Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Przeczucie, że coś jest nie tak i że ta edycja będzie się znacząco różnić choćby od poprzedniej nie opuszczało mnie od momentu, gdy na fanpejdżu FWPL znalazłam informację o miejscu, w którym miała odbywać się tegoroczna wiosenna edycja wydarzenia.
Przecież komornicy powinni byli zaczynać działać lata temu, nie zaś dopiero w dniu rozpoczęcia czternastej już edycji (swoją drogą pewnie zadziałali, więc nie do końca rozumiem, po co pojawili się przy Stefanowskiego - jeżeli zamierzali zająć sprzęt, który się tam znajdował i do organizatorów należał, to przecież mieli na to chyba wystarczająco dużo czasu, organizatorzy wszak nie ukrywali się na zamorskich wyspach, a cały czas w Łodzi przebywali... poza tym wydaje mi się, że osprzętowanie jest własnością jakichś podwykonawców, nie FWPL - nie sądzę, bym się myliła :>).
Podobnie i miasto powinno było wyrazić swoje zaniepokojenie po pierwszych choćby sygnałach, że nie dzieje się dobrze. A tymczasem jeszcze rok temu, na oficjalnej stronie Urzędu Miasta mogliśmy znaleźć notę pochwalną (która wisi tam po dziś dzień - to dowód) z której wynikało, że współpraca miasta i Fashion Weeka to spełnienie marzeń Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą UMŁ - zdaniem wypowiadającego się wtedy Dyrektora tejże instytucji FWPL był imprezą prestiżową, gwarantującą miastu świetną reklamę (którą przeliczono na 20 mln tzw. ekwiwalentu medialnego) i tworzącą olbrzymią platformę biznesową, z Łodzi czyniącą wciąż stolicę polskiej mody...
Przyznam szczerze, że nieco zgłupiałam.
Tak nagle się tam to wszystko pochrzaniło?
Wiele lat ktoś za darmo pracował, ktoś inny brak profesjonalizmu znosił, kolejny wynajmował obiekty w zamian za "ekwiwalent medialny", a jeszcze jeden wszystko to nagradzał i promował?
Ciężko mi było w to uwierzyć...
O orkiestrze, która grała do końca i (miejmy nadzieję, że nie) straconych złudzeniach - XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Zobacz oryginał wt., 03/05/2016 - 12:34O zakończonej w ubiegłą niedzielę 14. edycji największego i najważniejszego do tej pory polskiego wydarzenia modowego - FashionPhilosophy Fashion Week Poland - napisano już wiele.
Tak wiele, że zdanie na jej temat zdążyły wyrobić sobie nawet osoby modę mające w głębokim poważaniu.
Skoro wszyscy piszą, wszyscy mówią i wszyscy się bulwersują, to swoje trzy grosze wtrącam wreszcie i ja.
Przeczucie, że coś jest nie tak i że ta edycja będzie się znacząco różnić choćby od poprzedniej nie opuszczało mnie od momentu, gdy na fanpejdżu FWPL znalazłam informację o miejscu, w którym miała odbywać się tegoroczna wiosenna edycja wydarzenia.
Stara Hala Expo mieszcząca się w Łodzi przy ulicy Stefanowskiego 30 jeszcze w pierwszych latach nowego tysiąclecia uchodziła za obiekt nowoczesny. Odbywały się tam wszystkie najważniejsze w województwie targi, wystawy i eventy branżowe - nie było zresztą wówczas w mieście żadnego innego budynku, w którym taką imprezę dałoby się ulokować.
Jednak z roku na rok hala starzała się coraz bardziej, powoli przestawała spełniać wyśrubowane, nowoczesne standardy obowiązujące obiekty tego typu. A w każdym razie na pewno nie zachęcała wizualnie.
W końcu, w roku 2013, oddano do użytku nowy budynek Międzynarodowych Targów Łódzkich - eleganckie Centrum Wystawiennicze z prawdziwego zdarzenia. Budynek ten stoi przy alei Politechniki 2. I choć w międzyczasie starą halę przy Stefanowskiego nieco odremontowano, to od tamtej pory odbywają się w niej imprezy mniejsze i mniej znaczące, te raczej niskobudżetowe.
Na pewno nie te mające być w swoim założeniu wizytówką miasta.
Na pewno nie te mające być w swoim założeniu wizytówką miasta.
Pomimo tego, że raczej nie jestem osobą, która gdy nie otacza się luksusem i blichtrem to usycha, dostaje drgawek i prawie umiera z powodu palpitacji serca, to informacja o planach organizacji Fashion Week Poland w budynku było nie było dość mało luksusowym nieco mnie skonsternowała.
Owszem - dawno, dawno temu Fashion Week i tam się odbywał.
