Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Ponczo na elegancko

Zobacz oryginał


Ciągnie mnie od kilku miesięcy w stronę minimalizmu.


Tego "nowego". Pozbawionego banału.
Do takiej prostoty z klasą, ale jednocześnie - z pazurem.
Wiecie - geometryczne formy, kontrast, ostre cięcia i wszystko to, czego opisać nie umiem, bo nie znam się na sztuce (a językiem plastyki chyba najtrafniej można by opisać to, co mam na myśli).


Coś takiego, co najlepiej chyba obrazuje styl Ruby.



Jest tylko jeden problem - to nie jest do końca stylistyka, w której mi dobrze.

To raczej coś stworzonego dla istot o regularnych, delikatnych rysach twarzy.
Albo tych ostrych bardzo.
Ale taką ostrością, której w żaden sposób łagodzić nie trzeba - i która sama w sobie jest kobiety ozdobą.

Zatem - nie dla mnie ;)

7.jpg

Rozpoczęcie noszenia się w taki właśnie sposób wymagałoby ode mnie dokonania sporych zmian w garderobie.

Wszak mało w niej rzeczy eleganckich - a ten urzekający styl minimal ma to do siebie, że z elegancją dużo w nim wspólnych mianowników ;)
Poza tym ja w wydaniach formalnych odnajduję się niezbyt dobrze - zawsze wydaję się sobie w nich przebrana, nie ubrana.

Ale kto powiedział, że nie można spróbować?
I dokonać małej modyfikacji tego wszechobecnego minimalizmu, tak żeby przemycić do niego coś z bardziej "swojej" bajki?

Do tych prób przymierzałam się długo - najpierw uwidziałam sobie zakup długiej, luźnej (i koniecznie czarnej!) marynarki.

Poległam.

Albo wszystko, co spotykałam na swojej zakupowej drodze było nie tak długie jak chciałam albo było na mnie za wielkie.
Kiedy wreszcie znalazłam wymarzony model - okazało się, że jest to ciuch z gatunku "patrz na mnie, ale nie dotykaj".
Marynarka była wykonana z miękkiego, mnącego się materiału - ale opatrzona oznaczeniem na metce krzyczącym: "nie prasować!".
A przy okazji - "czyścić tylko chemicznie".

Aż taka bogata nie jestem, żebym cienką, wykonaną ze sztucznego materiału marynarkę miała nosić co miesiąc do pralni - bo wszystkie wiemy, że w syntetykach człowiek się szybko poci.
I jeszcze to prasowanie....

Odpuściłam.

Potem - zamarzyła mi się długa kamizelka!
Ubrań kupować w ciemno nie lubię (zwłaszcza takich, przy których podejrzewam, że przypisywane im wymiary mogą w rzeczywistości prezentować się inaczej) a tylko w asortymencie Chińskich Potentatów Sprzedaży Internetowej widziałam takie, jakie mi się podobały.

Też dałam sobie spokój.

Trzecie na liście były luźne, teoretycznie średnio eleganckie (ze względu na wizualne podobieństwo ze sportowymi) spodnie z gumką w pasie - czarne, z kieszeniami na bokach i z prostymi nogawkami, mało dopasowanymi.
Wydawało mi się, że to może być dobra "baza" do prób samodzielnego skonstruowania czegoś w podobie tego "minimalu".

5.jpg

No i tu los mi sprzyjał - upolowałam je tydzień temu.
Oczywiście, że w H&M'ie - gdzież indziej mogłoby mi się to zdarzyć ;)? 

Za miliony monet - całe czterdzieści złotych ;)

6.jpg

Wiedziałam, że takie spodnie bardzo dobrze wyglądają z obuwiem, które ostatnio odkryłam - z półbutami.
Mając skompletowany dół byłam już spokojna - bo pewna, że górę też jakoś "ogram".
Szybciej nawet.
I sprawniej.

10.jpg

11.jpg

Z pomocą przyszła mi aura - mało majowa, raczej marcowi podobna.
Albo październikowi.
Chłodne, pochmurne dni to czas, kiedy z lubością sięgam po wszelkie otulacze, narzutki i... poncza!

Z racji więc, że w ubiegłą sobotę (gdy robiliśmy te zdjęcia) pogoda nadal nie dopisywała, to wybrałam je - szare, olbrzymie cudo.
Największe ponczo, jakie mam i rzecz, której nigdy wcześniej nie pokazywałam Wam na blogu.

