Oswajając dżins
Zobacz oryginał pt., 22/05/2015 - 09:17Zwyklak - słowo, co do którego nie mam pewności, czy bardziej nie lubią go czytelnicy blogów poświęconych ciuchom/modzie (raczej tych pierwszych, bo blogi modowe rządzą się nieco innymi prawami i trochę inne treści się na nich - z założenia przynajmniej - prezentuje), czy same blogerki.
Zwyklak budzi grozę - przyjęło się, że oznacza zestaw (zwany też czasami outfitem) prosty, skomponowany na potrzeby wyjścia po mleko do kawy albo dreptanie po osiedlowym dyskoncie.Względnie - skompletowany w pośpiechu, bo autobus mający zawieźć w jakieś miejsce kogoś, kto go przywdział odjeżdżał za pięć minut.
To, co nie jest szczególnie mocno obmyślane bywa nudne. Albo z takim kojarzone.A nudy się w blogosferze nie lubi!"Nudna" to dla Szafiarki największa obelga!
Stąd ta groza ;)
Dzielę się więc i ja z Wami moim "zwyklakiem".
Jakby co - ja nudę bardzo lubię ;)
Dni, w trakcie których mogę się bezkarnie ponudzić zaliczam do moich ulubionych.
Nuda to dla mnie coś z pogranicza rutyny - a rutynę, to ja (jak już dobrze z jednego z wcześniejszych wpisów pamiętacie) wielbię.
Kojarzy mi się z czymś znanym, z czymś bezpiecznym. I z egzystowaniem w takich warunkach, które pozwalają działać człowiekowi w zgodzie z wypracowanymi wcześniej schematami.
Słowem - ze stabilizacją.
Jednakże - nie uważam tego zestawu za nudny ;)
Zdecydowanie - zdarzało mi się tu pokazywać połączenia pozornie bardziej szykowne, ale mniej "kombinowane".
Mój zwyklak nigdy by nie ujrzał światła dziennego, gdyby nie to, że ostatnio (wraz z zamszem) dżinsu widuję coraz więcej - tak w blogosferze, jak i na żywo.
Niechętnie - bo za dżinsem nigdy nie przepadałam i pewnie się to nie zmieni - bo niechętnie, ale i ja postanowiłam jakoś się do noszenia go przełamać.
Przypomniałam sobie, że od zeszłego roku mam w szafie dżinsowe spodnie z prostą nogawką i wysokim stanem.
Pokazywałam Wam je w tym poście.
Tak, to nadal jedyna rzecz z chińskich sklepów, jaką posiadam ;)
Choć od chwili, gdy wypakowałam je z wielkiego, czarnego wora w którym do mnie przyjechały wiedziałam, że one zdecydowanie najlepiej prezentują się w towarzystwie wysokich obcasów, to postanowiłam zaryzykować i znaleźć im jakichś innych kompanów.
Trampki!
Przecież niedawno je kupiłam!
I jeszcze nie miałam okazji ich założyć!
I to trampki wcale nie takie pospolite i zwykłe - bo na wielkiej, grubej podeszwie.
To było to!
Jak już wiedziałam, co robić z "dołem"... to góra sama się znalazła ;)
Pogoda ostatnio ciągle kapryśna, więc sweter - wielki, czarny i moherowy.
Ten, który widzieliście już w grudniu - o tu.
Lenonki - bo jakoś tak wydają mi się pasować nie tylko do zestawów utrzymanych w stylu hippie, ale i do tych bardziej grunge'owych.
Długi wisior. Żeby nie było smutno.
I plecak - z racji tego, że jakakolwiek torba wydawała mi się zbyt zaburzającą wrażenie luzu, jakie wnoszą tu trampki ;)
Wyszedł mi zestaw bardzo w moim stylu, luźny, taki w którym mogłam pójść na zakupy, do pracy i na uczelnię.
I poszłam!
Chodziłam w nim przez kilka dni pod rząd - no dobrze, nie do końca w nim, bo sweter wymieniałam na inną czarną górę ;)
Tak się z tym połączeniem polubiłam!
Udało mi się więc znaleźć nieco bardziej "stylową" (w odniesieniu do mnie, do mojego własnego stylu - bo "stylowy" w powszechnym tego słowa znaczeniu, to ten zestaw nie jest i nie miał nim wcale być ;)) alternatywę dla tego, co zwykle nosiłam, kiedy miałam wyjść gdzieś w pośpiechu, nie miałam nastroju na wybieranie ubrań lub zwyczajnie nie mogłam założyć na siebie czegoś bardziej wyjściowego, bo nie pozwalały na to warunki, w jakich miałam przebywać.
Do tej pory były to jakieś baleriny/sztyblety, moje ukochane tregginsy i koszulka (wszystko jedno jaka, ale też najchętniej czarna).
Czyli coś bez wyrazu, ale wygodne.
Tu - wygody jest tyle samo, ale wyrazistości o wiele więcej ;)
Zamierzam wykorzystać ten zestaw także w czasie wakacyjnych wojaży - na podróż idealny.
Tylko melonik trzeba będzie zdjąć z głowy, bo auto to ponoć przedłużenie mieszkania, a w mieszkaniu w kapeluszach się nie chodzi ;P
(Scrolluj dalej - to tylko kaczki w trawie)
Rozpisałam się... coś czuję, że to pisanie o dwójach, to było antycypowanie nieszczęścia, bo za kilkanaście minut odjeżdża mój autobus, który ma mnie zawieźć na uczelnię.
A tam czeka mnie kolejny już w tej sesji egzamin (czy tam zaliczenie - u nas wszystko wygląda tak samo ;P).
Ja zaś zamiast powtarzać materiał zajmuję się pisaniem tego posta ;P
No nic - trzymajcie kciuki!
Miłego weekendu dla Was!
Ściskam,
Mar.
P.S. Z natury jestem chwalipiętą - więc pochwalę się Wam, a co!
Udało nam się (chyba na ostatnią chwilę, bo w polskich realiach, to pobyt wakacyjny trzeba zaklepywać w grudniu...) znaleźć kwaterę na urlop!
Już w lipcu - już w lipcu powrócę do Władysławowa, w którym tak się zakochalam rok temu!
I do Helu!
Nawet nie wiecie, jak bardzo nie mogę doczekać się widoku Gdańska oglądanego z mierzei :)
I zdobycia helskiej latarni! Przyrzekłam sobie rok temu, że co się odwlecze, to nie uciecze!
No i proszę ;)
P.S. (2) Kto pamięta, w którym z zeszłorocznych postów pojawił się ten wisior ;)?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.