Ale po tym, jak zawędrował w progi Hotelu Hilton nikt raczej nie spodziewał się jego powrotu do miejsca, w którym dziś organizuje się targi piwne albo giełdę minerałów.
Owszem - dawno, dawno temu Fashion Week i tam się odbywał.
Ale po tym, jak zawędrował w progi Hotelu Hilton nikt raczej nie spodziewał się jego powrotu do miejsca, w którym dziś organizuje się targi piwne albo giełdę minerałów.
Szybko wywnioskowałam, że - zapewne - kwestia lokalizacji podyktowana jest ograniczonymi możliwościami finansowymi organizatorów.
A problemy finansowe nigdy nie wróżą niczego dobrego...
No i miałam nosa!
W czwartek (czyli w dzień, w którym impreza miała się zacząć), gdy w ciszy i spokoju piłam swoją poranną kawę i wybierałam się do pracy Internet zalały newsy (ten był pierwszym, jaki zobaczyłam) na temat tego, że wydarzenie najprawdopodobniej się nie odbędzie, bo do Hali Expo wkroczyli komornicy (chcący ściągnąć z organizatorów jakieś gigantyczne wprost kwoty pieniędzy - wtedy jeszcze nikt nie wiedział, o jakie pieniądze, za co i dla kogo właściwie przeznaczone chodziło), a Międzynarodowe Targi Łódzkie (spółka, do której obie łódzkie hale Expo należą) nie dostały obiecanej im zapłaty za wynajem hali. Bez zapłaty nie ma więc mowy o tym, że cokolwiek będzie się tam odbywać.
Organizatorzy błyskawicznie jęli tłumaczyć, że wszystko jest pod kontrolą, a winę za chaos ponosi Urząd Miasta Łodzi - który miał opłacić Expo, a tego nie zrobił.
Władze miasta odbiły piłeczkę - twierdząc, że przed rozpoczęciem wydarzenia nie mogą przeznaczyć na jego cel nawet złotówki. A nawet gdyby chciały pospieszyć organizatorom z pomocą, to i tak wszystko, co miałoby trafić na ich konto w pierwszej kolejności musiałoby być przeznaczone na zajęcia komornicze i wierzytelności należne cesjonariuszom. Dodały też, że w zasadzie Fashion Week jest im coraz bardziej nie na rękę i przyprawia je wyłącznie o ból głowy, bo prestiż imprezy spada, organizator jest partnerem coraz mniej wiarygodnym (i ciągle trzeba za niego nadstawiać karku przed tymi i owymi), a poza tym ciężko mówić o promocji miasta, kiedy takie straszne rzeczy się na oczach opinii publicznej zadziewają.
Przeciętny człowiek nadal nie wiedział, o co chodzi.
Jak to prestiż spada, jak były Hiltony, Złote Flamingi, gwiazdy i Witkowski w czapce ze swastykami, a poza tym nagrody i wyróżnienia?
Jacy komornicy, skoro na to wszystko hajs się przecież zgadzał?
Przeciętny człowiek nadal nie wiedział, o co chodzi.
Jak to prestiż spada, jak były Hiltony, Złote Flamingi, gwiazdy i Witkowski w czapce ze swastykami, a poza tym nagrody i wyróżnienia?
Jacy komornicy, skoro na to wszystko hajs się przecież zgadzał?
Z godziny na godzinę sprawa zdawała się coraz bardziej rozjaśniać - pola komentarzy pod pojawiającymi się artykułami błyskawicznie zapełniły się wypowiedziami osób, które skarżyły się na to, że ponoć od wielu, wielu lat nigdy nie otrzymały za pracę przy Fashion Weeku należnego im wynagrodzenia. Takie same opinie można było znaleźć w wielu miejscach na Facebooku.

Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Expressiu Ilustrowanego" z dnia 20.04.2016:
http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/fashion-week-z-komornikiem-zdjecia,9898978/

Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Expressiu Ilustrowanego" z dnia 20.04.2016:
http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/fashion-week-z-komornikiem-zdjecia,9898978/
Szopka jakich mało, prawdziwa afera!
Nie pierwsza w Łodzi i pewnie (niestety...) nie ostatnia, więc nie tyle tym, że jakiś kolejny skandal ma miejsce w moim mieście byłam zaskoczona, co faktem, że tak długo udawało się uniknąć podobnej sytuacji, skoro sprawa od dawna prezentowała się nieciekawie.
