Nie nadaję się do blogowania.
Chyba byłabym lepsza jako pierwszy lepszy hejter. Choćby to, że uwielbiam
niemodne. I pal sześć, że połowa moich "stylizacji" mogłaby zasłużyć na MO (dla nie wtajemniczonych "miss outfitów", czyli seria wyśmiewająca kwiatki blogosfery) a i teksty też, przyznajmy, do górnolotnych nie należą.
Zresztą i w Waszej i mojej pamięci, pozostanie mój uroczy pasiasty zestaw "nagrodzony" przez dziewczyny (dokładnie
ten). Nie powiem, bym się wtedy nie przejęła, nie spłynęło to po mnie, jak po kaczce, ale, jak już kiedyś pisałam (o
TU) doceniam krytykę i ostatecznie (nie powiem, bo z oporami) się z nią godzę.
Jednak one ("niemodne") faktycznie, choć może na wyrost, wyłapują to, czego w blogosferze nie cierpię. Cały ten fałsz, współprace za chińskie szmaty i "kolaboracje" (bo to tak z "angielska", a że polskie znaczenie inne zupełnie...).
W każdym razie mam dosyć tego wzajemnego lizusostwa i klepania po ramieniu (nie wspominając już o sławetnym komciu za komć czy obs. za obs.). W kuluarach sobie pożartujemy, pośmiejemy się z TOP Blogerek, ale nikt nie napisze, że pewna blogerka to szczyt bezguścia, a inna nabija sobie staty, a jeszcze inna zareklamuje nawet papier toaletowy byleby hajs się zgadzał.
Jest spora grupa blogerek, które uwielbiam, właściwie na inne blogi niż te, które cenię, nie zaglądam. Lubię wpisy dziewczyn (kobiet), dla których blogowanie to hobby, a nawet jeśli czerpią z niego korzyści, to są szczere wobec czytelnika, lubię też wpisy pełne merytorycznej treści czy prawdziwej wiedzy o modzie, ubiorze, ale ogólnie najlepszego zdania o nas, blogerkach, nie mam. Ale trwam tu już któryś rok i od czasu do czasu trochę jadu wylać muszę.
A teraz przyznać się, która jeszcze lubi i czyta Niemodne:)?
A że żyjemy w kulturze obrazkowej, to podepnę kolejny "tygodniowy przegląd" pod te moje marne wywody.

I potwierdzając moją zupełną hipokryzję - poniedziałkowy zestaw jest złożony z ciuchów, które dostałam w ramach współpracy, bo i top i żakiet pochodzącą z barteru. Tyle, że i jedna i druga firma (TBsport i AllBag) to polskie firmy, których rzeczy naprawdę noszę na co dzień. A do tego jeansy ze stradivariusa i nieodzowne ostatnio skórzane oficerki.
Wtorek i znów szału nie ma (Aniu przy okazji pozdrawiam serdecznie, bo Twoje opinie zawsze szczere), ale ten melanżowy sweter lubię bardzo, a że posiada koronkowy tył, niewidoczny na zdjęciu, to reszta stonowana. (sweter Tally weijl)
Środa w tym tygodniu ulubiona. Zestaw prosty do bólu, ale czerwona szminka w połączeniu z b&w- no lubię po prostu:). (koszula- biedronka, szminka- manhatan)
Czwartek jeszcze prostszy, ale wełniany sweter i kanciaste spodnie (obie rzeczy kupione za 1zł w sh) zasługują na uwagę.
Piątek i znów pasiak. Chyba nie mogę obyć się bez tygodnia, w którym choć jeden dzień nie będzie naznaczony przez paski. (pasiak- mohito)
I Sobota. Schorowana sobota. Tak wyglądam po domowemu, w dresach i bez makijażu. Za to w klapkach, fioletowych skarpetach i 38 stopniach i zatkanym nosem.