Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
The Old Routine
Zobacz oryginał czw., 02/04/2015 - 09:36 Jest jakoś u mnie... tak jak zwykle, jak dotąd - na zachodzie bez zmian, cytując klasyka. I w kwestii tego, co noszę i w kwestii tego, co się u mnie wydarza.
Ta konsekwencja ubraniowa której ostatnio jestem dość wierna nawet mnie cieszy - coraz rzadziej miewam już problemy z gatunku: "co dziś na siebie włożyć?".
Przez kilka poprzednich tygodni udało mi się skompletować z zasobów mojej szafy kilka zestawów, w których jest mi naprawdę "swojo" i które może są mało odkrywcze - a nawet i wtórne nieco - ale w których czuję się tak bardzo sobą, jak dawno już się nie czułam.
Kilka lat dążyłam do takiego stanu - skłamię, jeśli powiem, że odnalezienie przeze mnie samą pewnego "mojego" stylu nie jest zasługą mej bytności w blogosferze ;)
I zaglądania do Was.
I zaglądania do Was.
Sporo z Was ciągle jest dla mnie kopalnią inspiracji.
Do wielu rzeczy, dodatków i detali wyglądu nigdy bym się nie przekonała, gdyby nie blogi i Wasze "outfity" - dużo bym na tym, myślę, straciła.
Kapelusze, kwiaty i frędzle to tylko niektóre z nich - tak, jeszcze rok temu nie wierzyłam, że kiedykolwiek będę nosiła kapelusze ;)
Zawsze sądziłam, że Mar + jakiekolwiek nakrycie głowy = mniejsza lub większa katastrofa.
No cóż - dziś czuję się bardzo nieswojo, gdy muszę z któregoś z nich zrezygnować ;P
Na przykład - idąc na uczelnię.
Na uczelni nie mam za bardzo gdzie kapelusza zostawić - chyba, że zabieram ze sobą moją Torbę Borbę (do niej kapelusz bez problemu się mieści i wiem, że jest w niej bezpieczny ;P).
Gdy dużej torby nie biorę - kapelusz zostaje w domu.
Panie z mojej uczelnianej szatni odmawiają przyjęcia go na wieszak :(
A w moich wykładowych salach pulpity są tak małe, że nie chcę ryzykować tego, że coś na niego wyleję, że go zrzucę, podepczę albo zostawię w auli (wiele rzeczy zdarzyło mi się zostawić w uczelnianych murach - od portfeli, przez ogromny klaser z notatkami, na parasolach skończywszy... o książkach z wydziałowej biblioteki nawet nie wspominam...).
Z frędzlami rozstawać już się nie muszę - przemycam je więc niemal codziennie.
Na torbie, na swetrze, narzutce, szalu...
Trochę ostrożniej podchodzę do kwiatów - faza przekonywania się do nich jeszcze się u mnie nie zakończyła.
Dopiero się oswajamy.
Ale już się - przynajmniej - nie krzywimy na siebie ;)
Ten dzisiaj prezentowany Wam zestaw jest jednym z tych właśnie, jakie udało mi się ostatnio wykombinować, a w których tak dobrze się czuję - i należących jednocześnie do tych, które w ciągu kilku sekund bym na się przywdziała w razie usłyszenia polecenia:
Pokaż mi swój "styl"!
To zabawne...
Rok temu - kiedy pokazywałam Wam tę to kwiecistą koszulę (dopiero co wówczas kupioną) - pisałam, że nie ma czegoś takiego jak styl, który mnie definiuje.
To chyba najlepszy dowód na to, że blogowanie na coś mi się przydało ;)
Teraz uważam, że trzymanie się jednego stylu w pewnym sensie ułatwia życie - nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, w których nie wyglądasz najlepiej ;P
Nie oznacza to jednak, że przestałam bawić się modą, nie łączę ciuchów, nie eksperymentuję z kolorami - spokojnie, nadal mi się to zdarza.
Ale czynię to rzadziej.