Przecież komornicy powinni byli zaczynać działać lata temu, nie zaś dopiero w dniu rozpoczęcia czternastej już edycji (swoją drogą pewnie zadziałali, więc nie do końca rozumiem, po co pojawili się przy Stefanowskiego - jeżeli zamierzali zająć sprzęt, który się tam znajdował i do organizatorów należał, to przecież mieli na to chyba wystarczająco dużo czasu, organizatorzy wszak nie ukrywali się na zamorskich wyspach, a cały czas w Łodzi przebywali... poza tym wydaje mi się, że osprzętowanie jest własnością jakichś podwykonawców, nie FWPL - nie sądzę, bym się myliła :>).
Podobnie i miasto powinno było wyrazić swoje zaniepokojenie po pierwszych choćby sygnałach, że nie dzieje się dobrze. A tymczasem jeszcze rok temu, na oficjalnej stronie Urzędu Miasta mogliśmy znaleźć notę pochwalną (która wisi tam po dziś dzień - to dowód) z której wynikało, że współpraca miasta i Fashion Weeka to spełnienie marzeń Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą UMŁ - zdaniem wypowiadającego się wtedy Dyrektora tejże instytucji FWPL był imprezą prestiżową, gwarantującą miastu świetną reklamę (którą przeliczono na 20 mln tzw. ekwiwalentu medialnego) i tworzącą olbrzymią platformę biznesową, z Łodzi czyniącą wciąż stolicę polskiej mody...
Przyznam szczerze, że nieco zgłupiałam.
Tak nagle się tam to wszystko pochrzaniło?
Wiele lat ktoś za darmo pracował, ktoś inny brak profesjonalizmu znosił, kolejny wynajmował obiekty w zamian za "ekwiwalent medialny", a jeszcze jeden wszystko to nagradzał i promował?
Ciężko mi było w to uwierzyć...
Nie jestem ekspertką w dziedzinie mody, nie mam też zbyt wiele czasu, by śledzić tak zwaną prasę branżową - nigdy więc nie interesowałam się zbyt mocno tym, co w tak zwanym "światku" mówi się o Fashion Weeku, gdy na wybiegach gasną już światła, a projektanci zdejmują z modelek kreacje i pakują je do walizek.
Owszem - w Łodzi, wśród zwykłych mieszkańców, narzekało się na niego od zawsze.
Że niepotrzebny, że dla burżuazji, że lepiej szpitale postawić i żłobki.
I w zasadzie, to złodzieje dla złodziei cuda powymyślali, żeby dobrze się bawić, a szary człowiek nic z tego nie ma.
Że niepotrzebny, że dla burżuazji, że lepiej szpitale postawić i żłobki.
I w zasadzie, to złodzieje dla złodziei cuda powymyślali, żeby dobrze się bawić, a szary człowiek nic z tego nie ma.
Jednak kogoś, kto z niej i jej okolic pochodzi wcale to nie dziwi i nie jest to dla niego niczym do głębszych refleksji i podejrzeń skłaniającym - tu narzeka się w zasadzie na każdą imprezę, która nie jest festynem urządzonym pod jednym z centrów handlowych.
Nie należę do osób promieniejących szczęściem nawet wtedy, gdy wszystko się wali i chodzących po świecie z amerykańskim uśmiechem przyspawanym na stałe do twarzy (wręcz przeciwnie - jestem okropną marudą!), ale tego łódzkiego malkontenctwa i nazywania każdej zmiany i nowości bzdurą nawet ja mam dość.
Zorganizowanie tu jakiegokolwiek wydarzenia graniczy z cudem. Innowacyjne biznesy, fajne festiwale, remonty i inne unowocześnienia zawsze sa ZŁE. Z zasady.
Stary, rozpadający się i obsikany przez bezdomnych dworzec jest lepszy od nowego, czystego i projektem nieustępującego tym z europejskich stolic, festiwal designu to wydarzenie nakręcane przez "nierobów z Wyborczej" i "hipsterów z OFF Piotrkowska" (w ogóle to sam OFF też się do prokuratury nadaje - knajp nabudowali, pracowni jakichś, a mogli fabrykę wyremontować i prostemu człowiekowi pracę zapewnić, o!), nowoczesne, ciekawe architektonicznie centrum przesiadkowe to kiczowata "stajnia jednorożców", normalne więc, że Fashion Week to "zabawa dla pajaców".
Skoro nawet Camerimage było wydarzeniem niezbyt wartym tego, by walczyć o jego pozostanie w Łodzi, to z jakiej racji coś tak banalnego jak moda miałoby być w tym mieście mile widziane?
Stary, rozpadający się i obsikany przez bezdomnych dworzec jest lepszy od nowego, czystego i projektem nieustępującego tym z europejskich stolic, festiwal designu to wydarzenie nakręcane przez "nierobów z Wyborczej" i "hipsterów z OFF Piotrkowska" (w ogóle to sam OFF też się do prokuratury nadaje - knajp nabudowali, pracowni jakichś, a mogli fabrykę wyremontować i prostemu człowiekowi pracę zapewnić, o!), nowoczesne, ciekawe architektonicznie centrum przesiadkowe to kiczowata "stajnia jednorożców", normalne więc, że Fashion Week to "zabawa dla pajaców".
