Szkolny automat, a w nim…
Zobacz oryginał pt., 11/09/2015 - 19:14Zaczęła się szkoła, a wraz z nią… no, właśnie – mnóstwo dylematów. piszecie do mnie, abym poruszyła na blogu temat szkolnych automatów. Temat jest jednak dość złożony, bo co szkoła, to inna sytuacja. Odkąd pamiętam szkolne sklepiki były, i dobrze, niech będą. Byle tylko trzymać się zasady, która została ostatecznie wprowadzona odnośnie menu sklepikowego: żadnych niezdrowych produktów! Tam gdzie nie ma sklepików, dzieci kupują przekąski w automatach… a one rządzą się ciut innymi prawami:
1. Wyskakują zza rogu, niczym byk czyhający na swego torreadora (niewątpliwie to byk jest zwycięzcą tego starcia).
2. Na swoich półeczkach zachęcają niezdrowymi napojami i słodyczami, chipsami i innymi produktami urozmaiconymi mnóstwem chemicznych dodatków (na szczęście nie we wszystkich szkołach).
3. Są miejscem spotkań dzieci. Nasze nieświadome niczego pociechy gromadzą się przy nich, cieszą że mogą wciskać guziki na zaczerwienionej klawiaturze wyboru produktu, wrzucać do niej monety.
Właśnie i o te monety chodzi! Zaraz do nich wrócę!
Ciekawostka: niektórzy pierwszoklasiści mają tak małe rączki, że są w stanie wyciągnąć smakołyki bez płacenia! Cóż za spryt! Ciekawe co na to rodzice?
Wspominałam już na początku, że to złożony temat. Przykładowo w naszej szkole są same zdrowe przekąski i soki. W innych natomiast można spotkać jeszcze te „złe” automaty. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma zaprzyjaźnionymi mamami i się pytam: Panie dyrektorze, jak te „złe” automaty mają się do proponowania zdrowego trybu życia i odżywiania? Dlaczego część dzieci może jeść zdrowo, a innym proponowane są produkty gorszej kategorii? Pytania zostawiam otwarte, może (myślę, że na pewno) zechcecie się na ten temat wypowiedzieć.
ODNOŚNIE MONET
I tu pojawia się kolejne pytanie: Czy pozwalać dzieciom (kl. I-III) na zabieranie do szkoły portfela? Uważam, że jak najbardziej dziecko powinno posiadać swoje pieniądze. Po co? Aby uczyć się nimi zarządzać w rozsądny sposób. Ale jak rozsądne wydawanie ma się do kupowania chipsów w szkole? Na szczęście mnie ten problem nie dotyczy…
Poza tym (póki co) chcę wiedzieć na co moje dziecko wydaje pieniądze. Pragnę ją nieraz motywować do zakupu czegoś zdrowego, bardziej sensownego. Nie chcę by moja pociecha sterczała jak zaklęta/zaczarowana przed jakąś maszyną i wrzucała tam pieniądze niczym hazardzista. Nie, zdecydowanie nie popieram tej formy wydawania przez dziecko (sześcio-siedmioletnie) kieszonkowego.
Dobrze, jeśli dziecko mówi nam na co wydaje pieniądze, gorzej jak nie wiem co z nimi robi. Ale to już jest odrębny temat :) Ufam, że mamy z dziećmi dobry kontakt ;) Prawda?

The post Szkolny automat, a w nim… appeared first on szafeczka.com.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



