Lista blogów » Lumpola Style

Pokojowo nastawione Kosmitki, czyli Piąty Element - 5th Element

Zobacz oryginał
#phenomenalusasaliens #phenomenalus #phenomenalaliens #phenomenal5thelementus #phenomenaluschallenge

No i mamy drugie, tym razem kosmiczne wyzwanie naszej grupy pod nową nazwą PHENOMENAL US. Spolszczając nieco, lubię nazywać nas pieszczotliwie "fenomenalaski" :) Dziś moje zdjęcia są tragiczne, ale cieszę się, że są w ogóle, że dałam radę jakoś. Poniżej próbuję się z tego wytłumaczyć, oczywiście zawile ......


kosmitka%2B9%2Btak%2Bgotowe.jpg

Trochę o stylizacji

Wszystko miało być inaczej. Miało mnie albo nie być wcale, a jeśli już, to miałam pojawić się w innej odsłonie, czyli spróbować sprostać oczekiwaniom tych wszystkich, którzy liczyli u mnie kiedyś na lepsze zdjęcia i inne plenery, którzy pragnęli żebym ilość zamieniła w jakość. Miałam to zrobić dla siebie, żeby pobudzić się do działania, znaleźć motywację, bardzo chciałam spróbować jak to jest. Tymczasem zamiast w innej, lepszej odsłonie, jestem w osłonie, czyli hełmofonie od Dudusia. Od dłuższego czasu jestem chora, a teraz nawet chorsza. Takie niby nic, ale przy mojej zerowej odporności wylądowałam przymusowo w łóżku. Parę dni temu zadzwoniła do mnie mamusia, martwiąc się o mnie, że źle wyglądam i jestem taka bladziutka. Na co ja parsknęłam śmiechem, takim co mi już powoli zamiera na ustach, i powiedziałam, że po prostu jestem wrak z człowieka, zombie i Tytanic. Na co mamusia: I Ciebie to cieszy? No więc nie cieszy mnie to wcale, ale trochę śmieszy i właśnie z tego powodu, a nie stylizacyjnego ten hełmofon, żeby ukryć przed Wami to zombie i jego włosy w tragicznym stanie. Po mamusi właśnie mam to, że nawet będąc zdrowa, po umyciu głowy zaraz choruję, dlatego nie ryzykuję mycia głowy w chorobie, fuj :( W moim aktualnym stanie ani kolorowanie, ani photoshop nie pomogłyby ;) Tekst ten piszę przed robieniem zdjęć, więc nawet nie wiem, czy wyjdą, bo chcę i muszę je robić w domu, a wiadomo, że ciemno, a ja nie mam żadnych blend i lamp. Plan jest taki, żeby założyć długą metaliczną ohmbre solejkę z wysokim stanem, uzyskaną z sukienki. Jako sukienka też była ładna, ale ponieważ ja nie lubię odsłaniać ramion ostatnio i nie lubię też epatować sexapilem, a taki efekt powodowały marszczone wypukłe miseczki sukienki, to je obcięłam. Kiedyś namiętnie nosiłam push up's, dziś nie po drodze mi ze świadomą sensualnością, choć u innych mi się podoba. Do spódnicy biała koszula, moja od zawsze dyżurna, ogromna, z kieszeniami i zameczkiem z przodu oraz plastikowa perlista kubełkowa kurtka. Zarówno spódnica, jak i kurtka mają delikatny odcień fioletowy. Dodatki to mini torebeczka srebrna na pasku, czarne kozaki i srebrne bransoletki. Aaaaa, mam też wyjątkowo dopasowany srebrzysty lakier na paznokciach, Tados mi kupił, no i pierścień na palcu, czego nie widać wcale :) Za to dobrze widać, że zdjęcia mi nie wyszły, są paskudne, dobrze, że chociaż Laki mnie dzielnie wspierał, i że zrobiłam ten opis, który wesprze Waszą wyobraźnię :)

