Lista blogów » Blogomodzie.com

Weselny klimat, czyli szopka po polsku!

Zobacz oryginał

W życiu byłam już na pewnej ilości wesel. Były lepsze, były gorsze, mniej i bardziej wystawne, ale łączył je zazwyczaj jeden wspólny mianownik: stres. Panny młodej, pana młodego, rodziców, świadków, dziadków, wszystkich.

To jest taki dzień, który każda dziewczynka planuje od piątego roku życia. Dzień który powinien być wyjątkowy, poświęcony tylko parze młodej i celebracji ich miłości. Dzień, w którym mogą się zrelaksować i wspólnie z rodziną świętować swój dzień.

10167077946_515b1092ed_o.jpg

Gówno prawda. W życiu nie widziałam ślubu, który nie byłby stresem dla pary młodej. Zaczynając od samego rana: makijaż, fryzura, fotograf, przygotowania. Całość pod okiem fotografa, bo przecież sesje "bekstejdżowe" to teraz norma, na szczęście fotograf wie już, że większość bedzie czarno – biała, żeby nie pokazywać zbyt szczegółowo czerwonej na twarzy, nieumalowanej panny młodej. Potem zaczyna się błogosławienstwo rodziny, jakieś tam obrzędy całowanie krzyża te sprawy, wsiadamy w samochód, jedziemy do kościoła, no i tu się zaczyna najlepszą szopka. To nic, że para młoda ostatni raz w kościele była pewnie na komunię; przyspieszone bierzmowanie, jakiśtam kurs małżeński, księdzu walnie się ściemę, że nie mieszkamy razem (po co wysłuchiwać, że to grzech), świadkowie załatwią sobie jakoś na szybko spowiedź i jedziemy. Ważne, żeby babcia była szczęśliwa i sąsiedzi wiedzieli, że ślub po bożemu, bo inaczej jak tu się na wsi, przepraszam, na mieście pokazać. Przysięga składana przed Bogiem, w którego i tak nie wierzy nikt poza babcią od strony panny młodej i ciotką Helą z Radomia, ale trzeba babci zrobić dobrze, niech dołączy do dziadka w spokoju ducha, a moze i sypnie jakimś groszem w kopercie. Czytanie Pisma Świętego, którego nikt za bardzo nie rozumie i kazanie, którego też nikt nie słucha – większość zastanawia się, czy schab będzie na ciepło czy na zimno i czy zacząć od ciepłego czy na rozrzewkę – kielicha. Potem życzenia, podspisywanie kopert, żeby było wiadomo kto szczodry a kto wsadził pocięte gazety (lub w wersji bardziej kurtuazyjnej delikatny znaczek dla rozróżnienia kopert), wsiadamy w limuzynę i jedziem.

Zaczyna się akt drugi przedstawienia czyli weselny klimat, sala na 300 osób, połowę gości państwo młodzi nawet nie znają, ale umowa ze sposorami (tj. rodzicami) wymaga, żeby się ładnie uśmiechać i zadbać o to, żeby goście się dobrze bawili a ciocia Bożenka mogła pozazdrościć tylko, że jen syn miał skromniejszy ślub. Odtańczyć pierwszy taniec, sprawdzić czy na każdym stole jedzenie jest równomiernie rozłożone i czy jest ciasto z kremem orzechowym tak jak się umawialiśmy. Przez całą imprezę pokrążyć po sali i zagadać do każdego, spytać czy się dobrze bawi, czynić dumnie obowiązki gospodarza. W tle gra disco polo polo i jakieś żenujące hity w stylu "Weselny klimat", "Żono moja, serce moje" czy "Juuuuuż mi niosą suknię z welonem" (piosenka która de facto jest o kobiecie która wychodzi za mąż za kogoś  kogo nie kocha, ale to szczegół, i tak każdy zna tylko refren). Jedzenia oczywiście będzie tyle, że nikt tego nie zdoła zjeść, no ale przecież musi być na bogato, liczy się ilość nie jakość, wszystkie ciocie muszą sobie pojeść a wujowkie się nabzdryngolić.

Tydzień temu po raz pierwszy w życiu (!) byłam na ślubie cywilnym. Tak, po raz pierwszy w życiu ktoś z moich znajomych miał odwagę w katolickim kraju powiedzieć "nie, NIE chodzę do kościoła, nie będę odwalać szopki". Mocno się zaskoczyłam, bo ceremonia trwa bardzo krótko; ja sama spłakałam się jak bóbr kiedy usłyszałam "Hallelujah" grane na skrzypcach a potem płakałam już tylko ze śmiechu, widząc jak panna młoda w sukni ślubnej biegnie do autobusu czy słuchając historii o tym, jak wyglądały jej przygotowania do ceremonii (czyli bardzo na luzie). No oczywiście, stres był, ale tylko do momentu złożenia przysięgi, potem już tylko radość pary młodej i dobra zabawa.

Mówię oczywiście o #Blogogody, imprezie która zasłynęła już w internetach jako profanacja się ceremonii ślubnej. To przecież święto pary młodej i ich rodziny, najintymniejszy dzień w życiu, głupota, że muszą robić coś wbrew sobie i dla sponsorów, jak można ze świętego ślubu robić szopkę.

Drodzy hejterzy, zastanówcie się, jak wyglądają polskie śluby. Dopiero potem zacznijmy mówić o szopce i robieniu czegokolwiek wbrew sobie i "pod sponsorów". 

Fotka z miniaturki – flickr.com/bertpalmer/

Post Weselny klimat, czyli szopka po polsku! pojawił się poraz pierwszy w Blog o modzie.

blogomodziecom?d=yIl2AUoC8zA blogomodziecom?d=qj6IDK7rITs blogomodziecom?i=yBHP2mG2-nk:3TMX16usNRE

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.