Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Płaszcz w kratę

Zobacz oryginał

Chodziłam za tym płaszczem przez kilka dobrych miesięcy.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam go na jednym z wieszaków w SinSay'u, to kosztował o wiele za dużo, niż byłabym w stanie zapłacić za płaszczyk grubości marynarki.
Ale spodobał mi się niemal od pierwszego wejrzenia - oversize'owy, w kratę z ewidentnie musztardowymi akcentami...


No nie, Mar nie może nie mieć takiego płaszcza!
Pomyślałam sobie - poczekam do wyprzedaży, ciekawe, po ile będzie wtedy.


8a.jpg

No i zaglądałam tak do tego SinSay'a - najpierw w grudniu, potem w początkach stycznia...

Płaszcz sukcesywnie taniał o kilka, kilkanaście złotych.

Aż w ubiegły weekend okazało się, że staniał  o ponad połowę swojej pierwotnej ceny.

1a.jpg

Nie do końca byłam przekonana, czy tak mało praktyczny w gruncie rzeczy ciuch wart jest płacenia za niego pięćdziesięciu złotych (wiele z Was za mniejsze jeszcze pieniądze kupowało płaszcze o wiele bardziej ciepłe), ale jego uroda porwała mnie z taką mocą, że nie miałam serca odpuścić - wiedziałam, że owszem, stanieje jeszcze bardziej, ale bałam się tego, że wówczas zostaną jedynie same duże rozmiary...

A zatem - zdecydowałam, że biorę.

No i wszystko pięknie, wydawać się może, że marzenie spełnione.

4a.jpg

Nie do końca.

Po zaniesieniu do przymierzalni egzemplarza w zwyczajowo noszonym przeze mnie rozmiarze okazało się, że chyba jestem do takich oversize'owych płaszczy za niska, za gruba albo ze zbyt masywnych kości zbudowana, bo płaszcz nijak nie chciał wyglądać oversize'owo.

Prezentował się na mnie jak standardowy płaszcz - tyle, że nieco przyduży.

Zasmuciłam się wielce, ale nagle wykombinowałam, że przecież mogę temu zaradzić - po prostu wezmę model o rozmiar większy!

Mierzyć go nie mierzyłam, porównałam tylko długości rękawów - czy nie będą przydługie (zawsze mam z nimi problem, prawie taki, jak z nogawkami spodni).

Różnica była niewielka, wzięłam więc płaszcz pod pachę i pomaszerowałam do kasy - dumna jak nie wiem.
Bo przecież taki płaszcz fajny mam i w takim modnym fasonie!

No nic, tylko się wozić w nim po dzielni i okolicach!

Nie mogłam się więc - bo tak z tej dumy pękałam - doczekać, aż pochwalę się moim nowym łupem Leszkowi. 

2a.jpg

Ledwo tylko w progi mieszkania zawitałam, to już płaszcz jęłam na grzbiet wdziewać - i wtedy się załamałam.

Po tym, jak spojrzałam w lustro.

Płaszcz wyglądał na mnie, jakbym zabrała go starszej siostrze.
Był po prostu bezkształtnym workiem pozbawionym jakiegokolwiek uroku.
Gdybym ja jeszcze miała nogi jak patyki i dwa metry wzrostu, to jakoś udałoby się go obronić, na przykład założeniem do niego butów z bardzo szeroką cholewką (moim zdaniem dobranie takich butów do obszernej góry przy założeniu obcisłych spodni zawsze wysmukla sylwetkę i prezentuje się "wow"), ale że nie mam, to usiadłam i zapłakałam.

10a.jpg

Wahania nastrojów to u mnie norma, więc po krótkiej chwili otarłam łzy i powiedziałam - trudno, to tylko płaszcz.

Ładny jak diabli, ale zawsze tylko płaszcz.

Prawie to samo, co autobus, który zwiał sprzed nosa - nie ten, to następny.
Oddam i tyle. Z taką więc myślą pojechałam z powrotem do salonu - z miejsca.
A tam okazało się, że owszem - mogę go zwrócić.
Ale nie dostanę pieniędzy, tylko zwrot gotówki na kartę podarunkową.

Trochę mnie to zszokowało, bo wydawało mi się, że kiedy kupowałam raz, dawno temu jakąś rzecz w SinSay'u i okazało się, że nie jest dobra (to były buty) to bez problemów oddano mi pieniądze.
Miła Pani szybko wyprowadziła mnie z błędu, że tak, jeśli kupowałam przez internet - rzeczy kupowanych stacjonarnie to nie dotyczy.

Nawet, jeśli nie są z wyprzedaży.

