ONE DAY IN VENEZIA
Zobacz oryginał czw., 03/09/2015 - 16:55Często przyjeżdżając pierwszy raz do danego miejsca, chcąc nie chcąc, porównujemy je z innym, które już znamy. Zawsze znajdzie się jakieś podobieństwo, w zabudowaniu, architekturze, krajobrazach, ludziach. Wenecja to jednak miasto, którego nie da się porównać z żadnym innym. Jest jedyne w swoim rodzaju i to jest główny powód, dla którego powinno się ją odwiedzić. Nie ukrywam, Wenecja skradła moje serce i zostanie w nim na długo. Urzekła mnie swoim klimatem, pomimo tłumu turystów czułam, jakbym zatrzymała się w miejscu, kilkaset lat wstecz.
Muszę też obalić kilka mitów:
1. Czy w Wenecji śmierdzi? Nie, w Wenecji nie śmierdzi. Gdzieniegdzie dało się odczuć zapach, który towarzyszy praktycznie każdej nadmorskiej miejscowości. Po 10 dniach spędzonych w Chorwacji całkowicie przyzwyczaiłam się do tego zapachu i był on dla mnie praktycznie niezauważalny, ale dla kogoś, kto miał przerwę od podróżowania i od morza, ten zapach może być trochę dokuczliwy.
2. Wenecja jako jedno z najdroższych miast Europy. Przyjeżdżając nawet na jeden dzień, bałam się tych cen, zwłaszcza, że mój budżet był ograniczony (tradycyjnie :P). Ceny jednak nie okazały się aż tak wysokie, jak wszyscy straszyli. Oczywiście o przepłynięciu gondolą nawet nie myślałam (80-100 euro) i nie mam pojęcia o cenach noclegów, ale przykładowo obiad dało się zjeść w rozsądnej cenie. Pizza za 7 euro to chyba nie jest majątek, prawda? Trochę bolało mnie wydanie 15 euro na tramwaj wodny (w dwie strony), ale widoki zdecydowanie wynagrodziły mi te koszta ( o tym niżej :)).
3. Czy mieszkańcy Wenecji mają dość turystów? Dużo osób odwiedzając to miejsce skarży się na naciąganie, brak szacunku, etc. Szczerze mówiąc nie odczułam tego, włosi są bardzo sympatyczni i energiczni, mają dużo pozytywnej energii. Wszyscy byli mili, pomocni i bardzo dobrze się tam czułam :)
4. Czy Wenecja to miasto opuszczone? Spacerując po różnych zakątkach Wenecji można się natknąć na kamienice, które ewidentnie są niezamieszkane, opuszczone, a w oknach widnieją dziury. Wenecja jest miastem specyficznym, osobiście nie wyobrażałabym sobie życia tam. Udało mi się jednak zagłębić w uliczki, gdzie można było spotkać mieszkańców miasta. Byli bardzo chillowi, miało się wrażenie że żyją spokojnie, bez pośpiechu, jakby czas dla nich nie istniał.
Do Wenecji dojechaliśmy przed 9 rano. Ulice były jeszcze puste, restauracje powoli otwierano, a do sklepów dopiero transportowano towar na specjalnych łódkach. Można było w spokoju spacerować, fotografować i podziwiać miasto.
W godzinach szczytu, kiedy Wenecja jest przepełniona turystami, hałasem i zgiełkiem, warto wybrać się tramwajem wodnym na którąś z okolicznych wysepek. Jest ich siedem. Murano jest znane z wyrobów ze szkła, które można kupić także w Wenecji. Jest też wyspa, która w całości składa się z cmentarza. My wybrałyśmy za cel małą wysepkę, oddaloną 40 minut tramwajem wodnym od Wenecji- Burano. Wyspa jest znana z tego, że składa się w całości z kolorowych domków, a kolory praktycznie się nie powtarzają! Daje to niesamowity widok, którym byłam oczarowana. Dlaczego tak jest? Podobno w przeszłości malowano każdy domek na inny kolor, żeby żeglarze mogli trafić do swoich domów. Teraz, żeby pomalować dom, trzeba zdobyć pozwolenie od lokalnych władz. Pilnują, żeby kolory domków się nie powtarzały. Wysepkę zamieszkuje ok. 4 tysięcy mieszkańców. Jest świetną odskocznią od Wenecji w tych najgorszych godzinach. W porównaniu do innych wysepek, nie jest tak bardzo oblegana przez turystów, jest spokojnie i można się zrelaksować. Przepłynięcie tramwajem wodnym kosztuje 7,5 euro w jedną stronę, trochę dużo, ale zdecydowanie warto!
Mam nadzieję, że nie zamęczyłam was ilość zdjęć :) Dajcie znać, czy spodobała wam się relacja, mam jeszcze zdjęcia z paru miejsc, jak chcecie, to mogę zrobić podobny post :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.







