Lista blogów » Creamshine

` THE WORST AND THE BEST DAY OF MY LIFE

Zobacz oryginał
2.png

Najgorszy i najlepszy dzień w moim życiu, chodzi oczywiście o dzień porodu. Jak wiecie termin miałam na 11 czerwca, nic nie wskazywało na poród w terminie więc lekko przerażona ale jednak z myślą, że to nie ten czas położyłam się spać. Około godziny 01:00 już 12 czerwca poczułam coś dziwnego, były to lekkie skurcze, które niestety stawały się regularne. Nie wiedziałam czy mam obudzić Dawida i łapać za szpitalną torbę ale kiedy wstałam i odeszły mi wody całkowicie spanikowałam. Postawiłam cały dom na nogi, pamiętam jak cała się trzęsłam a moja mama prosiła, żebym się uspokoiła i nie stresowała. Musieliśmy podjąć szybką decyzję czy jedziemy do najbliższego szpitala czy do oddalonego o 35km Głowna gdzie pracuje moja ginekolog, wybór padł na Głowno, nie wyobrażałam sobie porodu w innym szpitalu i z inną opieką lekarską. Kiedy dojechaliśmy byłam przerażona, szybkie formalności na izbie przyjęć, potem badania i zostałam przeniesiona na salę. Cieszyłam się bo byłam na niej sama, Dawid całą noc czuwał na niewygodnym krześle, nie odstępował mnie na krok. Rano na obchodzie była już moja ginekolog, zdecydowałyśmy że dostanę kroplówkę na wywołanie i będziemy czekać na rozwój sytuacji. Z czasem byłam coraz bardziej wykończona a efektów wcale nie było widać. Tak męczyłam się do samego wieczora. Najgorsze w tym wszystkim było to, że na zapisie KTG w ogóle nie było widać u mnie skurczów, a uwierzcie były i to straszne. Z płaczem prosiłam Dawida, żeby coś zrobił, że już nie wytrzymam. Po 20 godzinach męczarni nie miałam nawet siły mówić. Położne i moja ginekolog myślały, że taka młoda dziewczyna jak ja symuluje, że po prostu chce cesarskie cięcie żeby iść na łatwiznę bo przecież żadnych skurczy nie widać więc na pewno udaje zwijając się z bólu. Kiedy dosłownie miałam być przygotowywana do cesarskiego cięcia ginekolog stwierdziła, że jeszcze raz mnie zbada i ku zdziwieniu wszystkich byłam gotowa do porodu naturalnego. Było im głupio, że nie wierzyły w to co mówię i widziałam to ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Sam poród to pestka przy tym co przeżyłam przez te 20 godzin, bóle są na prawdę nie do wytrzymania jednak o wszystkim się zapomina kiedy tylko poczuje się swoje maleństwo na piersi. Kiedy popatrzyła na mnie tymi małymi oczkami łzy same popłynęły z oczu. Dziś moja kruszynka ma już 8 dni, zaklimatyzowała się w domu a my uczymy się i poznajemy ją każdego dnia. Jestem bardzo szczęśliwa, nie boję się tych nieprzespanych nocy i setek zmienionych pieluszek, kochamy ją całym serduszkiem i bardzo cieszymy się, że Oliwia jest już z nami. Na moim fanpage możecie zobaczyć zdjęcie jak obecnie wyglądam, myślę, że zmierzam w bardzo dobrym kierunku, brzuszek za którym bardzo tęsknie szybko wraca na swoje miejsce.
1.png
4.png
5.png

Przepiękny kokon, który widzicie na zdjęciach możecie dla swoich pociech znaleźć na stronie TinyStar, Oliwka uwielbia w nim spędzać czas.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.