3a.jpg

Nieco poirytowana (i plując sobie w brodę - bo gdybym przymierzyła ten drugi rozmiar w sklepie, to nie miałabym problemu) zaczęłam rozglądać się za czymś, co spodobałoby mi się prawie tak, jak ten nieszczęsny płaszcz i czego akurat bym potrzebowała - ponieważ niczego takiego znaleźć mi się nie udało, to zdecydowałam, że trudno, jaki jest, taki jest, ale jednak lepiej nieco leżał: biorę ten płaszcz, tyle że w "moim", mniejszym rozmiarze.

Mogłam zamiast niego kupić jakieś dwie koszulki, ale po co mi koszulki z nadrukami.

Albo szalik w serduszka...

9a.jpg

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - z całej tej historii wyciągnęłam jedną, przydatną na całe życie naukę: w jakimkolwiek sklepie z ciuchami byś czegoś nie kupowała, to zawsze upewniaj się, że możesz zwrócić swój zakup.

Szczerze powiedziawszy nigdy nie przywiązywałam do tej informacji zbyt dużej wagi, bo przez całe moje dwudziestoośmioletnie niemal życie zwracałam jakiś ciuch może trzy razy, ale nigdy nie wiadomo, co się może przydarzyć.

O tyle, o ile upewniam się, że zwrot i wymiana są możliwe, kiedy kupuję buty (zwłaszcza przez Internet - nie odważyłam się na przykład zamawiać butów na Zalando, dopóki nie wyczytałam, że tam bez problemu nietrafiony zakup można odesłać), to przy kupowaniu ubrań zwykle się tym nie interesuję - głównie dlatego, że jeśli już jestem na jakiś łup zdecydowana, to znaczy że tak mi się dana rzecz podoba, że ani myślę jej oddawać...

Tak więc - nie było wyjścia.

Płaszcz musiał ze mną zostać.

13.jpg
Co prawda jestem szczegółowcem i osobą nie do końca zdrową na umyśle i jeśli jakiś ciuch (albo jakikolwiek inny zakup) nie jest w mojej opinii idealnym, to już mi się tak bardzo nie podoba, jak gdyby takim mi się wydawał, ale musiałabym całkiem resztki rozsądku postradać, gdybym miała go wrzucić na dno szafy - albo komuś oddać!

Pomijając bowiem fakt, że nie do końca jest to krój płaszcza stworzony dla mnie, to sam jego wzór i kolorystyka są typowo marowe.

I odkryłam, że jeśli noszę go jak marynarkę, to znaczy rozpięty i nieco na boki rozsunięty, to nieco lepiej się prezentuje ;)

O, o czymś takim myślę, kiedy o "marynarkowatości" piszę:

6a.jpg

Oczywiście - zapewne napiszecie, że gdybym inne buty wybrała i na wąskie spodnie się zdecydowała, to też efekt byłby o niebo lepszy.

W tym jednak problem, że kiedy dzień po tym, gdy płaszcz do domu przyniosłam postanowiliśmy wraz z Leszkiem skorzystać z chwilowego (niestety - ledwie chwilowego) ocieplenia się klimatu, to wszystkie dopasowane, wąskie spodnie miałam w praniu.

Albo raczej - w suszeniu.

A oksfordki - co do butów kwestii - oddałam do szewca, po to by nieco podeszwy im odnowił, bo trochę się starły, biedaki, wskutek częstej obuwia tego przeze mnie eksploatacji.

7a.jpg

Pamiętacie vintage teczkę, którą pokazywałam Wam w początkach stycznia tu?

Dziś znowu zawitała na bloga :)

Uwielbiam ją!

I ciągle uważam ją za jedną z najfajniejszych toreb, w posiadaniu których jestem :)

11a.jpg
Tak, możecie nie dowierzać, że te zdjęcia były robione tydzień temu - wyglądają, jak rodem z jesiennych dni.

Nie zalewam - tak było!

I jest, bo choć w czwartek zima na chwilę na ziemie łódzkie wróciła, to szybko ten śnieg stopniał.

Zatem - piękną jesień mamy w Łodzi tej wiosny :)))

5a.jpg
Kapelusz - H&M
Płaszcz - SinSay
Golf - H&M
Bryczesy - no name
Pasek - Pepco
Rękawiczki - no name
Torba - Second Land
Oficerki - Lasocki (dla CCC)

12a.jpg

Uciekam, Moi Mili - dobrego końca weekendu Wam życzę.
I mocy energii na przetrwanie kolejnego tygodnia ;)

Buziaki - Wasza Mar!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.