Lista blogów » Lumpola Style
Stylizacja multitrendowa ;)
Zobacz oryginał pt., 03/03/2017 - 23:31Nie wiem co jest trudniejsze: liczyć na siebie, czy próbować policzyć aktualne trendy w modzie ? ;)
Jak to jest z tym liczeniem ?
Bardzo dawno temu spotkała mnie sytuacja, taka z kategorii głębokiego zawodu, standardowo kojarzona z reakcją zranionego ego: "jak ktoś mógł mi coś takiego zrobić, nigdy tej osobie tego nie wybaczę, muszę się odegrać, przecież ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła". I ze zdziwieniem zaobserwowałam u siebie wtedy coś zupełnie innego, nie złość, nie żal, nie chęć odwetu, nawet nie ból, tylko fizycznie namacalne uczucie jakby grunt spod nóg mi się usunął. Pojawiła się refleksja, że tak przecież nie może być, że ja chyba na tym kimś jakoś dziwnie wiszę, że się uczepiłam jak rzep do ogona Lakiego, że jestem uzależniona od podpierania się na tej osobie, jakby to ona była laską, a nie ja, chacha :) A przecież ta moja Opoka, ten Filar może z różnych, nieprzewidzianych powodów zniknąć z mojego życia znienacka i nieodwołalnie, zresztą może też się okazać, że wcale nie nie taki silny jak sobie w swym młodocianym idealizmie imaginowałam. I co wtedy? Spadam, upadam, leżę sobie i pachnę czy też leżę i wyję, a może gorzej nawet, nie ma mnie, bo bez niego nie istnieję? I moją najważniejszą nauką z tego doświadczenia było to, co najlepiej podsumował mój matematyk, gdy powiedziałam, stojąc przy tablicy, że czegoś nie potrafię policzyć. Powiedział wtedy: "Panna ty licz na siebie, a naucz się rachować" i tego się trzymam, przynajmniej na tym pierwszym członie zdania skupiam wszystkie moje zdolności ... matematyczne ;) Uwielbiam mieć w pobliżu ludzi, na których mogę liczyć, czuć ich wsparcie, gdy potrzebuję, cenię to, jak wspaniały dar, ale nie mam też żalu i oczekiwań, gdy nagle ich przy mnie zabraknie, kocham ich wtedy tak samo, bo wierzę, że każdy z nas, przy zdrowym podejściu, daje z siebie innym tyle, ile potrafi w danym momencie, a sama po sobie wiem, że momenty są różne. A jak nie daje nam, to daje komuś innemu, bo tak chce, bo ma ku temu powody, i wcale nie jest to wymierzone przeciwko nam, zresztą przeciwko nikomu zresztą. Wierzę, że jeżeli jesteśmy po prostu życzliwi, gdy się dzielimy, udzielamy wsparcia, wtedy gdy jesteśmy na to gotowi, nie kosztem siebie, nie oczekując wzajemności, ale tak bezwiednie i naturalnie czyli gdy "nie wie prawica, co czyni lewica" to spotyka nas to samo, z różnych stron, czasem zupełnie nieprzewidywalnych i dobre przypadki zlatują się do nas jak ptaki na ramiona św. Franciszka, i tak jak one nie wymagają wdzięczności, która swoją drogą jest piękna gdy szczerze naturalna :)
Może jestem ostatnio męcząca z tym filozofowaniem, ale taką mam teraz potrzebę,
jutro mogę mieć inną, albo i taką samą, obiecuję :)
Bardzo dawno temu spotkała mnie sytuacja, taka z kategorii głębokiego zawodu, standardowo kojarzona z reakcją zranionego ego: "jak ktoś mógł mi coś takiego zrobić, nigdy tej osobie tego nie wybaczę, muszę się odegrać, przecież ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła". I ze zdziwieniem zaobserwowałam u siebie wtedy coś zupełnie innego, nie złość, nie żal, nie chęć odwetu, nawet nie ból, tylko fizycznie namacalne uczucie jakby grunt spod nóg mi się usunął. Pojawiła się refleksja, że tak przecież nie może być, że ja chyba na tym kimś jakoś dziwnie wiszę, że się uczepiłam jak rzep do ogona Lakiego, że jestem uzależniona od podpierania się na tej osobie, jakby to ona była laską, a nie ja, chacha :) A przecież ta moja Opoka, ten Filar może z różnych, nieprzewidzianych powodów zniknąć z mojego życia znienacka i nieodwołalnie, zresztą może