Dzisiejszy post to zbiór rzeczy uszytych w ciągu ostatnich kilku miesięcy i nie będą to tylko sukienki :) Zacznę od dzianinowej asymetrycznej sukienki, którą uszyłam dla siebie na koniec kwietnia. Gdy tylko zobaczyłam tą dzianinę w hurtowni pomyślałam o dosyć prostej sukience ale z asymetrycznym dołem. Szukałam odpowiedniego gotowego wykroju, niestety takiego nie znalazłam, a może i dobrze bo sama go tworząc od podstaw miałam większą satysfakcję z szycia :) Chcąc uszyć podobną sukienkę najpierw należy przygotować wykrój na podstawową prostą aczkolwiek luźną sukienkę, następnie kilka centymetrów pod talią przeciąć przednią część na pół, tył natomiast zostawiamy w całości. Teraz trochę kombinacji z dolną połówką przodu, aby lepiej Wam to wyjaśnić przedstawiam rysunek, gdzie czerwony prostokąt to nasza wyjściowa dolna połówka przodu sukienki, na jej podstawie tworzymy spodni i wierzchni klin.




Oba kliny ścięłam po skosie dopiero poniżej wysokości bioder, dzięki temu mogę swobodnie chodzić, siadać a i tak kliny mi się nie rozejdą na tyle by odsłonić zbyt wiele. Nie wiem czy uwierzycie ale kliny udało mi się skonstruować od razu takie jak chciałam, były ciut za długie ale proporcje były idealne :) Po wykończeniu widocznych krawędzi klinów, sfastrygowałam je razem ze sobą i połączyłam z resztą sukienki. Rękawki uszyłam dłuższe z wywiniętymi na wierzch mankiecikami ale chyba je skrócę. Dekolt wykończyłam pliską ale nie jestem całkowicie zadowolona, chyba go pogłębię. Sukienka jest luźna w talii, a więc wygodna, wkłada się ją przez głowę bez najmniejszego problemu bo to dzianina, jednak chcąc uszyć ją z nieelastycznej tkaniny należałoby wszyć na plecach zamek.
DZIANINĘ MOŻNA U MNIE KUPIĆ TERAZ W PROMOCYJNEJ CENIE
(29 PLN/mb - 30%) 20 PLN/mb!
sukienka - ViolettaZ; torba & okulary - House; buty - Mohito









Niedawno z tej samej pepitkowej dzianiny uszyłam przyjaciółce sukienkę plus size. Szycie dla kogoś zawsze jest trudniejsze a co dopiero jeśli ta osoba ma zupełnie odmienną od naszej figurę. Szyjąc dopasowaną sukienkę plus size trzeba przewidzieć że dekolt który wydaje się nam ogromny na pełniejszym biuście już wcale nie będzie zbyt duży, długość całkowita też się nam nieco uniesie, a więc należy wykroić dłuższą sukienkę. Najlepiej byłoby mieć odpowiedni manekin ale ten który mam ma mniejszy rozmiar, zostają jeszcze przymiarki, niestety przyjaciółka mieszka w innym mieście i jak każdy ma mnóstwo rzeczy na głowie, minimum czasu dla siebie ale jakoś z jedną przymiarką udało się uszyć fajną kieckę :) Poza tym to była już druga sukienka dla niej więc było mi trochę łatwiej :) Wykrój pochodzi z Burdy 6/2014, to sukienka nr 137 z marszczeniem na przodzie. Z marszczeniem było najtrudniej bo dzianina jakoś tak nie chciała się po mojemu ułożyć, na dodatek na biuście wypychał się taki jakby dzióbek, czy namiot, chyba wiecie o co mi chodzi ;) ale pozbyłam się go poprzeczną zaszewką, której i tak nie widać bo w tym fantastycznym psychodelicznym wzorze wszystko się gubi :)







W końcu też zrobiłyśmy zdjęcia pierwszej sukienki, którą jej uszyłam zimą na wzór mojej sukienki (
link do posta z sukienką). Co prawda trochę się zmięła ale to tylko świadczy o tym że na prawdę jest z przyjemnością noszona :)