Trochę o mnie, oczywiście lektura nieobowiązkowa

Przez to moje leżenie w łóżku jeszcze bardziej zamęczam Was publikacją różnych dziwnych rzeczy na FB. Nie mogę się powstrzymać przed publikowaniem piesków do adopcji, bo skoro w mozole uzbierałam tylu znajomych fejsbukowych, narażając na różne dziwne sytuacje moje koleżanki, to liczę, że w ten sposób pomogę przynajmniej psiakom znaleźć domek. Ostatnio opublikowałam też informację o planowanych zmianach na FB, która wywołała pewną dyskusję, a propos zabiegania o popularność. Chciałabym dziś opisać, jak jest w tym kontekście ze mną. Nigdy nie zabiegałam i nie dbałam o popularność własną, osobistą, Olową, w całym moim życiu, w żadnej sferze. Jest mi to obce, nigdy nie potrafiłam i nadal nie potrafię tego robić, czego bardzo żałuję. Uważam, może nieskromnie, że mam coś temu światu do zaoferowania, choć może jednak skromnie, bo moim zdaniem to wszystko jest jakby darowane, żadna moja w tym zasługa. Niestety nie potrafię tego przekuć na wartości wymierne, a wręcz przeciwnie, jestem przezdolną marnowaczką i zakopywarką "talentów".  Odpowiada mi rola szarej, ale przebranej w kolorowe szmatki dla niepoznaki myszki w szafie ze starymi ciuchami, tak mi wygodnie. Wiem, że są osoby, dla których może to być żałosne, nic nie poradzę. Nie jestem z tego dumna, o nie, bo przecież i mnie, i innym z mną byłoby dużo łatwiej na tym świecie, gdybym była bardziej społeczna, zaradna i taka do przodu, ale też już dawno przestałam się za to biczować i na pewno nie będę do tego dorabiać legendy, czy przekonywać, że tak jest cud miód, albo fuj. Taka po prostu jestem sobą. Natomiast bardzo zabiegałam o popularność Lumpoli. Na początku nawet licząc na profity z tej popularności, przynajmniej minimalny zwrot kosztów, ale ponieważ kłóciło się to właśnie z moją mną, tą moją nieżyciową osobowością, czyli bardziej bolało i męczyło, niż cieszyło, to szybko mi przeszło. Zabiegałam więc nadal, ale już tylko w celu, albo z misją, by szerzyć na świecie moją wizję "radosnej zabawy modą za niewielkie pieniądze". Gdybym to chciała robić tylko dla siebie i wąskiego grona znajomych, nie zmuszałabym się do sesji, które są dla mnie udręką. Robiłabym sobie selfie w lustrze, założyła album, schowała go do szuflady i pokazywała tylko wybranym. Powtarzam po raz setny, że każde inne podejście rozumiem i szanuję. Nie przeszkadza mi zabieganie o popularność, nawet desperackie, ani podejście bardzo marketingowe, czy też te stricte idealistyczne. Teraz przeżywam poważne Lumpolowe rozterki, dlatego piszę o tych moich działaniach w czasie przeszłym, bo dziś jest mi powoli wszystko obojętne. Ratuje mnie jeszcze grupa, dlatego próbuję podejmować wyzwania, jak widać z marnym skutkiem. Nawet nie wiem, czy jeszcze będę miała z czym do was startować, w sensie: "z czym do ludzi", ale to jest tylko taki stan, być może przejściowy. To moje chorowanie pomaga mi nabrać dystansu do Lumpoli, tak mi się przynajmniej wydaje. Z ciekawością będę się sama nadal obserwować :) Wracając do FB, jeśli będzie ciąć zasięgi postów, na których upowszechnieniu będzie mi zależeć, to na pewno będę nawoływać do interakcji, lajków, komentarzy i dyskusji, bo w obliczu tego co napisałam wcześniej, nie stać mnie na dodatkowe finansowanie moich działań i promowanie ich inaczej niż kosztem mojego czasu, energii i dumy (a wszyscy wiedzą, że nie znoszę brać udziału w dyskusjach). Nie wiem też, czy kiedyś nie dojrzeję jednak do bardziej biznesowego potraktowania moich poczynań, pewnie że chciałabym, ale tymczasem to dla mnie poważny gwałt na sobie, taki nie do przepracowania u terapeuty.

Wszystko, co mam na sobie, oprócz hełmofonu pochodzi z second-handów.
Today except helment I'm wearing everything from second-hand shops.

koszula/shirt - EXPOSE
buty/shoes - ATMOSPHERE
spódnica/skirt -  LAURA SCOTT evening
torebka/bag - ATMOSPHERE
kurtka/jacket - CRAZY WORLD

kosmitka%2B4%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B6%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B2%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B12%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B13%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B14%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B18%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B20%2Btak%2Bgotowe.jpg

kosmitka%2B8%2Btak%2Bgotowe.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.