Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

When I go outside in the city of the modern hearts...

Zobacz oryginał


Spodobały mi się te eksperymenty z elegancją.


A taka byłam przekonana, że ta wiosna i przedlecie upłyną mi wyłącznie pod znakiem wariacji na temat stylu boho.


A taka w zachwycaniu się nim zatwardziała...



11.jpg

No proszę, kolejny już raz przekonuję się, że niczego nie mogę być pewna ;)

9.jpg
Tak - jak widać na załączonym obrazku (a raczej - obrazkach) nadal eksperymentuję z zestawami nieco bardziej (od tego, co do tej pory nosiłam) eleganckimi.

8.jpg
Nadal oscyluję gdzieś na pograniczu - pomiędzy tym ciągle fascynującym mnie minimalizmem i awangardą, do której z kolei od zawsze mnie ciągnęło.
Bo nie byłabym sobą, gdybym jednak nie wplotła tu pewnych detali do stylu boho nawiązujących.

Jest więc kapelusz - ale ciągle nie jest to melonik.
Znowu fedora.

Pojawi się też zapewne w kolejnym poście, bo ostatnio to na nią częściej nachodzi mnie ochota (a zakończyłam już bywanie na uczelni - będę miała zatem więcej czasu na przechadzanie się w niej po mieście!).

Jest przewiązana na brzuchu koszula.

14.jpg
Są też sandały, do kupna których zainspirowały mnie również looki nie żadne inne, a te, którymi dzieliły się ze światem na rozmaitych portalach właśnie taki "cygański" styl lubiące dziewczyny - gdzieś tak od późnej wiosny bowiem (na zmianę z mokasynami i wszelkiej maści półbutami) zaczęły one dodawać do swoich zestawów tego typu "ciężkie" obuwie.

13.jpg

Zakochałam się w nim.

Podobał mi się kontrast, jaki takie masywne sandały tworzyły ze zwiewnymi kimonami, frędzlami i lekkimi sukienkami.
Oczami wyobraźni już widziałam je więc z którąś z moich maksi (mam całe dwie - szał prawdziwy ^^).
Albo z szortami. I krótkim topem.

Nigdy, przenigdy nie sądziłam, że będę chciała je wykorzystać w połączeniach bardziej szykownych.

1a.jpg

Swoje sandały upolowałam w Deichmannie - chyba jeszcze są w ich ofercie, na pewno widziałam je ostatnio na ichniej stronie.

7.jpg

Bardzo wygodne są - jeśli któraś z Was nadal zastanawia się nad kupnem podobnych, a boi się niestabilności takich butów, to niech bierze te.
Nawet biegać się w nich da - kilka razy goniłam w nich autobus, przeżyłam.
Zęby też mam na miejscu.

Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jestem jedną z większych niezdar województwa łódzkiego (której nawet w trampkach zdarzało się w biegu potykać), to chyba naprawdę całkiem stabilne być muszą ;)

3.jpg

Tak, pewnie niektóre i niektórzy z Was zauważyli, że spodnie są tymi samymi spodniami, które już w poprzednim poście pokazywałam - nie da się ukryć: bardzo się z nimi polubiłam.

2.jpg

Co prawda początkowo kompletnie nie widziałam ich w tym połączeniu - planowałam założyć do niego lniane, nieco rozszerzane w biodrach porcięta.
Ale jakoś tak ten len mi tu wadził.
Nie tak "rasowo" się prezentował.

16.jpg

Wydaje mi się, że decydując się na te postąpiłam bardzo dobrze ;)

Chociaż... tamte, mimo że lniane, to gniotą się zdecydowanie mniej ;P
Te - prasowane z pietyzmem tuż przed wyjściem z mieszkania - słabo zniosły podróż autem.

12.jpg

I marynarka gościła już kiedyś na blogu - niemal dokładnie rok temu.

O, gwiazdą tego posta była: klik!

Wtedy też opisywałam historię jej pojawienia się w mojej szafie, ale i tu pokrótce ją powtórzę - łup lumpeksowy.
I własnoręcznie (albo raczej własnomaszynnie) przerobiony.
Poskracany, pozwężany.
A - jeszcze guziki jej wymieniłam.

Nadal jest to jedyna chyba rzecz, której nie zepsułam do maszyny siadając ;)
I nadal najchętniej ją noszę w towarzystwie tamtej frędzlowej torebki. Ale dla potrzeb tych zdjęć zdecydowałam się wybrać inną, żeby zestawy nie były do siebie za bardzo podobne.

15.jpg
Torebkę, którą wybrałam też znacie już bardzo dobrze - ta kopertówka była już na blogu przynajmniej raz.

