Plisowane spódnico spodnie i gwiazdorska tunika / Pleated skirt pants and star tunic
Zobacz oryginał pon., 22/05/2017 - 07:42
"Narodziny Gwiazdy" czyli kiedy naprawdę zaczyna się życie ?
"Bolesny jest poród człowieka, zwłaszcza gdy rodzi siebie sam w wieku dorosłym." S.J.Lec
Nieważne jak bolesny jest ten poród, ważne, że jednak jest możliwy i wtedy ostatecznie niewyobrażalnie radosny :) Zresztą jak każdy poród, jest cudem przecież :)
Do napisania tego posta natchnęła mnie cudowna urodzinowa koszulka Krysi Bałakier. Hasła przewodnie na niej to "Życie zaczyna się po 65" i "Narodziny Gwiazdy" :) Więcej TU. Krysia urodziła się w 1952 roku i skończyła właśnie 65 lat, co patrząc na nią wydaje się niemożliwe i abstrakcyjne :) Ach te liczby, tylko śmieszą, bo już nikogo nawet nie straszą :) Śmieszą mnie też, bo dotyczy nas w tym roku takie zabawne liczbowe przestawienie. Ja urodziłam się w 1965 roku i skończyłam 52 lata, więc po niewielkiej modyfikacji, albo przy odrobinie zeza, ta koszulka jest jakby moja :)) No i mojego bloga założyłam pod hasłem "Życie zaczyna się po 50-tce i ubiera w second-handzie" :) Ostatnio oglądałam w telewizji wspaniały dokument pod tytułem "Życie zaczyna się po setce" o najstarszej blogerce świata Szwedce Dagny Carlsson. Dagny skończyła w tym roku 103 lata. Osamotniona po śmierci ukochanego, zresztą drugiego męża, bo pierwszy dał jej bardzo popalić, nauczyła się obsługi komputera i zaczęła pisać bloga. W niedługim czasie przyciągnęła uwagę ponad pół miliona czytelników. Teraz jest zapraszana na bankiety, premiery i wernisaże. Udziela wywiadów, a także bywa w telewizji. Swoimi przemyśleniami dzieli się w internecie. Uczy też dużo młodszych od siebie, posługiwania się komputerem. Przyciąga uwagę energią, pogodnym usposobieniem i optymizmem. Dagny stała się inspiracją dla wielu osób w podeszłym wieku, ale i młodych ludzi. O sobie w przeszłości opowiada jako o osobie zakompleksionej, nieładnej, bez poczucia własnej wartości, myślącej o sobie jak najgorzej i ukrywającej się w cieniu życia. Oglądałam ten film z ogromnym wzruszeniem, bo odnajdywałam w tej historii dużo z siebie, ale też z myślą, że moje zakusy na 150 lat życia, czy powiedzmy minimum 125 w szczęściu, radości i samospełnieniu, nie są wcale takimi mrzonkami i nie są bezpodstawne. Patrząc na film czułam fizycznie jak młodą osobą jest Dagny, przy niej czułam się sama bardzo młoda, w zasadzie jak dziecko w kolebce, jakby całe cudowne życie było dopiero przede mną. Wiem, że dokonałam już w sobie ogromnych zmian, ale wiem też, że wiele jeszcze mogłabym zmienić. Akceptuję siebie w pełni, ale niektóre moje cechy są jednak dla mnie życiowo uciążliwe ;) Możliwe, że nie uda mi się już bardziej pójść do przodu, ale zrobię wszystko, żeby się nie cofnąć, bo nic w naszym życiu nie jest osiągnięte raz na zawsze. Na pewno nie mam zamiaru przegwałcać się na siłę, nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem odważnego przekraczania granic komfortu i couchingowania się, nawet kosztem tzw. sukcesu, bo u mnie wiele dobrego z tego nigdy nie wynikło. Wiele razy w życiu byłam siłą wpychana za jakieś drzwi, które potem ktoś zatrzaskiwał i przytrzymywał za mną, i wtedy nie zwracając uwagi na wysokość tylko patrzyłam, którym oknem