Lista blogów » Mademoiselle Emnilda

Permanentny nadbagaż czyli o pamiątkach z wakacji

Zobacz oryginał
pam1.JPG


35,5 kilogramów. Tyle dokładnie wynosiła suma nadbagażu mojego i Włóczykija, kiedy pierwszy raz wybraliśmy się razem na wakacje. To oznacza, że nasz bagaż ważył łącznie 75,5 kg (nie licząc kafelków oraz shisy, które mieliśmy schowane w torbach podręcznych). Tak więc, mając na uwadze fakt, że w podróży ZAWSZE trafimy na coś ekstra, podczas pakowania wypełniamy swoje wielkie walizki w 1/3 (no dobra, ja w połowie), a kiedy wracamy, ZAWSZE z ledwością je dopinamy.
......
Przygody związane z pakowaniem pamiątek kruchych, ciężkich, o niespotykanych kształtach, a potem ich transportowanie i udawanie zdziwienia na lotnisku, kiedy pracownicy podejrzanie patrzą na Ciebie - mającą w bagażu podręcznym wielką lampę, wiatrak czy inny rupieć - to temat na zupełnie inną okazję, ponieważ dzisiaj chciałabym napisać tylko o tym, co (a nie jak) z wakacji zwykłam przywozić.
......
Rzeczy, które kupuję podczas wojaży z grubsza mogę podzielić na cztery grupy: produkty spożywcze, artykuły kosmetyczne, lokalną odzież i dodatki oraz inne lokalne wytwory i utensylia. W każdym razie szerokim łukiem staram się omijać wszelkie kramy z kiczowatymi pierdołami jak: breloczki, magnesy czy egipskie piramidki (te i tak zawsze dostaję gratis* do zakupów). W gąszczu kolorowej masy, gdzieś pomiędzy piżamami ze 100% bawełny z domieszką poliestru (tak, tak, ja też się nabrałam dwa lata temu), mieniącymi się inkrustacjami udającymi masę perłową, a plastikową, fosforyzującą figurką starożytnej kociej bogini Bastet, można czasem wygrzebać coś naprawdę fajnego i dobrej jakości. Warto węszyć (w poszukiwaniu prawdziwej skóry chociażby), oglądać towar ze wszystkich stron i pod światło, sprawdzać przeszycia, a także bacznie się rozglądać. W sklepie pełnym towaru często można nie zauważyć rzeczy wiszących pod sufitem, lub ukrytych gdzieś za pierwszym rzędem innego towaru. No a kiedy znajdzie się już TĘ rzecz, obowiązkowo trzeba być obojętnym, od niechcenia pytać o cenę i targować się beznamiętnie - rozglądając się przy tym za zupełnie innymi pamiątkami - tak aby to sprzedawca zabiegał o Was, a nie Wy o towar (taki mały myk!) To wcale nie takie trudne jak się wydaje.
......
Kiedy wrócę już z wakacji, ustawiam większość zakupionych pamiątek na stole i robię im zdjęcie, dzięki czemu potrafię później w prosty sposób przypisać nawet drobiazgi, do miejsca i roku podróży. Ale dość gadania - teraz czas na mały przegląd tegorocznych suwenirów.

* choć, jak wiadomo i jak nauczyli się mówić egipscy sprzedawcy: "za darmo umarło".


pam2.JPG
Taki fajny kubek (po lewej) wypatrzył Włóczykij dwa lata temu. W tym roku znaleźliśmy mu siostrzanego towarzysza :)


pam3.JPG
Stary wiatrak firmy Singer zwrócił moją uwagę już w czasie pierwszej wizyty w sklepie Dr House, o którym pisałam ostatnio. Moje skojarzenia, kiedy na niego patrzyłam, oscylowały gdzieś pomiędzy Kairem ze starych pocztówek, wnętrzami luksorskiego hotelu Winter Palace i jednym z moich ukochanych teledysków. Szczerze mówiąc nie wiem czy bym go kupiła, gdyby nie pewne węgierskie małżeństwo, które zainteresowało się wiatrakiem dość poważnie i wówczas włączył mi się syndrom Panie-Boże-proszę-żeby-oni-tego-nie-kupili. Ostatecznie pan Węgier stwierdził, iż musi się zastanowić do jutra i kiedy opuścił sklep, ja dałam sygnał i do akcji wkroczył Włóczykij, który utargował dobrą cenę za wiatrak i zdjęcie czterech wujków (będzie niżej). Uff! Co za ulga.


pam4.JPG
A to kłopotliwa pamiątka z zeszłego roku. Dość sporych rozmiarów lampa, którą szczęśliwie udało się "przemycić" na pokład samolotu i dzięki czarnemu workowi, w który była owinięta, przebyła całą drogę między nogami Włóczykija niezauważona przez obsługę. Wiatrak, choć ciężki (waży z 10 kg), udało się zmieścić do schowka na bagaż podręczny.