też się okazać, że wcale nie nie taki silny jak sobie w swym młodocianym idealizmie imaginowałam. I co wtedy? Spadam, upadam, leżę sobie i pachnę czy też leżę i wyję, a może gorzej nawet, nie ma mnie, bo bez niego nie istnieję? I moją najważniejszą nauką z tego doświadczenia było to, co najlepiej podsumował mój matematyk, gdy powiedziałam, stojąc przy tablicy, że czegoś nie potrafię policzyć. Powiedział wtedy: "Panna ty licz na siebie, a naucz się rachować" i tego się trzymam, przynajmniej na tym pierwszym członie zdania skupiam wszystkie moje zdolności ... matematyczne ;) Uwielbiam mieć w pobliżu ludzi, na których mogę liczyć, czuć ich wsparcie, gdy potrzebuję, cenię to, jak wspaniały dar, ale nie mam też żalu i oczekiwań, gdy nagle ich przy mnie zabraknie, kocham ich wtedy tak samo, bo wierzę, że każdy z nas, przy zdrowym podejściu, daje z siebie innym tyle, ile potrafi w danym momencie, a sama po sobie wiem, że momenty są różne. A jak nie daje nam, to daje komuś innemu, bo tak chce, bo ma ku temu powody, i wcale nie jest to wymierzone przeciwko nam, zresztą przeciwko nikomu zresztą. Wierzę, że jeżeli jesteśmy po prostu życzliwi, gdy się dzielimy, udzielamy wsparcia, wtedy gdy jesteśmy na to gotowi, nie kosztem siebie, nie oczekując wzajemności, ale tak bezwiednie i naturalnie czyli gdy "nie wie prawica, co czyni lewica" to spotyka nas to samo, z różnych stron, czasem zupełnie nieprzewidywalnych i dobre przypadki zlatują się do nas jak ptaki na ramiona św. Franciszka, i tak jak one nie wymagają wdzięczności, która swoją drogą jest piękna gdy szczerze naturalna :)
Może jestem ostatnio męcząca z tym filozofowaniem, ale taką mam teraz potrzebę,
jutro mogę mieć inną, albo i taką samą, obiecuję :)
Ile trendów zmieści się w jednej stylizacji ?
Wracając do meritum, spróbuję więc "porachować" albo chociaż wymienić międzysezonowe trendy, które znalazły swoje odzwierciedlenie w mojej dzisiejszej stylizacji, a jest ich trochę i z sezonu, który odchodzi, i z tego, który nadchodzi i nawet są trendy przechodzące, o czym cudnie mówi Radzka na swoim vlogu. Nie żebym była taka bardzo do przodu, ale po prostu dzisiejsza moda jest cudowna, trendów jest multum, wszystko jest dopuszczalne, i naprawdę jest w czym wybierać, co czynię z dziką radością. Dziś pokazuję tylko jedną stylizację, za to z dwoma okryciami wierzchnimi i dwoma torebkami. W mojej stylizacji jest po trochu arystokracji, ludowości i militariów. Zaczynając od góry: jest aksamitkowy choker z kwiatkiem i perełką, jest delikatnie prześwitująca prosta czarna bluzka, a na niej gorsetowaty, z fiszbinami, welurowy, burgundowy top. Następnie jest clou programu, czyli spódniczka, wprawdzie nie z sh, ale pamiątka sprzed prawie 10 lat z Madrytu, w której to mamy i motywy ludowe, i kwiatowe, i patchworkowe, i jakby się bardzo uprzeć regularny print leżący w sąsiedztwie tych, które wiosną u Prady ;) Spódniczka jest na tyle krótka, że w końcu chyba widać wyraźnie, o czym sobie czasem marudzę :) Na nogach muszkieterki w wydaniu bardzo seksownym, bo na szpilce i z czerwonym podbiciem podeszwy, i militarnym, bo rząd srebrnych guzików i rytm czarnych sznurków. Na wierzchu w wersji pierwszej jasny dwurzędowy płaszczyk w stylistyce munduru, w wersji drugiej krótkie lekkie guzowate czarne futerko z modnymi bufkami w dolnej części rękawów. Jedynie torebki są trudne do zaklasyfikowania trendowo, chociaż w małej czarnej jest lamówka wykonana pasmanterią identyczną z tą na płaszczyku, a druga dwukolorowa, może miała prababcię torebkę listonoszkę :) No i brakuje w mojej stylizacji kabaretek, bo mam względem nich uczucia ambiwalentne, o tyle, że jeśli nie wpadną na mnie w jakimś sh, to u mnie ich nie zobaczycie, choć w zastępstwie mam taką koszulkę jak sieć, i być może ona kiedyś coś tam poudaje ;) Tak sobie myślę teraz, że mojemu skąpstwu, czy mojemu ubóstwu, jak kto woli, zawdzięczam sytuację, że terminy "must have" czy "fashion victim" dla mnie nie istnieją. Kiedyś jedna z koleżanek blogerek napisała, że nawet gdyby była milionerką nadal kupowałaby w sh, nie wiem czy będę miała okazję sprawdzić jak by to było u mnie, bo wychodzę z założenia, jak Edytka ze szmaragdem "Nigdy nie mów nigdy" :))
