Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

The Old Routine

Zobacz oryginał

   Jest jakoś u mnie... tak jak zwykle, jak dotąd - na zachodzie bez zmian, cytując klasyka. I w kwestii tego, co noszę i w kwestii tego, co się u mnie wydarza.  

 Ta konsekwencja ubraniowa której ostatnio jestem dość wierna nawet mnie cieszy -  coraz rzadziej miewam już problemy z gatunku: "co dziś na siebie włożyć?".

Przez kilka poprzednich tygodni udało mi się skompletować z zasobów mojej szafy kilka zestawów, w których jest mi naprawdę "swojo" i które może są mało odkrywcze - a nawet i wtórne nieco - ale w których czuję się tak bardzo sobą, jak dawno już się nie czułam.

2.jpg

Kilka lat dążyłam do takiego stanu - skłamię, jeśli powiem, że odnalezienie przeze mnie samą pewnego "mojego" stylu nie jest zasługą mej bytności w blogosferze ;)
I zaglądania do Was.
Sporo z Was ciągle jest dla mnie kopalnią inspiracji.
Do wielu rzeczy, dodatków i detali wyglądu nigdy bym się nie przekonała, gdyby nie blogi i Wasze "outfity" - dużo bym na tym, myślę, straciła.

8.jpg

Kapelusze, kwiaty i frędzle to tylko niektóre z nich - tak, jeszcze rok temu nie wierzyłam, że kiedykolwiek będę nosiła kapelusze ;)
I że będę się sobie i innym w nich podobać.

3.jpg

Zawsze sądziłam, że Mar + jakiekolwiek nakrycie głowy = mniejsza lub większa katastrofa.

No cóż - dziś czuję się bardzo nieswojo, gdy muszę z któregoś z nich zrezygnować ;P

6.jpg

Na przykład - idąc na uczelnię.

Na uczelni nie mam za bardzo gdzie kapelusza zostawić - chyba, że zabieram ze sobą moją Torbę Borbę (do niej kapelusz bez problemu się mieści i wiem, że jest w niej bezpieczny ;P).

4.jpg

Gdy dużej torby nie biorę - kapelusz zostaje w domu.
Panie z mojej uczelnianej szatni odmawiają przyjęcia go na wieszak :(
A w moich wykładowych salach pulpity są tak małe, że nie chcę ryzykować tego, że coś na niego wyleję, że go zrzucę, podepczę albo zostawię w auli (wiele rzeczy zdarzyło mi się zostawić w uczelnianych murach - od portfeli, przez ogromny klaser z notatkami, na parasolach skończywszy... o książkach z wydziałowej biblioteki nawet nie wspominam...).

9.jpg

 Z frędzlami rozstawać już się nie muszę - przemycam je więc niemal codziennie.
Na torbie, na swetrze, narzutce, szalu...
Trochę ostrożniej podchodzę do kwiatów - faza przekonywania się do nich jeszcze się u mnie nie zakończyła.
Dopiero się oswajamy.
Ale już się - przynajmniej - nie krzywimy na siebie ;)

10.jpg

13.jpg

Ten dzisiaj prezentowany Wam zestaw jest jednym z tych właśnie, jakie udało mi się ostatnio wykombinować, a w których tak dobrze się czuję - i należących jednocześnie do tych, które w ciągu kilku sekund bym na się przywdziała w razie usłyszenia polecenia:
Pokaż mi swój "styl"! 

To zabawne...
Rok temu - kiedy pokazywałam Wam tę to kwiecistą koszulę (dopiero co wówczas kupioną) - pisałam, że nie ma czegoś takiego jak styl, który mnie definiuje.
To chyba najlepszy dowód na to, że blogowanie na coś mi się przydało ;)

1.jpg

Teraz uważam, że trzymanie się jednego stylu w pewnym sensie ułatwia życie - nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, w których nie wyglądasz najlepiej ;P

2.jpg

Nie oznacza to jednak, że przestałam bawić się modą, nie łączę ciuchów, nie eksperymentuję z kolorami - spokojnie, nadal mi się to zdarza.
Ale czynię to rzadziej.

Wiecie, ja z natury jestem rutyniarą - nie lubię zmian, a jeśli coś mi się spodoba (relacja z jakąś osobą, praca, schemat postępowania) to trudno mnie przekonać do zrezygnowania z tego;P
Kwestią czasu tylko był więc dzień, w którym uznam, że i w ubraniowej sferze mojego życia trafię w punkt, z którego nie zechcę się już zbytnio wycofywać ;)

17.jpg

Nie potrafię ostatnio rozstać się z tą kamizelką - widzieliście ją już poprzednio, w wersji "na sweter".
Jesienią pokazywałam ją zarzuconą na bluzę.
Teraz forsuję ją w wydaniu "na koszulę".