Skoro nawet Camerimage było wydarzeniem niezbyt wartym tego, by walczyć o jego pozostanie w Łodzi, to z jakiej racji coś tak banalnego jak moda miałoby być w tym mieście mile widziane?
Pomimo zwyczajowego narzekania w pewnym momencie zadziało się coś fajnego i FWPL - początkowo naprawdę niszowy - jakoś się rozkręcił.
Na pokazy odbywające się w ramach kolejnych edycji zaczęli zjeżdżać się polscy i zagraniczni dziennikarze, na fashionweekowych ściankach fotografowali się rozmaici, chętnie goszczący na łódzkim tygodniu mody celebryci, a kiedy rozpoczął się boom na pisanie o modzie także przez hobbystów - blogerzy.
Choć ciągle można było odnieść wrażenie, że to bardziej przyjezdni chwalą imprezę, niż swoi.
Łódzkie media wspominały o kolejnych edycjach FWPL jakby mimochodem, nieco przy okazji atrakcji takich, jak Dzień Ziemniaka w miejskich podstawówkach, czy wystawa kotów rasowych w jednej z galerii.
Raczej nie dawało się odczuć, że ktoś stąd traktuje Fashion Weeka jako produkt eksportowy.
Raczej nie dawało się odczuć, że ktoś stąd traktuje Fashion Weeka jako produkt eksportowy.
W pewnym jednak momencie Łódź zwęszyła, że Fashion Week może jej się opłacać - nawet, gdy będzie musiała do niego coś od siebie dołożyć.
Właściwie, to nie Łódź jako taka, ale władze miasta - idea przyświecająca FashionPhilosophy Fashion Week Poland, czyli pomysł zorganizowania polskiego tygodnia mody akurat w Łodzi, w miejscu będącym kolebką polskiego przemysłu tekstylnego i odzieżowego została doceniona przez nie mniej więcej w okolicy roku 2011, kiedy to miasto ruszyło z hasłem Łódź Kreuje i doszło do wniosku, że promocja w kraju i na świecie jest mu jednak potrzebna (wcześniej przez wiele lat temat ten zawsze zdawał się być mało istotnym).
Okazało się więc, że Fashion Week to wcale nie jakaś tam fanaberia bogatych dzieciaków i zwariowanych artystów, a wydarzenie łączące historię z nowoczesnością i wspaniale wpisujące się w definicję produktu sektora kreatywnego, który to miał być od tej pory najbardziej w Łodzi promowanym.
Urząd Miasta postanowił więc wspierać FashionPhilosophy Fashion Week Poland dużymi nakładami pieniężnymi, miasto zostało partnerem strategicznym projektu i wydawało się, ze obie strony są z tej współpracy zadowolone. Urzędnicy, radni i przedstawiciele łódzkich instytucji trudniących się promocją miasta chętnie występowali u boku Jacka Kłaka i Irminy Kubiak (szefostwa Grupy Kreatywnej Moda Forte, która to za FWPL jest odpowiedzialna) na rozmaitych konferencjach, razem z nimi pozowali też do zdjęć i wszem i wobec opowiadali, jacy są dumni z faktu, że Fashion Week odbywa się właśnie w Łodzi. Z ochotą korzystali też z zaproszeń na kolejne edycje wydarzenia i dumni jak paw prężyli się w pierwszych rzędach widowni.
Było więc fajnie - wydawało się, że Fashion Week na stałe wpisze się w kanon symboli przeciętnemu mieszkańcowi Polski z Łodzią się kojarzących.
Taki stan rzeczy cieszył tym bardziej, że przez te wszystkie lata żadnemu z polskich miast nie udało się stworzyć wydarzenia choć w połowie tak dużego i tak wiele emocji wywołującego, jak FWPL.
Prób poczyniano wiele - obecnie w każdym dużym mieście co roku (albo i kilka w nim razy) organizuje się jakieś duże targi mody połączone z pokazami, prelekcjami i ze ściankami, na tle których ktoś tam zawsze da się sfotografować.
Ale póki co tylko pokazanie lub wystawienie się w Łodzi było dla niektórych miarą mniejszego lub większego sukcesu i jako takim wyznacznikiem "ważności".
Tym bardziej więc dziwić mógł tegoroczny obrót spraw i oziębienie relacji na linii FWPL - miasto.
Zaskakiwały też problemy finansowe organizatorów, bo nie od dziś wiadomo, że zarówno wystawcy ze Strefy Showroom jak i projektanci prezentujący swoje kolekcje muszą FWPL zapłacić (i to nie takie małe pieniądze), więc wydawało się, że jest to wydarzenie na siebie zarabiające.