14.jpg

Nie było się bowiem za bardzo czym chwalić - do tej pory poncza nosiłam mało odkrywczo: z czarnymi rurkami.
Na stopy wdziewając kalosze, botki albo kozaki (bo zimą i wiosną nosze je zdecydowanie częściej).
Pojawienie się w mojej szafie tych właśnie spodni sprawiło, że wreszcie znalazłam dla nich odrobinę bardziej stylowe towarzystwo ;)

15.jpg

Ponczo kupiłam lata temu - w Pretty Girl.

(Prawdę mówiąc, to nie mam pojęcia czy ten sklep jeszcze istnieje.
Jakiś czas temu wszystkie ich salony zniknęły z odwiedzanych przeze mnie galerii handlowych.

W sumie szkoda - lubiłam tam zaglądać.
Właśnie po tego typu ciuchy ;))

13.jpg

Torebka.

Żeby całość zachowała ten zaplanowany przeze mnie, nieco bardziej formalny charakter postawiłam na torebkę po mojemu dużą, ale bardziej elegancką.

Na prostokątną, lakierowaną kopertówkę.
Łup z allegro - kopertówek szukam zawsze tam ;)

Tą drogą przyszły też do mnie moje dwie inne kopertówki.

18.jpg
 Na mój ukochany melonik zdecydowanie nie było tu miejsca ;)

Wybrałam zatem fedorę, zsunąwszy ją na tył głowy.

I duże okulary.

1.jpg

Wyszło dość nieźle.
Ja - szczerze powiedziawszy - jestem zachwycona tą "nową" wersją siebie.
Jest jakoś tak... doroślej, o!
To chyba dobre słowo.

12.jpg

Zatem - doroślej wyglądam.
Poważniej.

Trochę powagi od czasu do czasu na pewno mi nie zaszkodzi ;P
Zwłaszcza, że stara już ze mnie dupa - w najbliższy wtorek skończę dwadzieścia siedem lat :]

16.jpg

Fedora - H&M
Okulary - SinSay
Ponczo - Pretty Girl
Bluzka - Vero Moda
Spodnie - H&M
Kopertówka - no name (Allegro)
Półbuty - Centro

17.jpg

Zdjęcia z dzisiejszego posta popełniliśmy wraz z Lechem na terenie budynku, w którym studiuję.
Nówka nieśmigana.
Oddany do użytku w październiku.

19.jpg

W porównaniu z "zamczyskiem", w którym stacjonowałam przez poprzednie lata mojej edukacji, to to jest naprawdę światowy poziom ;]
Jednak wiecie - starych drzew się nie przesadza.
Do dziś mam kłopoty z odnalezieniem się w tym ogromnym, w dużej części szklanym cudzie.
Czuję się tam bardzo wyobcowana.

I anonimowa.

20.jpg

Ludzi bowiem jest masa - wrzucono tu wszystkich studentów Wydziału Filologicznego.

Ma to plusy - bo można wyglądać jak idź stąd i nie waż się wracać, a i tak nikt nie zwróci na nas uwagi w tłumie.
Ale ten nowoczesny dizajn sprawia, że jeśli spędzasz na uczelni kilka godzin, to czujesz się... jak w szpitalu.
Albo w szklarni.

No nie wiem - w starym budynku było mi chyba lepiej ;P

9.jpg

O, tak wyglądał stary gmach: klik!

Mieściły się w nim jedynie Instytut Filologii Polskiej (z siedzibą mojego obecnego kierunku - Katedrą Dialektologii Polskiej i Logopedii) oraz Instytut Filologii Angielskiej.
Studiowałam w nim siedem lat.

(No nie mówcie, że nie pasował do miejsca urzędowania Filologów ;P)

21.jpg

Uciekam!

Cały ten weekend stoi u mnie pod znakiem nauki.
W poniedziałek, wtorek i środę mam egzaminy.
Tak - przez trzy dni z rzędu.
Mam nadzieję, że uda mi się przez to przejść.
Jak się z tym uporam, to kończę pisać pracę...

3.jpg

A potem urlop!

I morze!

4.jpg

Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wszystkie uczelniane kwestie zamknąć już w czerwcu :)

2.jpg

Wam życzę weekendu przyjemniejszego od mojego - spędzonego na luzie, bez nadmiaru obowiązków i z dużą dozą uśmiechu!

Przytulam Was,

Wasza Mar!

1.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.