pam5.JPG
Kolejna tegoroczna pamiątka - stolik inkrustowany masą perłową w tradycyjnym arabskim stylu. Na szczęście udało się go rozmontować, dzięki czemu zmieścił się do walizki. Problematyczny okazał się tylko blat, który trzeba było przemyślnie schować w torbie "na ukos".


pam6.JPG

Widok części dużego pokoju wraz z pamiątkami na miejscu ich przeznaczenia :)

pam7.JPG
Wspomniana, stara fotografia czterech wujków, którą kupiłam w "pakiecie" z wiatrakiem. Strasznie mnie zauroczyło to poważne towarzystwo w fezach.


pam8.JPG
Ciekawymi pamiątkami są też ręcznie wykonywane drobiazgi, które nadają charakteru półkom i stolikom. Po lewej zakupiony w tym roku przez Włóczykija indyjski, malowany schowek na pióra, który ozdabia biurko (czy jest logika w tym, żeby w Egipcie kupować rzeczy z Indii?) oraz perska szkatułka z Jerozolimy.


pam9.JPG
W Egipcie zaopatrzyłam się w przyprawy (wolę jednak te fabrycznie zapakowane ze sklepu, niż z bazaru, gdzie zdarza się, że przyprawy są zwietrzałe), kawy z kardamonem, które parzę w specjalnym tygielku, herbaty aromatyzowane (granat, mango, gujawa), kadzidełka oraz tytoń do fajki wodnej (w tym roku cytrynowo-miętowy), a także kilka gadżetów dla znajomych.


pam10.JPG
W podróży uwielbiam kupować kosmetyki! Staram się wybierać lokalne firmy, choć zdarza mi się kupować również produkty międzynarodowych koncernów, ze względu na świetną cenę lub nowości, których u nas nie ma. W Egipcie można znaleźć całe mnóstwo kosmetyków wybielających i rozjaśniających (czego bardzo mi brakuje w polskich drogeriach), a sprzedawcy zawsze śmieją się słysząc, że ja - jasna z natury - szukam takich właśnie rzeczy. W każdym razie zaopatrzyłam się w krem wybielający B-white na dzień (pozostawia białą, ale delikatną powłokę), na noc (tego kremu ze względu na duże stężenie białego barwnika, używam do rozjaśniania podkładów, gdyż większość jest dla mnie zbyt ciemna), krem rozjaśniająco-matujący Garnier, a także krem rozjaśniający włoski, który używa się tak, jak farbę do włosów - mieszając ze sobą dwie części.
Poza tym kupiłam różne maseczki (np. z kurkumą), rewelacyjny balsam do ust z woskiem pszczelim i carnauba, krem peelingujący oraz pasty do zębów w proszku (są zajebiście wybielające, ale muszę sprawdzić czy aby na pewno nadają się do codziennego stosowania). 
Prócz mnóstwa kremów wybielających, można w Egipcie znaleźć najróżniejsze kosmetyki do włosów (Egipcjanie, zarówno kobiety jak i mężczyźni, bardzo o nie dbają). Kupiłam więc olej do włosów (stosuję go od czasu do czasu na noc przed myciem włosów), różne odżywki oraz dwa kremy: nawilżający i intensywnie regenerujący.
Zapasy kosmetyków starczą mi chyba na cały rok :)

pam11.JPG
Podczas wyjazdów staram się też zawsze znaleźć jakieś lokalne wyroby ubraniowe, chociaż nie przepadam za strojami charakterystycznymi dla danej ludności. Kiedy noszę je w czasie wakacji czuję się, jakbym na siłę stawała się "lokalsem" - a tego bardzo nie lubię - natomiast u nas w tunikach i innych cudach się po prostu nie czuję. Dlatego staram się kupować tylko miejscowe dodatki. W tym roku zaopatrzyłam się w trzy pary skórzanych butków z tłoczonymi motywami egipskimi (buty typowo domowe, bo mają również skórzaną podeszwę) oraz klasyczną, dużą torbę z wielbłądziej skóry od egipskiego designera Samiego Amina. Szalik dorzucił sprzedawca przy okazji targowania się w jakimś sklepie i mimo informacji o 100% kaszmiru na metce, jest to zwykła wiskoza. Ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda - na chłodne jesienne dni będzie jak znalazł.
......
A na ostatnim zdjęciu ostatnia wielkogabarytowa i ciężka pamiątka sprzed kilku lat. Lustro kupione u chorego na raka krtani stolarza w Tunezji. Wisi na wprost wejścia, w korytarzu, a ozdabiają je miniaturki uren kanopskich, które fascynowały mnie od dziecka (do nich właśnie chowano wyjęte podczas mumifikacji: wątrobę, płuca, jelita i żołądek).

pam12.JPG


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.