Jeśli doliczyć do tego ceny karnetów VIP i wsparcie sponsorów, to bankructwo wydawało się niemożliwe.
A jednak...

Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Dziennika Łódzkiego" z dn. 21.04.2016:http://www.dzienniklodzki.pl/styl-zycia/moda/fashion-week/a/fashion-week-2016-w-lodzi-odbedzie-sie-zgodnie-z-planem-zdjecia,9903776/

Pokaz kolekcji Marty Kuszyńskiej na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photograpy
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

W ogłoszeniu nie ma ani słowa o wynagrodzeniu za "przejście się po wybiegu" ;)
Jednak widać było, że organizatorzy robią, co mogą, aby wszystko sprawiało wrażenie dopiętego na ostatni guzik - barmani częstujący gości darmowym winem jednego ze sponsorów FWPL byli elegancko ubrani i żurnalowo wręcz uśmiechnięci, Panie reprezentujące kolejnego sponsora (Batiste) czesały i stylizowały chętnych w specjalnie przygotowanym do tego kąciku, a w kilku miejscach pojawiły się tak wyczekiwane poprzedniego dnia ścianki (według Pauli i Sylwii nic tak nie irytowało przybyłych na czwartkowe pokazy, jak brak ścianek :> priorytety osób przybywających na polskiego Fashion Weeka są, doprawdy, przeurocze :>). Showroom działał i nawet się zapełnił (aczkolwiek wystawców było na nim jeszcze mniej, niż w Hiltonie :().

Pokaz kolekcji Rockmädchen (Marion Roscher) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Pokaz kolekcji "Mexican Sky" był jednym z kilku gościnnych na tegorocznej edycji Fashion Week Poland.

Pokaz kolekcji MILOV na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Taki stan rzeczy cieszył tym bardziej, że przez te wszystkie lata żadnemu z polskich miast nie udało się stworzyć wydarzenia choć w połowie tak dużego i tak wiele emocji wywołującego, jak FWPL.
Prób poczyniano wiele - obecnie w każdym dużym mieście co roku (albo i kilka w nim razy) organizuje się jakieś duże targi mody połączone z pokazami, prelekcjami i ze ściankami, na tle których ktoś tam zawsze da się sfotografować.
Ale póki co tylko pokazanie lub wystawienie się w Łodzi było dla niektórych miarą mniejszego lub większego sukcesu i jako takim wyznacznikiem "ważności".
Tym bardziej więc dziwić mógł tegoroczny obrót spraw i oziębienie relacji na linii FWPL - miasto.
Zaskakiwały też problemy finansowe organizatorów, bo nie od dziś wiadomo, że zarówno wystawcy ze Strefy Showroom jak i projektanci prezentujący swoje kolekcje muszą FWPL zapłacić (i to nie takie małe pieniądze), więc wydawało się, że jest to wydarzenie na siebie zarabiające.
Jeśli doliczyć do tego ceny karnetów VIP i wsparcie sponsorów, to bankructwo wydawało się niemożliwe.
A jednak...

Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Dziennika Łódzkiego" z dn. 21.04.2016:http://www.dzienniklodzki.pl/styl-zycia/moda/fashion-week/a/fashion-week-2016-w-lodzi-odbedzie-sie-zgodnie-z-planem-zdjecia,9903776/
W ten feralny czwartek nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad przyczyną takiego stanu rzeczy - musiałam iść do pracy, a po niej pozałatwiać jeszcze sporo spraw.
Pomimo zamieszania organizatorzy zapewniali, że Fashion Week się odbędzie, a kto miał się wybierać, tego serdecznie zapraszają - niech przyjeżdża (aczkolwiek na żadnym z oficjalnych profili w social mediach takie oświadczenie się nie pojawiło).
Nie planowałam pojawić się na czwartkowych pokazach - na nie wybierały się jednak goszczące u mnie Paula i Sylwia.
Z racji tego, że i ja i Lechu byliśmy w pracy i nijak nie mogliśmy odebrać od nich bagaży, to Dziewczyny postanowiły jechać do Hali Expo prosto z drogi.
Okazało się, że owszem - impreza miała się odbyć, ale o której to wszystko miało ruszyć... tego nikt nie wiedział.
Na miejscu Paulę i Sylwię powitały chaos z bałaganem, a zamiast pokazów - próby i montaż urządzeń. Organizator nie przygotował nawet szatni, w związku z czym Dziewczyny zabrały swoje walizki i poszły do pobliskiej Sukcesji na coś do zjedzenia.