Jak zawsze zapraszam do oglądania i serdecznego komentowania :)
a także do polubienia mojej strony na fb: LUMPOLA STYLE
Wracając do meritum, spróbuję więc "porachować" albo chociaż wymienić międzysezonowe trendy, które znalazły swoje odzwierciedlenie w mojej dzisiejszej stylizacji, a jest ich trochę i z sezonu, który odchodzi, i z tego, który nadchodzi i nawet są trendy przechodzące, o czym cudnie mówi Radzka na swoim vlogu. Nie żebym była taka bardzo do przodu, ale po prostu dzisiejsza moda jest cudowna, trendów jest multum, wszystko jest dopuszczalne, i naprawdę jest w czym wybierać, co czynię z dziką radością. Dziś pokazuję tylko jedną stylizację, za to z dwoma okryciami wierzchnimi i dwoma torebkami. W mojej stylizacji jest po trochu arystokracji, ludowości i militariów. Zaczynając od góry: jest aksamitkowy choker z kwiatkiem i perełką, jest delikatnie prześwitująca prosta czarna bluzka, a na niej gorsetowaty, z fiszbinami, welurowy, burgundowy top. Następnie jest clou programu, czyli spódniczka, wprawdzie nie z sh, ale pamiątka sprzed prawie 10 lat z Madrytu, w której to mamy i motywy ludowe, i kwiatowe, i patchworkowe, i jakby się bardzo uprzeć regularny print leżący w sąsiedztwie tych, które wiosną u Prady ;) Spódniczka jest na tyle krótka, że w końcu chyba widać wyraźnie, o czym sobie czasem marudzę :) Na nogach muszkieterki w wydaniu bardzo seksownym, bo na szpilce i z czerwonym podbiciem podeszwy, i militarnym, bo rząd srebrnych guzików i rytm czarnych sznurków. Na wierzchu w wersji pierwszej jasny dwurzędowy płaszczyk w stylistyce munduru, w wersji drugiej krótkie lekkie guzowate czarne futerko z modnymi bufkami w dolnej części rękawów. Jedynie torebki są trudne do zaklasyfikowania trendowo, chociaż w małej czarnej jest lamówka wykonana pasmanterią identyczną z tą na płaszczyku, a druga dwukolorowa, może miała prababcię torebkę listonoszkę :) No i brakuje w mojej stylizacji kabaretek, bo mam względem nich uczucia ambiwalentne, o tyle, że jeśli nie wpadną na mnie w jakimś sh, to u mnie ich nie zobaczycie, choć w zastępstwie mam taką koszulkę jak sieć, i być może ona kiedyś coś tam poudaje ;) Tak sobie myślę teraz, że mojemu skąpstwu, czy mojemu ubóstwu, jak kto woli, zawdzięczam sytuację, że terminy "must have" czy "fashion victim" dla mnie nie istnieją. Kiedyś jedna z koleżanek blogerek napisała, że nawet gdyby była milionerką nadal kupowałaby w sh, nie wiem czy będę miała okazję sprawdzić jak by to było u mnie, bo wychodzę z założenia, jak Edytka ze szmaragdem "Nigdy nie mów nigdy" :))
Jak zawsze zapraszam do oglądania i serdecznego komentowania :)
a także do polubienia mojej strony na fb: LUMPOLA STYLE
burgundowy top z second hand - M&S
kwiatek do aksamitki z second hand
futerko z second hand - LUCID
płaszczyk z second hand - ZARA
muszkieterki z second hand - VICES
torebka czarna z second hand
torebka jasna z second hand - Atmosphere
płaszczyk z second hand - ZARA
muszkieterki z second hand - VICES
torebka czarna z second hand
torebka jasna z second hand - Atmosphere
spódnica, pamiątka z Madrytu - HOSS
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

























