Zastanawiałam się ostatnio, co w sobie mają komedie romantyczne i melodramaty, że tak bardzo lubię je oglądać. I chyba znalazłam odpowiedź, dlatego mam dla Was kolejny wpis z cyklu Różowa kultura- wyjątkowo zatytułowany Różowa miłość, bo o miłość się cała sprawa rozbija przecież. Jak to zwykle bywa jest bardzo prosta i wręcz oczywista. Po prostu jarają mnie ekranowe historie o miłości. Pozytywnie nastrajają i rozbudzają promyk nadziei. Dają wiarę w to, że faktycznie zdarzają się takie szalenie romantyczne historie miłosne.

Filmy o miłości zawsze poprawiają mi humor. Działają niemalże tak dobrze, jak kisiel, który jem zawsze, gdy mam chandrę. Ale tego jeszcze nie rozpracowałam i nie mam pojęcia dlaczego kisiel podnosi mój poziom endorfin i ogólnego zadowolenia z życia. Ale nie o tym miało być... miało być o miłosnych filmach. Uwielbiam wieczorem usiąść z mamą przed telewizorem (bo z nikim filmów o miłości nie ogląda się tak dobrze jak z mamą, nikt też nie jest w stanie oglądać ze mną sto pierwszy raz Lejdis...) i rozczulać się przed telewizorem nad losem głównych bohaterów. Lubimy siedzieć i odzyskiwać wiarę w prawdziwych romantyków, którzy nie uciekają po pierwszych dwóch randkach, wymyślając jakieś mocno naciągane historie o nieustających gościach, którzy niepostrzeżenie zamieniają się w kumpli, zepsutych prysznicach i tragicznych zrządzeniach losu.

Wczoraj oglądałam PS Kocham Cię. Przeurocza i tkliwa historia. Lubie takie. Podobno książka dużo lepsza (ale to zazwyczaj tak jest, ja nie czytałam, więc mogłam spokojnie oglądać film bez porównywania), bo dużo głębsza i bardziej rozbudowana historia. Tak czy siak, obrazek bardzo miły i pozytywnie nastrajający. Tym bardziej przed nadchodzącym Walentynkami. Niby, że święto z zachodu i że po co obchodzić, że kochać się każdego dnia bla bla bla. A ja uważam, że to bardzo odpowiedni dzień na przejaw romantyczności, która może nie zawsze się wpisuje w naszą codzienność, na zrobienie czegoś szalonego w walce o miłość, na co normalnie byśmy się nie zdobyli, a co 14 lutego jest traktowane z przymrużeniem oka. :)

Co mnie najbardziej fascynuje? To, co powtarza się za każdym razem, czyli przypadek. A właściwie 'przypadek', bo w przypadki nie wierzę. Uważam, że jeżeli ludzie są sobie pisani, to ile, by to nie trwało i jak by się ich życie nie toczyło, to w końcu na siebie trafią. I takie historie utwierdzają mnie w tych idyllicznych marzeniach. Nie mam pojęcia dlaczego ślepo wierzę w filmowe historyjki, ale wywołują u mnie uśmiech na twarzy, a to lubię i wierzę, że każdy kiedyś przeżyję swoją komedię romantyczną. A takie historie faktycznie się zdarzają- ostatnio usłyszałam opowieść o przypadkowym spotkaniu dwojga dojrzałych już ludzi, którzy byli swoją pierwszą miłością, ale ich życie potoczyło się tak, że nie byli razem i po kilkudziesięciu latach znów ich drogi się zeszły. Piękne, prawda?
Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmweb.pl
1- Igraszki losu
2- PS Kocham Cię
3- Rzymskie wakacje