Różowy zawrót głowy.
Zobacz oryginał pon., 30/07/2012 - 23:58
Dziś jest ten dzień, kiedy nie będę pisać o tym, co chodzi mi po głowie. To dzień, w którym włożyłam na siebie róż z pomarańczem, za który dawno temu zostałam skrytykowana. Niewiele to dało, bo połączenie niezmiennie lubię. Kojarzy mi się z oranżadą, z cukierkami, żelkami... Ogólnie słodko i energetycznie. Poza tym jak wiadomo - należę do wąskiego grona ludzi lubiących róż. Jasny, delikatny, mocny, oczojebny, brudny, pastelowy. Dobry róż to taki poprawiacz nastroju. Najbardziej dziewczyński z kolorów. Mówi się, że zdziziarski, pedalski i ogólnie ble. Cóż. Nie zgadzam się. W żadnym wypadku nie uważam się też za przedstawicielkę różowych panienek. Nie kręcą mnie dresy, nie nosze złotych łańcuszków z adidasami, nie podwijam sobie bluz, żeby świecić brzuchem. I absolutnie nie chcę nikogo w tym momencie obrazić. Staram się obrazowo przedstawić to, co mam na myśli. Swoją drogą zastanawia mnie ta cała niechęć do różu. Skąd ona się właściwie wzięła? Czy powodem jest to, że małe dziewczynki są nałogowo ubierane w różowe szmatki i kiedy podrastają ich niechęć jest wprost proporcjonalna do wcześniejszego noszenia? A może to za sprawą tej subkultury, o której pisałam wyżej. (bo to chyba subkultura?) Ludzie nie chcą być utożsamiani z tą grupą i całkowicie odcinają się od pewnych rzeczy. Tak oto postawiłam przed sobą pytanie, które nie da mi zasnąć.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



