Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Z kantem
Zobacz oryginał czw., 12/02/2015 - 08:52Dobra - słowa "chyba polubiłam taką śnieżną zimę" (które w poprzednim poście zamieszczone pod jednym ze zdjęć zostały) uważam już za mocno nieaktualne!
Zima jest paskudna, mokra i nieprzyjemna - cały zeszły tydzień sypało to białe paskudztwo i sypało.
Do minionej soboty, to jeszcze jak Cię mogę - ale w niedzielę, to już w ogóle Apokalipsa w łódzkiem nastała. Wczoraj te kilogramy śniegu postanowiły natomiast się stopić - teraz mam pod blokiem coś, co przypomina trochę spływ kajakowy.
Chcę wiosny! Teraz, zaraz, już!
Całe szczęście, że z tymi dzisiaj Wam pokazywanymi zdjęciami postanowiliśmy się uwinąć w sobotę właśnie - chociaż i tak prawie nie miały się one szansy ukazać, bo wybierając się na "sesję" zapomnieliśmy zabrać z mieszkania rękawiczek Leszka.
A że zimno było, to sami i same wiecie już, jak bardzo musieliśmy się z fotografowaniem spieszyć ;P
Poza tym - koszmarnie wiało.
Włosy mi na twarz leciały, oczy łzawiły...
Tak - uważam, że wszystkim blogerkom, które dzielnie, co dwa dni, publikują nowe posty "outfitowe" w miesiącach listopad - marzec z miejsca należy się tytuł Blogerek Roku.
Bez żadnych plebiscytów, bez głosów na allegro i stronach telegazety kupowania - tak po prostu, wszystkim, za odwagę i determinację.
Ale bardzo, naprawdę bardzo mi było szkoda odpuścić to sobotnie focenie - bo lubię ten zestaw.
I prawie tak, jak zdjęcia miały się nie udać, tak i on miał nigdy nie powstać - pomysł na niego dopadł mnie przypadkiem, w czasie jednego z wieczorów, kiedy to szykowałam sobie strój na kolejny pracowy dzień.
Ot, przenosiłam spodnie wiszące na wieszakach w szafie do jednej z szuflad - i wtedy odkryłam, że jestem w posiadaniu większej ilości spodni z kantem, niż myślałam!
Mało tego - jedna z tych na nowo odnalezionych par tego typu portek nie jest na mnie ani za duża ani za długa!
Zwykle właśnie dlatego unikałam spodni z kantem i lekko rozszerzanymi nogawkami - bo wszystkie, które miałam, zawsze mi się smętnie po ziemi ciągnęły, a ja je co i rusz przydeptywałam.
Do bani z takimi spodniami!
Ale te okazały się pasować - no dobra, bez butów, to może nawet i na nieco przykrótkie wyglądają.
Prawdę mówiąc - nie umiałabym dobrać tego typu spodni do innego obuwia, niż kozaki.
Nigdy nie wiedziałam, czy je się nosi do butów płaskich, czy może do obcasów...
Pewnie dlatego wszystkie te upchnięte gdzieś w czeluściach szafy mej pary tyle czasu bez widoku światła dziennego wisiały w niej ;)
Nie byłoby tego zestawu bez jeszcze jednej rzeczy, którą ostatnio noszę bardzo często - bez swetra.
Sweter właściwie jest tym, na co zwykłam mówić "narzutka".
Jest on też drugą chyba raptem rzeczą, którą zdecydowałam zamówić się "z dalekiego świata" - acz nie, nie z Chin ;P
Z Anglii ;P
Z firmy Glamour Empire.
Nie trafiłabym na niego, gdyby nie Vamppiv - ona to bowiem coś tam dziewczynie ichni marketing prowadzącej o mnie miłego wspomnieć musiała, że ta (pozdrawiam, Lily :) powodzenia w ogarnianiu nadmiaru pracy! obie jakoś się z tym uporamy, zobaczysz ;>) na pomysł odezwania się do mnie wpadła i o obecności firmy na rynku zakomunikować mi postanowiła.
Lubię ludzi sympatycznych.
