces ten w większości przypadków bywa spontaniczny i machinalny ale zdarza się, że jestem w pełni świadoma tego, czemu ZNÓW klikam na "KUP".
Na szczęście zdałam sobie z tego sprawę i próbuję z tym walczyć.
Aby nie postępować w myśl zasady:
"Kupiłam buty, nie mam spódnicy
Kupiłam spódnicę, nie mam bluzki
Kupiłam bluzkę, nie mam płaszcza
Kupiłam płaszcz, nie mam torebki
Kupiłam torebkę - a buty nie pasują"
przed zakupem każdej nowej rzeczy mocno analizuję: dlaczego ją chcę? czy rzeczywiście jest mi potrzebna? i co najważniejsze - do czego będzie mi pasować!?
Próbuję robić zakupy "z głową" - i choć nie zawsze, to jednak wymaga to ode mnie nie lada wysiłku. Powoli udaje mi się nad tym zapanować. Grzeszki nadal mi się zdarzają ale nie są już tak częste jak kiedyś.
Oczywiście są rzeczy, które naprawdę są mi potrzebne i nie mogę za każdym razem oceniać siebie jako hmm... zakupoholiczkę. Nie wiem czy można tak nazwać mój obecny stan - bo jeśli już to we wczesnym stadium. Wiem tylko, że kupowanie na poprawę humoru nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ odnosi ono odwrotny skutek - zamiast uśmiechu pojawiają się wyrzuty sumienia i przytłaczająca świadomość problemu.
To straszne i nie mogę sobie wybaczyć, że dałam się tak w to wciągnąć.
Nie oceniaj bliźniego swego, po grzechach jego.
Liczę się z tym, że teraz niektórzy z Was każdą nową rzecz w mojej szafie będą łączyć z tym, że pewnie znów napotkałam na jakiś życiowy problem i próbuję się jakoś ratować... Nie chciałabym, aby tak było. Nie chcę, żebyście myśleli o mnie źle... Zapragnęłam zwrócić Waszą uwagę na to, że być może nie tylko ja kupuję, aby jakoś odreagować. Być może jest więcej takich osób, które nawet nie zdają sobie z tego sprawy. A może ktoś z Was ma podobnie? A jeśli nie to jak inaczej radzicie sobie z problemami?
Chętnie poznam Wasze historie i Wasze patenty na to, aby czuć się dobrze zawsze, a nie tylko przez ten jeden moment.
Dobrej nocy.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




