Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Tuż przed zachodem słońca...
Zobacz oryginał pt., 15/05/2015 - 09:27Uwielbiam (do szaleństwa) zdjęcia robione w promieniach zachodzącego lub wschodzącego słońca.
Nic więc dziwnego, że od dawna nagabywałam Mojego Osobistego Fotografa na zrobienie mi podobnych.
Zerwanie się z łóżka bladym świtem to coś, co nie mieści mi się zbytnio w głowie.Wyczekiwanie na zachód zdawało się być o wiele prostsze.
Zdawało.
W teorii było nieco trudniej ;)
Zacznijmy od tego, że w porze zachodu słońca zwykle jestem w pracy - albo na uczelni.
Do późnych godzin popołudniowych jest też poza domem Leszek.
Jeśli któreś z nas zjawia się w mieszkaniu wcześniej, to zazwyczaj nie zastaje w nim drugiego.
Ale jakieś trzy tygodnie temu udało nam się tak zgrać, że plan okazał się być możliwym do zrealizowania!
Lechu wziął wolne, bo musiał odwiedzić dentystę - a ja miałam wykład (część z moich wykładów odbywa się bardzo nieregularnie - jeden na dwa miesiące, dwa w jednym tygodniu... cóż, uroki kierunków kombinowanych, sklejanych z programu dwóch różnych).
W takich godzinach, że nie opłacałoby mi się po nim jechać już do pracy.
To się nie miało prawa nie udać! Całe popołudnie wolne! Całe przeznaczone na zdjęcia!
A do tego czyste, bezchmurne niebo. I dużo słońca!
Jak zwykle - wszystko zepsułam ja ;P
Po pierwsze - wybraliśmy się na to zdjęć robienie zdecydowanie za wcześnie.
O jakieś czterdzieści minut, jeśli nie godzinę.
Ale tak bardzo nie mogłam się ich doczekać!
Po drugie - zmyliło mnie to przygrzewające słoneczko.
Owszem, kiedy rano i w południe przemierzałam Łódź, to było mi względnie ciepło.
Nawet bardzo.
Ale im mniej godzin zostawało do wieczora, tym chłodniejszy wiał wiatr.
I słońce grzało już mniej intensywnie.
Nie pomyślałam o tym.
Tak, nie zabrałam ze sobą żadnej kurtki.
Jeśli więc dodać do tego fakt, że zmuszona byłam czekać na zachód jeszcze przez jakiś czas...
Łatwo to sobie wyobrazić - co chwila popiskiwałam Lechowi, że właściwie to mi zimno.
I że może jednak nie czekajmy do zachodu?
Przecież światło już jest dość ładne!
Leszek nie chciał o tym słyszeć - zaczął mi tłumaczyć, że wcale nie jest ładne, jest ostre, będą flary, będą prześwietlenia, będzie kaszana zamiast ładnych zdjęć.
Nie uśmiechało mi się czekać.
Zaczęłam potupywać, marudzić, jęczeć...
Wytrzymałam dziesięć minut.
Ostatecznie - nie wyszła z tego taka kaszana, jakiej się spodziewaliśmy ;)
Modelowej złotej godziny nie uchwyciliśmy, ale nie można tym zdjęciom odmówić uroku.
Ja tam jestem z nich baaaardzo zadowolona ;)
Gdy tylko dowiedziałam się, że "Operacja Zachód" jest możliwa do realizacji, to już wiedziałam, co będę chciała zaprezentować Wam na jej efektach.
Tę bluzę.
Choć posiadam ją od jesieni i choć kilka już razy zdarzyło mi się ją nosić, to nigdy jakoś nie było okazji do tego, by ją sfotografować.
Być może dlatego, że nie wyobrażałam sobie, że mogłaby zostać uwieczniona w jakimś innym plenerze, niż łąkowa/parkowa przestrzeń oświetlona ciepłym światłem.
Fakt, bardziej do jesiennych, niż wiosennych klimatów mi ten ciuch pasuje.
Ale musicie mi wybaczyć - nie umiałam poczekać z prezentowaniem go Wam do września.
Ja z natury jestem taka w gorącej wodzie kąpana ;)
Bluzę uwielbiam za kilka rzeczy.
W pierwszej kolejności za materiał, z którego została wykonana.
To bawełniany krepon.
Bardzo przewiewny, bardzo miękki, bardzo praktyczny (nie trzeba prasować - a nawet nie można, bo przestanie jak krepon wyglądać ;)).
W drugiej - za kolory!
Tak, jak nie jestem fanką łączenia ze sobą wielu kolorów jednocześnie, tak w tym barw zestawieniu lubię siebie bardzo.
Wydaje mi się, że jest całkiem, całkiem "moje".
W trzeciej - za te monetki!
Wyglądają jak prawdziwe jednopensówki ;)
Wyglądają jak prawdziwe jednopensówki ;)
No nie mówcie, że nie są fajne ;)
Reszta zestawu jest typowo marowa - ale choć w wypadku wielu moich poprzednich "outfitów" przyznaję: mogłam nieco bardziej popuścić wodze fantazji i postawić na jakiś bardziej kolorowy dół, tak w kwestii tej bluzy dobór stonowanej reszty ubrań i dodatków był niemalże koniecznością.
Co za dużo, to niezdrowo ;)
Zamiast czarnych szkieł okularów wybrałam te musztardowe.
Bluza - no name (Cukier Puder Vintage Store)
Szalik - H&M
Tregginsy - H&M
Melonik - H&M
Torba - MOMO FASHION
Sztyblety - ZARA
Mam dla Was pewną niespodziankę!
Z racji tego, że dzień robienia tych zdjęć był jednym z pierwszych, w których Lechu był w posiadaniu nowego obiektywu, to trochę się bawił uwiecznianiem na zdjęciach fauny i flory "naszego" parku.
Z racji tego, że dzień robienia tych zdjęć był jednym z pierwszych, w których Lechu był w posiadaniu nowego obiektywu, to trochę się bawił uwiecznianiem na zdjęciach fauny i flory "naszego" parku.
Szkoda, że żadna wiewiórka nie chciała zostać obzdjęciowioną - ale Pan Kaczor i Panowie Gawron z Gołębiem też pozowali zawodowo ;)
Uciekam do pracy!
Zwyczajowo - dobrego weekendu Wam życzę!
I samych pozytywnych w nim chwil!
Pozdrawiam,
P.S. Dzięki za trzymanie kciuków - wszystko wskazuje na to, że egzamin zdany ;)
Szkoda, że nie był ostatnim tej sesji... :/
P.S. (2) Kto zauważył zmianę w wyglądzie szablonu bloga? ;)
P.S. (3) Byłabym zapomniała! Dziubek! Pokazywałam go na facebooku, a tu bym go - o mały włos - nie dodała!
Nigdy wcześniej Lechu nie zrobił mi żadnego zdjęcia z "dziubkiem".
Kiedyś musi być ten pierwszy raz ;)
Nie jest to może najładniejsze zdjęcie, jakie mam... ale na pewno jest jednym z bardziej uroczych ;P
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






