Lubię firmy, które jakoś próbują reklamować się w sieci - w zeszłym roku przekonałam się, jak kończą biznesy, które się na to nie decydują: marnie.
Z początku nic tam dla siebie ciekawego wypatrzyć nie zdołałam (no dobra - podobał mi się bardzo ten kardigan: klik), ale kiedy zobaczyłam sweter, który w dzisiejszym poście możecie oglądać na mnie, to z miejsca się zakochałam.
Nie dość, że kolor mój (wszelkie zgniłe brązy, beże i to, co powinno się chyba fachowo nazywać "taupe", to ja lubię - prawie tak, jak musztardę ;) i czerń ;P), to i krój fajny!
Luźny, zawinąć się weń można, wtulić i schować.
No i zamówiłam.
Przyszedł szybciej, niż książka, którą ostatnio kupiłam przez allegro i którą miano mi wysłać z miejscowości oddalonej o trzydzieści kilometrów od ziemi łódzkiej (już od trzech tygodni jej wyczekuję i coś się doczekać nie mogę... chyba trzeba będzie wystąpić o zwrot kasy, bo przez tyle dni, to można by nowy jej egzemplarz wydrukować...).
A zapakowano go tak ładnie, że aż szkoda było opakowanie rozcinać ;)
(Także - polecam, polecam, firma wypada tu o wiele lepiej, niż Pewien Chiński Lider Platform Sprzedażowych, u którego w listopadzie wypatrzyłam i zamówiłam fedorę, a który najpierw przez dwa miesiące zastanawiał się, w którym magazynie fedorę trzyma, zaś po kolejnym minionym wysłał mi łaskawie wiadomość, że fedory nie ma, więc jej nie dostanę :>)
I chociaż okazało się, że cały jest z akrylu, to jakiś taki... zaskakująco miękki jest!
I ciepły - właśnie ze względu na tę jego ciepłość (jest w ogóle takie słowo jak "ciepłość"? wiecie, ja już tę polonistykę czas jakiś temu skończyłam, wypadłam z formy ;P) dużą, tak chętnie ostatnio go noszę.
Tak!
Założony "normalnie" nie układa się tak "lejąco" - poły mu tak fajnie nie odstają ;)
A tak - trochę płaszczowo one wypadają, lubię ten efekt ;)
Gdyby ktoś pytał - golf jest z kolei łupem z lokalnego szmateksu (dla osób z Łodzi - Zachodnia, tuż przed CDN Boutique, po drodze do Manufaktury).
Przed Bożym Narodzeniem na gwałt potrzebowałam czarnego golfu - no i tam go znalazłam.
Sweter - Glamour Empire / Glamour Empire FB
Golf - Second Hand
Spodnie - no name (pewnie po mamie :>)
Komin - H&M
Rękawiczki - no name (Butik Nashe, Zgierz - ul. Parzęczewska)
Torba - Fason (Allegro)
Kozaki - Lasocki (CCC)
Swoją drogą - mam już podobny bardzo sweter.
Tyle, że tamten jest bardziej kimonowy w kroju.
O swetrze z tego posta myślę: klik!
(Chociaż... może lepiej pod ten link nie zaglądajcie... tęższa o siedem kilo nie wyglądałam zbyt fajnie, zwłaszcza na twarzy ;P Ale już tam - i tak to w Internecie wisi, każdy już się zdążył kiedyś przestraszyć ;P)
Jest to najlepszy dowód na to, że ja w swoich gustach fasonowo-kolorystycznych jestem dość stała ;)
A na koniec - zagadka:
Które z moich zdjęć zostało wykonane na tym samym tle, co te dwa ostatnie?
Dla autora/autorki pierwszej odpowiedzi Mar funduje paczkę żelek (żelków?) ;P
(Nie, Lechu, Ty nie możesz brać w tym udziału ;P)
Uciekam!
Życzę Wam udanego weekendu, który zbliża się do nas wielkimi krokami.
Nie dajcie się wiatrowi, nie dajcie się roztopom!
Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.