18.jpg

Ta koszula jest dość zwiewna, ale bardzo, bardzo fajnie moja kamizelka prezentuje się też z klasyczną, elegancką bluzką koszulową - w tym połączeniu miały mnie okazję widzieć w niedzielę Moda i takie tam i Viosna000.
Bo pewnie widzieliście i widziałyście już na moim facebook'u i dziewczyn blogach, że w zeszły weekend zawitaliśmy wraz z Lechem do Częstochowy ;)
Grzechem było nie spotkać się z tak sympatycznymi osobami, jeśli nadarzyła się ku temu okazja ;)
Dziękowałam za spotkanie już chyba milion razy - podziękuję i milion pierwszy ;)

Dziewczyny - jesteście kochane!

19.jpg

Kamizelka jest dość uniwersalnym ciuchem, jednym z tych, jakie trafiły do mojej szafy przypadkowo i których braku obecnie sobie w niej nie wyobrażam, ale jest dość wymagająca.

Dlaczego?

Widać to na niektórych z tych zdjęć - a "na żywo" mniej (nad czym boleję, bo gdybym była tego świadoma wcześniej, to i te zdjęcia lepsze by wyszły).
Bardzo wydłuża sylwetkę, w związku z czym najlepiej wygląda, jeśli dobierzemy do niej buty na słupku lub obcasie (to przewidziałam), a ją samą rozepniemy (tego już nie...).
Teraz - gdy już tę wiedzę posiadam -  o wiele łatwiej mi się z nią współpracuje.
Ale na wspomnienie pierwszych w podobie tego zestawów z nią w roli głównej nie mogę się nie uśmiechnąć do siebie samej - jak ja komicznie musiałam wyglądać ;P

Także pamiętajcie - długą kamizelkę rozpinamy ;P
Albo zapinamy na niektóre tylko guziki ;P

20.jpg

Torebka pojawiła się na blogu już w roku ubiegłym - kiedy ją kupowałam, to nikt nie sądził nawet, że frędzle będą za kilka miesięcy robiły taką furorę.

15.jpg

Ot, chciałam mieć wtedy coś frędzlowego.
Cieszę się, że to chciejstwo dopadło mnie z takim wyprzedzeniem - dziś zapłaciłabym za podobny model kilkanaście złotych więcej (jak nie lepiej!).

1.jpg
Gdybyście nie pamiętali/pamiętały innych zestawów, w którym ją Wam pokazywałam, to proszę - gościła choćby tu.

11.jpg

Im dłużej patrzę na te zdjęcia, tym częściej łapię się na tym, że głupi ma zawsze szczęście - miejscówkę wybraliśmy tę, co niemal zawsze: Park Julianowski.
Bo obok Nas, bo najbliżej.
A tu proszę - roślinność parku dopasowaliśmy do kolorystyki koszuli wybornie ;)
Szkoda tylko, że te barwy sprawiają wrażenie, że wcale nie wiosna się zaczęła (choć w sumie jest to temat dyskusyjny - w Łodzi od poniedziałku termometr pokazuje kilka stopni, pada sobie grad, a i śnieg z deszczem widziano razy kilka...), a jesień.

5.jpg

W sumie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedzieć dlaczego, ale stylistyka boho najbardziej pasuje mi właśnie do klimatu wczesnej jesieni ;)

22.jpg

Koszula - b. young (Outlet 99 - Łódź, ulica Piotrkowska)
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Botki - Sarah Karen (dla BOTI/CCC)
Melonik - H&M
Rękawiczki - Butik Nashe (Zgierz, ulica Parzęczewska)
Torebka/worek - no name (Allegro)

21.jpg

Jak co post - zostawiam Was z moją pisaniną i uciekam do pracy.
Chociaż nie... podzielę się z Wami jeszcze piosenką, której tytuł pasuje mi do myśli przewodniej i tytułu posta, a której klimat łączy mi się z tymi dzisiejszymi zdjęciami:


Trzymajcie się ciepło i nie popadnijcie w szał przedświątecznych porządków.
Przed Świętami nie pojawi się tu żaden nowy post, dlatego już teraz życzę Wam z ich okazji wszystkiego co dobre - spędźcie je w najlepszej atmosferze, w jakiej możecie je spędzić.
I z kochającymi ludźmi u boku.
Kalorii nie liczcie - jajka w sumie tak dużo ich nie mają ;)

Ściskam mocno - Wasza Mar :)

12.jpg

P.S. Miałam być poważna, ale nie potrafię - gdyby ktoś nie wierzył, że w czasie wizyty w Częstochowie byłam "stylowa" jak zawsze, to tu jest na to dowód ;P:

klik!

(Tak, "stylowa" celowo ujęłam w cudzysłów ;P
Ładniejsze zdjęcie ze spotkanie krąży po fanpejdżach - moim i Dziewczyn ;P)

14.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.