Kiedy wróciły, to nadal nic nie wskazywało na to, aby Fashion Week miał się zaczynać.
Szatni też nikt nie zamierzał uruchomić (co zaskakuje, bo w Hali Expo jest "organiczne" miejsce na szatnię). Dopiero po krótkiej awanturze pozwolono Dziewczynom na zostawienie bagaży i kurtek w recepcji. Po podpisaniu oświadczenia, że robią to na własną odpowiedzialność rzecz jasna ;)
Pokazy rozpoczęły się po kilkugodzinnym opóźnieniu...
Co jakiś czas odbierałam od Pauli i Sylwii telefony z relacjami - nie chciałam wierzyć w to wszystko, co mówiły:
Że w Hali jest zimno, że Showroom (dawniej pełen wystawców i gości) jest opustoszały, że w toaletach brakuje papieru toaletowego, a modelki chodzące po wybiegu brane są chyba z jakichś łapanek, bo potykają się, przewracają, gubią buty i ogólnie impreza nie sprawia wrażenia, że jest najbardziej prestiżowym wydarzeniem tego typu w Polsce.
Sam wybieg też pozostawia wiele do życzenia - właściwie, to nie ma wybiegu z prawdziwego zdarzenia: jest coś na wzór wykładziny.
I tyle.
Dowiedziałam się też, że na widowni są takie pustki... że obsługujący ją wolontariusze sami zapraszają publiczność do zajmowania pierwszych rzędów.
Na szczęście trochę pocieszyła mnie informacja, że prezentowane kolekcje rekompensują negatywne wrażenia.
Śledziłam profil FashionPhilosophyFashion Week Poland na FB, chcąc jak najszybciej zobaczyć zdjęcia z pokazów - i powiem Wam jedno: bardzo, naprawdę bardzo żałuję tego, że nie było mnie w czasie czwartkowych prezentacji kolekcji.
Najbardziej żałuję tego, że nie mogłam obejrzeć na żywo kolekcji
"Tangerine Dream" Marty Kuszyńskiej.
To piękne rzeczy, obiektywnie oko cieszące - kawał dobrego boho, może tylko w dwóch wypadkach nadmiernie przekombinowanego (jednak ten, kto styl boho lubi, ten raczej przeciw przekombinowaniu nic nie ma - boho w pewnym sensie opiera się na nadmiarze, kolorach i kontraście).

Pokaz kolekcji Marty Kuszyńskiej na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photograpy
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Zdjęcia wszystkich sylwetek możecie obejrzeć na profilu FB projektantki - o, tu.
Dotarłam na pokazy w piątek. Na własne oczy przekonałam się, że słowa Dziewczyn nie były przesadą - szatni nadal nie było, toalety były pozbawione papieru toaletowego (znaczy się - początkowo papier był, dopiero po południu wyszedł, a że Panie w recepcji niechętnie chciały wydzielać nam nowe rolki, to byłyśmy zmuszone kraść z press roomu serwetki... tak, bardzo się wstydzę swojego zachowania, ale naprawdę musiałam ich użyć :>), brudne (ja wiem, że ilość toalet w hali przy Stefanowskiego jest niewielka, ale chyba w cenę wynajmu jest wliczona obsługa? zdaję sobie sprawę z tego, że organizatorzy mogli nie mieć pieniędzy na własny personel sprzątający, jednak do cholery - wygląd wynajętego obiektu nie świadczy tylko o organizatorze wydarzenia, ale i o tym, do kogo ten obiekt należy!), modelki chodziły po wybiegu, który z wybiegiem miał niewiele wspólnego, a część z nich naprawdę nie potrafiła utrzymać się na obcasach.
Jedna z modelek po przejściu kilku kroków zrezygnowała i zdjęła buty - pokaz swojej sylwetki zakończyła na bosaka.
Być może taki stan rzeczy spowodowany był faktem, że plotki okazały się prawdziwe i naprawdę żadna z łódzkich agencji modelek nie zdecydowała się na współpracę z Fashion Weekiem, a chodzące po wybiegu dziewczyny były totalnymi amatorkami.
Pewne ogłoszenie, które na jednej z grup skupiających łódzkich fotografów i modelki znalazł Lechu zdaje się tę tezę potwierdzać:

W ogłoszeniu nie ma ani słowa o wynagrodzeniu za "przejście się po wybiegu" ;)
Jednak widać było, że organizatorzy robią, co mogą, aby wszystko sprawiało wrażenie dopiętego na ostatni guzik - barmani częstujący gości darmowym winem jednego ze sponsorów FWPL byli elegancko ubrani i żurnalowo wręcz uśmiechnięci, Panie reprezentujące kolejnego sponsora (Batiste) czesały i stylizowały chętnych w specjalnie przygotowanym do tego kąciku, a w kilku miejscach pojawiły się tak wyczekiwane poprzedniego dnia ścianki (według Pauli i Sylwii nic tak nie irytowało przybyłych na czwartkowe pokazy, jak brak ścianek :> priorytety osób przybywających na polskiego Fashion Weeka są, doprawdy, przeurocze :>). Showroom działał i nawet się zapełnił (aczkolwiek wystawców było na nim jeszcze mniej, niż w Hiltonie :().