Wiecie, ja z natury jestem rutyniarą - nie lubię zmian, a jeśli coś mi się spodoba (relacja z jakąś osobą, praca, schemat postępowania) to trudno mnie przekonać do zrezygnowania z tego;P
Kwestią czasu tylko był więc dzień, w którym uznam, że i w ubraniowej sferze mojego życia trafię w punkt, z którego nie zechcę się już zbytnio wycofywać ;)
Nie potrafię ostatnio rozstać się z tą kamizelką - widzieliście ją już poprzednio, w wersji "na sweter".
Jesienią pokazywałam ją zarzuconą na bluzę.
Teraz forsuję ją w wydaniu "na koszulę".
Ta koszula jest dość zwiewna, ale bardzo, bardzo fajnie moja kamizelka prezentuje się też z klasyczną, elegancką bluzką koszulową - w tym połączeniu miały mnie okazję widzieć w niedzielę Moda i takie tam i Viosna000.
Bo pewnie widzieliście i widziałyście już na moim facebook'u i dziewczyn blogach, że w zeszły weekend zawitaliśmy wraz z Lechem do Częstochowy ;)
Grzechem było nie spotkać się z tak sympatycznymi osobami, jeśli nadarzyła się ku temu okazja ;)
Dziękowałam za spotkanie już chyba milion razy - podziękuję i milion pierwszy ;)
Dziewczyny - jesteście kochane!
Kamizelka jest dość uniwersalnym ciuchem, jednym z tych, jakie trafiły do mojej szafy przypadkowo i których braku obecnie sobie w niej nie wyobrażam, ale jest dość wymagająca.
Dlaczego?
Widać to na niektórych z tych zdjęć - a "na żywo" mniej (nad czym boleję, bo gdybym była tego świadoma wcześniej, to i te zdjęcia lepsze by wyszły).
Bardzo wydłuża sylwetkę, w związku z czym najlepiej wygląda, jeśli dobierzemy do niej buty na słupku lub obcasie (to przewidziałam), a ją samą rozepniemy (tego już nie...).
Teraz - gdy już tę wiedzę posiadam - o wiele łatwiej mi się z nią współpracuje.
Ale na wspomnienie pierwszych w podobie tego zestawów z nią w roli głównej nie mogę się nie uśmiechnąć do siebie samej - jak ja komicznie musiałam wyglądać ;P
Także pamiętajcie - długą kamizelkę rozpinamy ;P
Albo zapinamy na niektóre tylko guziki ;P
Torebka pojawiła się na blogu już w roku ubiegłym - kiedy ją kupowałam, to nikt nie sądził nawet, że frędzle będą za kilka miesięcy robiły taką furorę.
Ot, chciałam mieć wtedy coś frędzlowego.
Cieszę się, że to chciejstwo dopadło mnie z takim wyprzedzeniem - dziś zapłaciłabym za podobny model kilkanaście złotych więcej (jak nie lepiej!).
Gdybyście nie pamiętali/pamiętały innych zestawów, w którym ją Wam pokazywałam, to proszę - gościła choćby tu.
Im dłużej patrzę na te zdjęcia, tym częściej łapię się na tym, że głupi ma zawsze szczęście - miejscówkę wybraliśmy tę, co niemal zawsze: Park Julianowski.
Bo obok Nas, bo najbliżej.
A tu proszę - roślinność parku dopasowaliśmy do kolorystyki koszuli wybornie ;)
Szkoda tylko, że te barwy sprawiają wrażenie, że wcale nie wiosna się zaczęła (choć w sumie jest to temat dyskusyjny - w Łodzi od poniedziałku termometr pokazuje kilka stopni, pada sobie grad, a i śnieg z deszczem widziano razy kilka...), a jesień.
W sumie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedzieć dlaczego, ale stylistyka boho najbardziej pasuje mi właśnie do klimatu wczesnej jesieni ;)
Koszula - b. young (Outlet 99 - Łódź, ulica Piotrkowska)
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Botki - Sarah Karen (dla BOTI/CCC)
Melonik - H&M
Rękawiczki - Butik Nashe (Zgierz, ulica Parzęczewska)
Torebka/worek - no name (Allegro)
Jak co post - zostawiam Was z moją pisaniną i uciekam do pracy.
Chociaż nie... podzielę się z Wami jeszcze piosenką, której tytuł pasuje mi do myśli przewodniej i tytułu posta, a której klimat łączy mi się z tymi dzisiejszymi zdjęciami:
Trzymajcie się ciepło i nie popadnijcie w szał przedświątecznych porządków.
Przed Świętami nie pojawi się tu żaden nowy post, dlatego już teraz życzę Wam z ich okazji wszystkiego co dobre - spędźcie je w najlepszej atmosferze, w jakiej możecie je spędzić.
I z kochającymi ludźmi u boku.
Kalorii nie liczcie - jajka w sumie tak dużo ich nie mają ;)
Ściskam mocno - Wasza Mar :)
P.S. Miałam być poważna, ale nie potrafię - gdyby ktoś nie wierzył, że w czasie wizyty w Częstochowie byłam "stylowa" jak zawsze, to tu jest na to dowód ;P:
klik!
(Tak, "stylowa" celowo ujęłam w cudzysłów ;P
Ładniejsze zdjęcie ze spotkanie krąży po fanpejdżach - moim i Dziewczyn ;P)
Ten dzisiaj prezentowany Wam zestaw jest jednym z tych właśnie, jakie udało mi się ostatnio wykombinować, a w których tak dobrze się czuję - i należących jednocześnie do tych, które w ciągu kilku sekund bym na się przywdziała w razie usłyszenia polecenia:
Pokaż mi swój "styl"!
To zabawne...
Rok temu - kiedy pokazywałam Wam tę to kwiecistą koszulę (dopiero co wówczas kupioną) - pisałam, że nie ma czegoś takiego jak styl, który mnie definiuje.
To chyba najlepszy dowód na to, że blogowanie na coś mi się przydało ;)
Teraz uważam, że trzymanie się jednego stylu w pewnym sensie ułatwia życie - nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, w których nie wyglądasz najlepiej ;P
Nie oznacza to jednak, że przestałam bawić się modą, nie łączę ciuchów, nie eksperymentuję z kolorami - spokojnie, nadal mi się to zdarza.
Ale czynię to rzadziej.
Wiecie, ja z natury jestem rutyniarą - nie lubię zmian, a jeśli coś mi się spodoba (relacja z jakąś osobą, praca, schemat postępowania) to trudno mnie przekonać do zrezygnowania z tego;P
Kwestią czasu tylko był więc dzień, w którym uznam, że i w ubraniowej sferze mojego życia trafię w punkt, z którego nie zechcę się już zbytnio wycofywać ;)
Nie potrafię ostatnio rozstać się z tą kamizelką - widzieliście ją już poprzednio, w wersji "na sweter".
Jesienią pokazywałam ją zarzuconą na bluzę.
Teraz forsuję ją w wydaniu "na koszulę".
Ta koszula jest dość zwiewna, ale bardzo, bardzo fajnie moja kamizelka prezentuje się też z klasyczną, elegancką bluzką koszulową - w tym połączeniu miały mnie okazję widzieć w niedzielę Moda i takie tam i Viosna000.
Bo pewnie widzieliście i widziałyście już na moim facebook'u i dziewczyn blogach, że w zeszły weekend zawitaliśmy wraz z Lechem do Częstochowy ;)
Grzechem było nie spotkać się z tak sympatycznymi osobami, jeśli nadarzyła się ku temu okazja ;)
Dziękowałam za spotkanie już chyba milion razy - podziękuję i milion pierwszy ;)
Dziewczyny - jesteście kochane!
Kamizelka jest dość uniwersalnym ciuchem, jednym z tych, jakie trafiły do mojej szafy przypadkowo i których braku obecnie sobie w niej nie wyobrażam, ale jest dość wymagająca.
Dlaczego?
Widać to na niektórych z tych zdjęć - a "na żywo" mniej (nad czym boleję, bo gdybym była tego świadoma wcześniej, to i te zdjęcia lepsze by wyszły).
Bardzo wydłuża sylwetkę, w związku z czym najlepiej wygląda, jeśli dobierzemy do niej buty na słupku lub obcasie (to przewidziałam), a ją samą rozepniemy (tego już nie...).
Teraz - gdy już tę wiedzę posiadam - o wiele łatwiej mi się z nią współpracuje.
Ale na wspomnienie pierwszych w podobie tego zestawów z nią w roli głównej nie mogę się nie uśmiechnąć do siebie samej - jak ja komicznie musiałam wyglądać ;P
Także pamiętajcie - długą kamizelkę rozpinamy ;P
Albo zapinamy na niektóre tylko guziki ;P
Torebka pojawiła się na blogu już w roku ubiegłym - kiedy ją kupowałam, to nikt nie sądził nawet, że frędzle będą za kilka miesięcy robiły taką furorę.
Ot, chciałam mieć wtedy coś frędzlowego.
Cieszę się, że to chciejstwo dopadło mnie z takim wyprzedzeniem - dziś zapłaciłabym za podobny model kilkanaście złotych więcej (jak nie lepiej!).
Gdybyście nie pamiętali/pamiętały innych zestawów, w którym ją Wam pokazywałam, to proszę - gościła choćby tu.
Im dłużej patrzę na te zdjęcia, tym częściej łapię się na tym, że głupi ma zawsze szczęście - miejscówkę wybraliśmy tę, co niemal zawsze: Park Julianowski.
Bo obok Nas, bo najbliżej.
A tu proszę - roślinność parku dopasowaliśmy do kolorystyki koszuli wybornie ;)
Szkoda tylko, że te barwy sprawiają wrażenie, że wcale nie wiosna się zaczęła (choć w sumie jest to temat dyskusyjny - w Łodzi od poniedziałku termometr pokazuje kilka stopni, pada sobie grad, a i śnieg z deszczem widziano razy kilka...), a jesień.
W sumie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedzieć dlaczego, ale stylistyka boho najbardziej pasuje mi właśnie do klimatu wczesnej jesieni ;)
Koszula - b. young (Outlet 99 - Łódź, ulica Piotrkowska)
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Botki - Sarah Karen (dla BOTI/CCC)
Melonik - H&M
Rękawiczki - Butik Nashe (Zgierz, ulica Parzęczewska)
Torebka/worek - no name (Allegro)
Jak co post - zostawiam Was z moją pisaniną i uciekam do pracy.
Chociaż nie... podzielę się z Wami jeszcze piosenką, której tytuł pasuje mi do myśli przewodniej i tytułu posta, a której klimat łączy mi się z tymi dzisiejszymi zdjęciami:
Trzymajcie się ciepło i nie popadnijcie w szał przedświątecznych porządków.
Przed Świętami nie pojawi się tu żaden nowy post, dlatego już teraz życzę Wam z ich okazji wszystkiego co dobre - spędźcie je w najlepszej atmosferze, w jakiej możecie je spędzić.
I z kochającymi ludźmi u boku.
Kalorii nie liczcie - jajka w sumie tak dużo ich nie mają ;)
Ściskam mocno - Wasza Mar :)
P.S. Miałam być poważna, ale nie potrafię - gdyby ktoś nie wierzył, że w czasie wizyty w Częstochowie byłam "stylowa" jak zawsze, to tu jest na to dowód ;P:
klik!
(Tak, "stylowa" celowo ujęłam w cudzysłów ;P
Ładniejsze zdjęcie ze spotkanie krąży po fanpejdżach - moim i Dziewczyn ;P)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

