wyskoczyć. Nie zamierzam już sobie nigdy tego fundować :) Natomiast chciałabym na pewno, może "łagodną perswazją" dojść do takiego momentu w życiu, żeby założywszy koszulkę z napisem "Narodziny Gwiazdy" czuć się wewnętrznie, sama dla siebie, taką najjaśniejszą gwiazdą :) Bo żeby taką koszulkę założyć nie mam już oporów, ale wciąż byłyby to w moim wykonaniu tylko żarty, choć już na szczęście nie kpiny ;) Patrząc na dziewczyny, Krysię i Dagny nie potrafię użyć określenia "moje starsze koleżanki". Znajduję za ich przykładem potwierdzenie, że pesel nie ma żadnego zupełnie znaczenia, i że zawsze, w każdym dowolnym momencie gdy tylko otworzymy się na siebie i na życie, możemy się na nowo narodzić i świecić swym własnym światłem jak prawdziwe gwiazdy. Tego światła wewnętrznego, przy okazji przecież emanującego na zewnątrz, życzę każdej z nas :)
Na zakończenie przytoczę mojego ukochanego de Mello, którego publikowałam już na fb, ale nie wszyscy może mieli okazję przeczytać :)
NIE ZMIENIAJ SIĘ
Przez całe lata byłem neurotykiem.
Typem zgorzkniałym, przygnębionym i egoistą.
Wszyscy ciągle mi mówili, żebym się zmienił.
I nie przestawali przypominać mi,
jak bardzo byłem neurotykiem.
A ja się obrażałem,
choć zgadzałem się z nimi.
I chciałem się zmienić,
ale nie potrafiłem,
mimo wielu wysiłków.
Najgorsze było to,
że mój najlepszy przyjaciel
nie przestawał wypominać mi
neurotycznego stanu, w którym trwałem.
I również podkreślał konieczność zmiany.
Także z nim się zgadzałem
i nie mogłem się na niego obrażać.
Ale skutek był taki, że czułem się
bezsilny i jakby skrępowany.
Aż pewnego przyjaciel powiedział mi:
- Nie zmieniaj się.
Bądź jaki jesteś. Tak naprawdę
to nieważne, czy się zmienisz, czy nie.
Kocham cię, jakim jesteś, i nie mogę
przestać cię kochać.
Te słowa zabrzmiały w moich uszach
jak muzyka: "Nie zmieniaj się... Nie zmieniaj się...
Nie zmieniaj się... Kocham cię ..."
Wtedy się uspokoiłem. I poczułem, że żyję.
I, co za cud, zmieniłem się!"
Najchętniej interpretujemy to tak, że możliwa jest zmiana wtedy, gdy ktoś nas pokocha akceptującą miłością, niezależnie od tego jacy jesteśmy. Moim zdaniem najwłaściwszą osobą by tego dokonać jest każdy z nas sam dla siebie. Sami często jesteśmy swoimi największymi wrogami i najgorzej się traktujemy i oceniamy. Tak przynajmniej było ze mną. Gdy uda nam się samego siebie pokochać i zaakceptować bezwarunkowo, wtedy też świat ma szansę przed nami się otworzyć i niemal każda zmiana jest możliwa, chyba ;)
Trochę o stylizacji
Dziś bazą mojej stylizacji są bardzo obszerne jasne plisowane spódnico spodnie, które pokazywałam rok temu TU oraz falbaniasta granatowa sukienka, a może bardziej tunika, ze wzorem w gwiazdki. Tunikę spięłam w pasie szerokim, zamszowym granatowym pasem, którego wcześniej pozbawiłam frędzli, gdyż dziwnie sterczały na biodrach, po prostu pogrubiały ;) Na nogach mam brudnoróżowe zamszowe sandały na platformie i drewnianym słupku, a na ramieniu mój haul lumpeksowy, czyli przecudną niewielką nowiutką beżowo różową torebeczkę. No i trochę przesadziłam miejscami z samoopalaczem ;)
Today I'm wearing everything from second-hand shops.
bransoletka/bracelet
pasek - TOTAL ACCESSORIES Italy
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

