To jeszcze nie koniec uszytych przeze mnie rzeczy, na dzień matki uszyłam mamie długą spódnicę, wcześniej ona sama wybrała materiał z mojego sklepu. Jak już się domyślacie nie był to prezent niespodzianka, no niestety przy szyciu spódnicy bez przymiarki ani rusz. Wykrój pochodzi z Burdy 5/2012, to model 106 ale sporo pozwężany. W zasadzie każdy klin sporo zmniejszyłam bo strasznie powiększał mamę, a przecież nikt nie chce mieć wielkiej d...;) W opisie spódnicy proponuje się zatrzaski lub kryte guziki, moja mama kupiła duże czarne guziki i chciała by były widoczne, no i fajnie bo nadały spódnicy charakteru. Przy obszywaniu dziurek myślałam że mnie krew zaleje i miałam ochotę przesiąść się na starą maszynę. Moja elektroniczna przy dziurkach ciągle nawala, uszyje jedną, może dwie z rzędu dziurki bezproblemowo, po czym przy trzeciej nagle w połowie drogi robi nawrót i jedyne co można zrobić to zatrzymać maszynę i dokończyć sprawę zwykłym zygzakiem. Nie wiem czy ja coś źle ustawiam czy mam maszynę z problemami...
Wracając do spódnicy, uszyłam ją z krepy i nie dałam pod spód podszewki czyniąc ją lżejszą i bardziej przewiewną, a przy tak szerokiej konstrukcji nie ma najmniejszych nawet prześwitów. Mama z niej jest bardzo zadowolona, wzięła ją nawet na wycieczkę :)
TĄ WYJĄTKOWĄ KREPĘ WCIĄŻ MOŻNA U MNIE KUPIĆ, TERAZ W PROMOCYJNEJ CENIE
(29 PLN/mb - 30%) 20 PLN/mb!
Cofając się jeszcze bardziej w czasie, dla mojej ulubionej klientki, czyli właśnie dla mamy, w marcu uszyłam dzianinowy żakiet (
model 107 z Burdy 2/2013), który już raz Wam pokazałam (
link do posta) ale wspomniałam też wtedy że zmieniłyśmy po pewnym czasie wykończenie rękawów. Początkowo wykończone były cienkim paskiem ekoskórki, ostatecznie zrobiłam coś na kształt ściągacza, co nadało bardziej sportowy charakter. Klientka znowu zadowolona :)




W maju uszyłam długą suknię wieczorową dla tym razem zupełnie obcej klientki. Suknię sama zaprojektowałam, trzymając się pewnych wytycznych: mały dekolt, rękawy 3/4, wąska spódnica, zakamuflowanie brzuszka. Tkaninę też musiałam klientce znaleźć, ostatecznie zaakceptowała beżowy żakard w jakby wytłaczane kwiaty z delikatną srebrną nitką oraz szyfon w kolorze mniej więcej cynamonowym. Początkowo zamek miał być na tyle sukienki, a szyfon w postaci dwóch szarf odchodzić z ramion, następnie krzyżować się na wysokości talii i swobodnie opadać po bokach. Klientka jednak po pewnym czasie zmieniła zdanie i chciała szyfon również na plecach. Początkowo nie wiedziałam jak to zrobić by nie wyszła wiocha, noc ledwo przespana ale wymyśliłam że szyfon będzie wychodził z jednego tylko ramienia, jedna szarfa na przód, druga na tył, udrapowane na środku sukienki tak by jednak ni przykryć całkowicie wyjątkowego żakardu. Niestety przy tej wersji musiałam przenieść zamek na bok sukienki i tym samym zrobić ją luźniejszą by dało się w nią wejść. Spódnica choć wąska ma z tyłu duże rozcięcie co nie ogranicza ruchów, spokojnie można w sukni robić duże kroki. Oczywiście wejście w taką suknię jest trudniejsze niż przy pierwszej wersji, bądź co bądź nie szyłam z gumy ale skoro klientka tak chciała... Odbierając suknię była zadowolona, jeszcze musiałam jej pomóc w doborze biżuterii, tak jak wcześniej doradzałam z butami, czyli usługa kompleksowa...
Z sukni jestem dumna, zwłaszcza że to dopiero moja druga długa suknia ale przede wszystkim dlatego że nie szyłam czegoś na wzór ze zdjęcia z czerwonego dywanu, tylko sama ją wymyśliłam. Kosztowała mnie na prawdę mnóstwo pracy i nerwów...








Ostatnie co chcę Wam pokazać to niestety jedyna nieudana rzecz jaką w ostatnim czasie uszyłam, no ale takie też się od czasu do czasu zdarzyć muszą. Problem w tym że sama nie wiedziałam czego chcę, a w takich stanach emocjonalnych zawsze coś źle wybiorę. Do zupełnie niedzianinowego wykroju 4D z Burdy "Szycie krok po kroku 1/2015" użyłam mocno elastycznego jerseyu. Nic więc dziwnego że duży dekolt na plecach mi się rozjechał, nawet przód mi się rozjechał, co próbowałam ratować aksamitną tasiemką. Dół mi się nawet podoba ale góra i szerokie rękawy to jakoś nie moja bajka. Do tego spróbowałam uszyć tą sukienkę w całości i od razu na overlocku, czego efektem są krzywo schodzące się szwy, więcej tak nie zrobię, najpierw stębnówka, później dopiero over. A wygląda to tak, ciekawa jestem Waszej opinii:)
DZIANINA JERSEY "KLUCZE" DO KUPIENIA W MOIM SKLEPIE W PROMOCYJNEJ CENIE
(25 PLN/mb - 32%) 17 PLN/mb!
Trochę się tego nazbierało :) z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze :)