Lista blogów » Babeczki na wybiegu!
Szukając Vivian Maier
Zobacz oryginał czw., 17/04/2014 - 18:57Zaraz po wyjściu z kina chciałam napisać dużo. Ale jak już zaczęłam rozmyślać, to stwierdziłam, że lepiej podzielić się z Wami kilkoma zdaniami, intrygującymi na tyle, żebyście zechcieli pójść obejrzeć "Szukając Vivian Maier", ale i na tyle niejasnymi, żebyście mogli odkrywać tę postać, tak jak i ja.
Historia urodzonej w 1926 roku, tajemniczej niani, nie rozstającej się z aparatem fotograficznym przez kilkadziesiąt lat, opowiedziana przez młodego chłopaka, który na aukcji staroci kupił pudło ze zdjęciami przez nią wykonanymi. John Maloof mając tylko jej imię i nazwisko oraz tysiące zdjęć i kliszy, rozpoczął poszukiwania tożsamości artystki. Vivian Maier to postać niezwykła, pełna sprzeczności. Dopiero po jej śmierci, świat jak i ludzie jej bliscy, o ile można to tak ująć, dowiedzieli się kim była. A raczej kim wydaje się, że była. Nawet miejsce pochówku wybrano jej niezwykłe. Takie jak chciała. Bo żyła jak chciała. Wąwóz z polami, na których rosły poziomki.
Człowiek wielki może być skryty i odważny. Może być jednocześnie ekscentrykiem i wrażliwym na piękno, emocje, brzydotę samotnikiem wśród wielu ludzi, z którymi przez dłuższy czy krótszy czas żyje, tak codziennie - mieszka, rozmawia, spaceruje, pracuje. Przyjaźniąc się z kimś 20 lat możesz spostrzec, że nic o takiej osobie nie wiesz tak naprawdę. Magnetyzujące w tym filmie jest to, że nie tylko poznajemy kim jest Vivian Maier, ale i patrzymy jak osoby, które ją znały analizują relacje jakie ich łączyły. Jednocześnie same sobie coś uświadamiają.
A przede wszystkim nie można oderwać wzroku od ekranu z powodu zdjęć. Są niesamowite. Proste, naturalne, ale i bardzo wymowne. Choć jak się okazuje taka estetyka nie do każdego trafia. John Maloof zwrócił się do wielu instytucji z prośbą o pomoc przy przygotowaniu wystawy fotografii panny Maier, ale tak prężne organizacje jak MoMa oczywiście odmówiły. Niemniej jednak udało mu się nawiązać współpracę z ośrodkami kultury i innymi, trochę mniejszymi galeriami sztuki. A ludzie odwiedzający te wystawy oszaleli na punkcie szalonej Vivian.
Ja miałam okazję zobaczyć ten film przedpremierowo (dzięki Madzia!), a Wam polecam pędzić do kin już od 9 maja. Moim zdaniem warto.
Zdjęcia pochodzą ze strony: vivianmaier.com
Vivian używała głównie aparatu Rolleiflex.
P.S. Panna Maier to chyba prekursorka selfie ;) Jest za to przynajmniej jedna podstawowa różnica między jej selfie, a tymi, które ludzie czynią sobie teraz. Vivian każdym takim zdjęciem zaskakiwała, tam był jakiś pomysł, gra z aparatem. Teraz to w dużej mierze mniej lub bardziej idiotycznie uśmiechające się gęby w windach lub z jęzorami bądź nowymi rzęsami i innymi dziubkami. Niestety brakuje w tym szaleństwie trochę ironii czy zabawy. Owszem zdarzają się takie selfie, ale to rzadkość.
W sumie to nieważne. Ważne, żeby zapoznać się z twórczością tej kobiety i jej skomplikowaną osobowością! Jeszcze raz podkreślę, że warto.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.








