WPIS GOŚCINNY: Od panienki do babuleńki
Zobacz oryginał ndz., 29/03/2015 - 20:30Dziś na blogu nowość – wpis gościnny! Kto jest naszym gościem? Kinga z ladygugu.pl :) Znacie? Na pewno!
Kinga w zabawny i często ironiczny sposób opisuje to, co z macierzyństwem związane… Każda z nas może w jej tekstach odnaleźć cząstkę siebie. Zobaczmy co wymyśliła tym razem ;) Zapraszam!
Od panienki do babuleńki – czyli na jakim seksualnym etapie teraz jesteś?
Pamiętacie siebie sprzed… nastu lat? Co się zmieniło? Spoważniałyście, co? A może dzięki swojemu licznemu potomstwu zdziecinniałyście do końca? A może nic się nie zmieniło? Coś jednak musiało na pewno. Tym czymś jest Wasz SEKS. Bo jak byście nie zaprzeczały, to wraz w upływem lat ta sfera zaczyna wyglądać jak pokurczony w praniu wełniany sweter, choć wolałybyście, żeby zachował fason, a może nawet trochę się rozciągnął. A jego rozwój przedstawia się etapami:
Etap I: PANNA NA WYDANIU
Jej nazwa pochodzi nie tylko od tego, że za wszelką cenę pragnie wydać się za mąż. Bo żeby to osiągnąć, ona ciągle coś wydaje: a to ostatnią kasę na fajne rzeczy, które pomogą złapać jej faceta, a to wydaje przyjęcia, żeby… złapać na nich faceta. Jej życie można porównać do sawanny – nie dość, że sama wiecznie poluje, to jeszcze pełno wokół niej innych czarnych panter i lwic, które wyrywają sobie smaczny kąsek z paszczy. Wiadomo że mięska jest zawsze za mało, żeby się najeść, albo jest ono zbyt chude i nietreściwe. Ale jeśli nasza panna nabiega się odpowiednio dużo i stoczy wiele walk, ma szansę złowić naprawdę wielką rybę. A raczej kawał porządnego mięcha. W tym celu stosuje cały wachlarz mniej lub bardziej dozwolonych środków. Należą do nich: głębokie dekolty (które – jeśli nie stosowane w kościele lub na wielkim mrozie – są nieszkodliwe i dość skuteczne); fikuśny fartuszek pokojówki (który jest jej strojem domowym, w razie gdyby pan ze spółdzielni okazał się w miarę „wyjściowy”); erotyczne opowiadania Anais Nin lub „Kamasutra”, koniecznie w obrazkach , z których czerpie inspiracje. Seks z nią przypomina scenariusz filmu z cyklu „Rozpalić żądze” i nigdy nie powiela żadnych schematów. W kinie, w Lublinie, w metrze i swetrze – zawsze gotowa. W reżyserię wkłada całe swoje życie (i ciało), więc w końcu nadchodzi TEN dzień i panna na wydaniu przechodzi do następnego etapu, czyli…
Etap II: NARZECZONA
Tutaj wyróżnić można dwa typy kobiet: te, które się starają (co ciekawe, słowo „stara” określa też najczęściej ich atrybut wiekowy) i te, które starać się nie muszą. Te pierwsze to gejzery – gorąco wydaje się je rozsadzać od środka i wystarczy tylko zanurzyć palec żeby się rozgrzać. Co też jej narzeczeni czynią początkowo z ochotą, bo później zaczynają się czuć jak przypalona skwarka. Taka pani wykazuje się polotem i fantazją niczym autor „50 twarzy Greya”. A to przygotuje na śniadanie jajka sadzone z parówką pomiędzy nimi, a to zakupi seksowny strój pielęgniarki (chyba że faktycznie jest pielęgniarką – wtedy unika, bo facet może pomyśleć, że leży w stroju służbowym, bo nie chciało jej się przebierać po robocie). Na dźwięk słów „taczka” i „scyzoryk” zaczyna chichotać, bo kojarzą jej się tylko z łóżkowymi pozycjami. Gdy partner całuje ją nieopacznie w czoło myśli, że to koniec. Czasem, gdy nie ma ochoty na figle, rozgryza ukradkiem czosnek w łazience i gdy partner zbliża się niebezpiecznie blisko, rzuca się na jego usta. Kiedy ten nagle wycofuje się, bredząc coś o pilnym sprawozdaniu, ona wykazuje ogromne zrozumienie, dzięki czemu partner zaczyna mieć wyrzuty sumienia, przez co kocha ją jeszcze mocniej. I dzięki takim sprytnym sztuczkom nasza pani ma za pół roku męża w kieszeni. A raczej pod spódnicą.
Drugi typ – niestarająca – jest o wiele bardziej rozpowszechniony. Takie kobiety nie myślą, że złapały Pana Boga za nogi (jak w przypadku poprzednim). One raczej płyną z prądem do upragnionego celu, jakim jest oczywiście małżeństwo. Przypominają przy tym nie pstrągi, żwawo płynące na tarło, ale raczej śnięte ryby z brzuchami do góry. Bo i przez cały okres narzeczeństwa jest to ich ulubiona pozycja (naturalnie względem związku). Łatwo rozpoznać ten typ, bo żaden inny nie przypomina tak bardzo ryby. Usta wydęte (nie mylić z napuchniętymi od pocałunków, jak w typie poprzednim), skóra zimna i oślizgła (ciągle się czymś smarują, żeby zniechęcić partnera do figlów – wiadomo, że faceci nienawidzą wszelkich oliwek na skórze). Koło partnera także prześlizgują się jak ryba w akwarium, korzystając z różnego rodzaju wymówek. Do najczęściej wypowiadanych przez nie słów należą: „głowa”, „boli” i „okres”. Co ciekawe, partnerowi wcale nie przeszkadza ich zachowanie, bowiem każdy facet jest z natury łowcą i woli gonić króliczka niż złapać go. Nawet jeśli króliczek jest nieco śnięty. I tak bez żadnego nakładu środków taka pani przechodzi do…
ETAP III: Młodej żony.
Te kobiety to zazwyczaj wulkany i to nieważne, którym typem były w narzeczeństwie. Wystarczy jedna iskra, a wybuchają żarliwością. Czasem nie trzeba nawet iskry, bo ją rozpali nawet film z Lenardo albo trailer nowego Bonda (nawet jeśli gra George Lazenby). Cechuje ich jednak właściwa wulkanom okresowość, bo to, czy są wulkanami czynnymi czy uśpionymi zależy od… dnia cyklu. Młoda żona wyrzuca lawę i bucha płomieniem tylko w jednym celu: w celu prokreacji. Tyle samo energii, co w osiągnięcie celu, wkłada młoda żona w starania, żeby mąż tego nie spostrzegł (który może się przestraszyć, że skończy jak Pompeje). Środki muszą być więc dość subtelne i żadne przebieranki, afrodyzjaki i romantyczna muzyka nie wchodzą w grę. Taki pan od razu dostrzeże, w czym rzecz, szczególnie jak takie akcje będą powtarzać się miesiąc w miesiąc, ale raz na miesiąc. Pani więc udaje, że w naturze ma swe wulkaniczne zachowania, co wkrótce doprowadzi ją do…
ETAP IV: Młodej matki.
Łatwo odróżnić tę panią w tłumie, bo wydaje się unosić w powietrzu. Trochę przyczynia się do tego radość macierzyństwa, trochę tempo życiowe, które musiała znacznie przyspieszyć. Dawniej porównać ją można było do letniej bryzy, teraz przypomina orkan, który zgarnia wszystko po drodze. Seks oczywiście wchodzi w rachubę, ale pod wieloma warunkami. Musi być szybko, bo tyle rzeczy do zrobienia (dawniej płakała nad swoim „3 minutowym” mężem, teraz cieszy ją, że nie jest to „statystyczne 15”). Musi być namiętnie i romantycznie, bo skoro już goli w końcu nogi, to musi się opłacić. Musi być bezpiecznie, bo wprawdzie kocha swoje dzieci, ale jak pomyśli, że musiałaby jeszcze raz przeżywać to piekło, to już zaczyna wykuwać w piwnicy pas cnoty. Warunków z czasem zaczyna być tak wiele, że zamienia się to wszystko w białe małżeństwo (a raczej czarną rozpacz) co zauważa dopiero, jak mąż zwija żagle i okrętuje się na inny statek z gościnną bosmanką. Jeśli nie zwinie i jakimś cudem przymknie oko na te niedogodności, nasza pani wkracza w ostatni…
ETAP V: Nadgryziona zębem czasu.
Jej życie seksualne przypomina pole wypalonej trawy. Gdzieniegdzie tli się jeszcze płomień, a raczej wspomnienie po wielkim ogniu. Czasem wyziera skądś kępka zielonej trawy, ale ciężko do niej dotrzeć przez ściernisko. Taka pani może i ma wiele seksualnych potrzeb, ale ciężko jej ustalać priorytety wśród tak wielu potrzeb, szczególnie cudzych. Taka pani nie doje, nie dośpi, a innym da. Łóżko kojarzy jej się przede wszystkim z tym, za czym tęskniła przez ostatnie kilka lat, gdy wychowywała: za spaniem. Kiedy dzieciom nieco podrosną skrzydła, Nadgryziona zaczyna odsypiać wszystkie nieprzespane noce; zbliżającego się męża wita ze strachem w oczach. Jej orężem jest tłusty krem nivea, którym co wieczór profilaktycznie smaruje usta oraz amol, którym perfumuje się obficie. Przez lata spania z dziećmi dorobiła się przykurczu ramienia i nie zaśnie, jak nie ma kogoś pod pachą. Ale że mąż różni się gabarytami od dziecka, kupuje sobie psa. Jej życie nie jest seksualnie smutne ani puste – kiedyś w końcu odeśpi i poczuje się jakby wstała z seksualnego grobowca. Tak jak palacz, który rzuca fajki po 20 latach, tak ona w końcu zaczyna odczuwać smaki i zapachy wszystkiego, co erogenne. Jeśli zachowa ostrożność, w takim stanie pozostanie do późnych dni swojego życia. Jeśli nie… ma szansę znowu cofnąć się do wcześniejszego etapu. Etapu matki…
A Wy na którym etapie obecnie się znajdujecie?

The post WPIS GOŚCINNY: Od panienki do babuleńki appeared first on szafeczka.com.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