Pomiędzy gośćmi kręciło się bardzo wielu dziennikarzy i fotoreportretów - ci drudzy jednak najchętniej polowali przed wejściem do hali na wychodzących z niej blogerów.
Piątkowe pokazy także zaczęły się z opóźnieniem, jednak nie było ono tak duże, jak w czwartek. Wszystko odbywało się bez jakichś większych poślizgów i zgrzytów, aczkolwiek podobno zamieniono kolejność ostatnich pokazów - my (z powodu złego samopoczucia Sylwii) opuściłyśmy trzy ostatnie z nich, więc o tym, co działo się w hali późnym wieczorem nie mogę się wypowiedzieć.
Już w piątek udało mi się spotkać z większoścą tych znajomych z blogosfery, na spotkanie z którymi czekałam - z Dawidem, Moniką, Nabilem, Magdą, Iwoną i Kasią.
Pokazy, które mogłam oglądać w piątek w większości uznaję za naprawdę dobre.
Znacie mnie już trochę, więc wiecie, jaki stosunek mam do mody - uważam, że nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba. Gust jest jak tyłek - każdy ma swój własny. Jednak to wszystko, co miałam okazję zobaczyć trzymało poziom (choć jeśli chodzi o kolekcje polskich projektantów prezentujących się w piątek, to najlepsze recenzje zebrały pokazy Jarosława Ewerta i Nataschy Pavluchenko - które nas ominęły) w ogólnym tego słowa znaczeniu.
Projektanci raczej więc nie zawiedli i pomimo problemów z modelami i modelkami (za które ich nie winię - jeśli do samego końca liczyli na to, że organizator zapewni zespół i dopiero na miejscu dowiedzieli się, że dziewczyny i chłopcy owszem, są, ale nie mają zbyt dużego doświadczenia w tego typu pracy, to raczej nie mogli zbyt wiele zrobić) zaprezentowali swoje projekty najlepiej, jak potrafili.
Szkoda tylko, że nawet siedząc w pierwszych rzędach nie można było przyjrzeć się ich kolekcjom tak dobrze, jak choćby w Hiltonie - ekipa montująca oświetlenie (a może reżyser pokazów?) chyba czegoś nie dopatrzyła, bo światło padało obok modeli, nie na nich.
Niektóre pokazy zepsuto zaś całkiem przez puszczanie na wybieg kłębów sztucznego dymu - jak widać na zdjęciach fotoreporterów z przodu mgła wyglądała czadowo i budowała klimat (a czasami w ogóle nie było jej tam widać).
Niestety - ten, kto siedział na widowni (a nie daj Boże tuż koło ekranu i głośników) niewiele mógł przez nią zobaczyć. Ja na przykład niemal nic nie widziałam na pokazie MSL.
Najbardziej spośród wszystkich zaprezentowanych publiczności piątkowych pokazów zauroczyła mnie kolekcja niemieckiej projektantki Marion Roscher, czyli Rockmädchen.

Pokaz kolekcji Rockmädchen (Marion Roscher) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Pokaz kolekcji "Mexican Sky" był jednym z kilku gościnnych na tegorocznej edycji Fashion Week Poland.
Oprócz Rockmädchen zagranicznymi gośćmi byli jeszcze prezentujący się w sobotę Carlos Gil (Lisboa Fashion Week) oraz Mladen Milivojevic Baron (Serbia Fashion Week) i Marta Wachholz (Lviv Fashion Week) - tych dwoje pokazywało swoje kolekcje w niedzielę.
Kolekcja "Mexican Sky" urzekła mnie od pierwszych sekund pokazu.
Jej nazwa nie jest przypadkowa. Meksykańskie inspiracje były widoczne nie tylko w wykorzystanym wzornictwie - cały klimat pokazu skupiał się wokół pustynnych motywów (chociaż mnie charakter tych ubrań przywodzi na myśl urok mody z czasów wojny secesyjnej i zdecydowanie bardziej kojarzą mi się one nie z Meksykiem, a z Dzikim Zachodem).
Te sylwetki to kawał dobrej roboty. Kunsztownej i dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Myślę, że takie wrażenie odniesie każdy patrzący na nie (zdjęcia wszystkich sylwetek znajdziecie tu) - nie tylko osoby śledzące modę i trendy z wybiegów.