Jak każda moja kopertówka jest prosta. Bardzo prosta.
I stosunkowo duża ;)

Ale tę wielkość kopertówek naprawdę cenię sobie najmocniej - jestem typem baby, który ma skłonność do upychania po torbach masy drobiazgów.
W ostateczności wcale nie tak potrzebnych, jakimi się wydawały - ale bez nich nie potrafię się ruszyć z domu.
No wiecie - zapas kosmetyków, klucze, telefon, coś do czytania, chusteczki, tabletki na alergię... trochę się tego nazbiera zawsze. Do mniejszej torebki raczej bym tego nie upakowała ;P

10.jpg

Tak się o ciuchach rozpisałam, że zapomniałam prawie napisać Wam o fakcie, od którego te moje dzisiejsze wypociny właściwie powinnam była zacząć - pewnie zdziwienie lekkie ogarnęło Was, że co to się dzieje? Znowu taki "nowoczesny" i "szklany" plener u Mar?

Oj, źle bardzo...

Wcale nie tak miało być!

4.jpg

Do tego "outfitu" wymarzyłam sobie zupełnie inne tło fotograficzne - siedzibę łódzkiej Akademii Muzycznej, pałac Karola Poznańskiego: klik!
Nie udało mi się znaleźć żadnego zdjęcia budynku z chwili obecnej - w każdym razie ta piękna elewacja jakiś czas temu została odnowiona i tak mi się to jej nowe oblicze spodobało, że zamarzyłam sobie sesję właśnie tam.

No i kiedy Lechu zapytał mnie, gdzie jedziemy na zdjęcia, to bez chwili namysłu odpowiedziałam: "pod Muzyczną".
Lechu głową kiwnął, kluczyki w dłoń wziął, aparat pod pachę - i jazda.

Jedziemy, jedziemy.... i jakoś tak rejony wydają mi się coraz to bardziej od pałacu odległe... ale ja prawa jazdy nie mam, po Łodzi poruszam się tylko komunikacją miejską...

Pomyślałam - e, osiemnasta jest, korki, Lechu pewnie objeżdża miasto, taki ten mój Luby mądry, sprytny taki.
Aż tu nagle słyszę - "Wysiadka, jesteśmy przecież!".

No i konsternacja - owszem, dojechaliśmy pod budynek Akademii Muzycznej.
Ale nie ten!
Niedawno ją postawili, często mijaliśmy teren jej budowy jadąc do miasta i kilka razy zwracaliśmy uwagę na to, że już działa - Lechu więc pewien był, że o ten gmach mi chodziło.

Pewien był też w dniu robienia zdjęć, że skoro nie wyszło i nie tu dojechaliśmy, to zaraz zacznie się dzika awantura, kapeluszem rzucanie i sandałem nowym o bruk tupanie - ale że wymęczona egzaminami byłam, to wściekać mi się nie chciało ;P
Pomyślałam nawet, że może i taki "plener" lepszym będzie...

Chyba był ;)
Co jak co - ale do takiej miejskiej elegancji, to nie żadne secesyjne klimaty pasują, a dizajnerskie bardziej.

Ech, co ja bym bez tego Lecha zrobiła ;)

6.jpg

Fedora - H&M
Okulary - SinSay
Marynarka - second hand + poprawki własne
Koszula - H&M
Spodnie - H&M
Sandały - Catwalk (Deichmann)
Kopertówka - no name (Allegro)

5.jpg

Mam nadzieję, że nie znudzę Wam się szybko w takim wydaniu ;)
Chciałabym, żeby ta faza fascynacji elegancją jeszcze przez jakiś czas mi nie minęła.

17.jpg

Ale mam coś dla Was!

18.jpg

Zrobiliśmy też zdjęcia w stylu wybitnie marowym - żebyście się za taką "dawną" Mar zbytnio nie stęsknili.
Specjalnie na koniec posta je przewidziałam ;)

19.jpg

No!
To post napisany!
Powiem szczerze, że wcale nie było łatwo przygotować go dla Was - cały weekend spędziliśmy poza Łodzią, Leszek ma teraz na głowie obrabianie zdjęć ze zlecenia, którym się w jego trakcie zajmował... ale udało się - jestem dumna, że daliśmy radę ;)

Zostawiam Was więc z lekturą, a sama zmykam do pracy.

O, chwytajcie jeszcze muzyczną inspirację do tytułu wpisu:


Trzymajcie się ciepło!

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Dziękuję za trzymanie kciuków! Ogłaszam wszem i wobec - wszystkie egzaminy mam z głowy.
Od piątku zabieram się za kończenie pracy.
Muszę się z tym uwinąć do piętnastego lipca, więc... jeszcze trochę dopingu mi się przyda!
Nie zwalniajcie, jeszcze mi przez jakiś czas kibicujcie ;P

P.S. (2) Za wszystkie życzenia urodzinowe też dziękuję... kochani i kochane jesteście :)!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.