przerywnik - szyjemy "na gatsby'ego"
Zobacz oryginał ndz., 14/07/2013 - 15:01
Uff, przynajmniej jeden etap szycia na zjazd mam już za sobą. Oczywiście, zaczęłam od najłatwiejszego.
Moja siostra, znana wam już z częstego wcielania się w Jane Eyre, zażyczyła sobie na krynolinowy zlot sukienkę a la Wielki Gatsby - czyli dla tych, którym nie rzuciły się w oczy plakaty reklamujące najnowszy film, w klimacie lat 20. Stwierdziłam - ha! Raz się żyje, zawsze to łatwiejsze niż tiurniura, którą najpierw miałyśmy w planach, i przystąpiłam do działania.
Najpierw projekt - miałyśmy chętkę na jakąś wariację z frędzlami, ale ceny nas trochę odstraszyły (50 zł za metr... bleee). Obeszłyśmy całą hurtownię tkanin, ale gatsbiowego materiału nie znalazłyśmy. I wreszcie jakaś tajemnicza siła pociągnęła nas tuż przed wyjściem do działu z dziwacznymi tkaninami do strojów karnawałowych. Przedarłszy się przez bele dość szpetnych cekinowych materiałów dotarłyśmy do naszego ideału - delikatnie plisowany, w kolorze starego złota. Dobrałyśmy dodatki do dekoracji i niezwłocznie zabrałam się do szycia.
I tutaj zaczęły się problemy. Tata pokazał mi specjalny ścieg do takiej "ruchomej" tkaniny, ale niewiele to pomogło - igła sobie nie radziła, bo tkanina powleczona jest czymś w rodzaju gumy :/ Trzeba było każdy szew powtarzać parę razy. No ale cóż - to już za mną.
Gorzej było z ozdobieniem sukienki - przypomniałam sobie, jak bardzo nie lubię szyć ręcznie :D O ile z sukienką poradziłam sobie w kilka godzin, o tyle wyszywanie jej zajęło mi kilka dni. Oczywiście nie bez przerwy - po prostu przyszywałam kawałek tasiemki, myślałam o tym, jak bardzo mnie to nudzi, i brałam się za coś innego. Dzisiaj wreszcie doszyłam ostatni fragment wymyślonego przez nas wcześniej wzoru, więc sukienkę obfotografowałyśmy.
Detale :)
Spodobało wam się? Chcecie więcej zdjęć mojej siostry? Niedawno założyła bloga o tematyce vintage ;)
A ja wracam do moich czternastu metrów materiału i zastanawiania się, od czego zacząć...
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.