Pokaz zakończył akcent upamiętniający zmarłego 21 kwietnia księcia muzyki pop - Prince'a. Nie przeczę - to też mnie ujęło ;)
Jeden z piątkowych pokazów wprawił mnie jednak w konsternację i uświadomił, że albo jestem totalnym bezguściem albo naprawdę nie do końca rozumiem, o co w tak zwanej "modzie wysokiej" chodzi.
Mówię o pokazie MILOV.

Pokaz kolekcji MILOV na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Poznany przeze mnie w czasie tegorocznej edycji Hubert Woźniak napisał na swoim blogu, że jego zdaniem jest w tej kolekcji coś z tych kreacji Madonny, które nawiązują do estetyki sado-maso - zgadzam się, prawda to!
Hubert dostrzega tam też dużo tego rodzaju streetwearu, w którym odnajduje się sporo dzisiejszych nastolatków. Uznaje więc, że z punktu widzenia marketingu kolekcja ta jest "strzałem w dziesiątkę".
Myślę, że jest to całkiem sensowny klucz do interpretowania idei przyświecającej MILOV.
Dobrze, że znalazł się ktoś, kto wytłumaczył mi o co w tym wszystkim chodzi - ja jestem chyba już naprawdę stara i w streetwearze nieobeznana, bo (oprócz nawiązań do Madonny) widzę tam tylko dywaniki łazienkowe, kicz i buty z Vices.
Sobotni dzień pokazów upłynął już bez większych obsunięć między nimi.
Jakimś też cudem modelki zaczęły chodzić bardziej prosto - przypuszczam, że projektanci nauczeni doświadczeniem poprzednich dni uruchomili wszelkie możliwe kontakty i sami zorganizowali "personel".
Jakimś też cudem modelki zaczęły chodzić bardziej prosto - przypuszczam, że projektanci nauczeni doświadczeniem poprzednich dni uruchomili wszelkie możliwe kontakty i sami zorganizowali "personel".
Wnioskuję tak chociażby po fakcie, że na wybiegu można było zobaczyć kilka twarzy znajomych z blogosfery, o których powszechnie wiadomo, że z tym czy tamtym projektantem współpracują (albo są z nim w jakichś bliskich relacjach).
W dalszym ciągu w kuluarach można było natknąć się na znajomych, choć część z nich zrezygnowała z pobytu w Łodzi do samego końca wydarzenia.
W sobotę spotkałam się z uroczą Valeriyą (cudownie było Cię poznać, Val!) i Karoliną (wreszcie wyjaśniła się tajemnica braku kontaktu ;P).
Dlaczego nie zrobiłam sobie z Dziewczynami pamiątkowego zdjęcia, to nie mam pojęcia ;P
W sobotę spotkałam się z uroczą Valeriyą (cudownie było Cię poznać, Val!) i Karoliną (wreszcie wyjaśniła się tajemnica braku kontaktu ;P).
Dlaczego nie zrobiłam sobie z Dziewczynami pamiątkowego zdjęcia, to nie mam pojęcia ;P
Jeśli sądzicie, że w sobotę ktoś z obsługi poszedł po rozum do głowy i postanowił trochę posprzątać w hali, to nieco Was rozczaruję - nikt niczego nie sprzątnął.
Do siedzisk rozstawionych w press roomie można się było przykleić (choć gdyby goście nie rozlewali na nich wina i kawy, to byłoby czyściej...). Toalety jak straszyły w piątek, tak straszyły dalej.
To jeszcze mogłyśmy znieść - do press roomu chadzać nie trzeba, a jak się człowiek winem i kawą nie spija, to i mu się sikać nie chce (poza tym mając młody pęcherz można wiele w nim przetrzymać). Ale kiedy zobaczyłyśmy że, w jednej z tych brudnych toalet Pani pracująca przy rozstawionym na piętrze kąciku gastronomicznym myje warzywa przeznaczone na przygotowanie z nich zupy-kremu , to zdenerwowałyśmy się nie na żarty.
Oczywiście - szybko z pomysłu zjedzenia tam czegokolwiek zrezygnowałyśmy.
Opuściłyśmy jeden pokaz i poszłyśmy na obiad do Sukcesji (która chyba nigdy od czasu swojego otwarcia nie przeżywała takiego oblężenia, jak w tamten weekend ;P).
Oczywiście - szybko z pomysłu zjedzenia tam czegokolwiek zrezygnowałyśmy.
Opuściłyśmy jeden pokaz i poszłyśmy na obiad do Sukcesji (która chyba nigdy od czasu swojego otwarcia nie przeżywała takiego oblężenia, jak w tamten weekend ;P).
Ta sytuacja wkurzyła mnie chyba najbardziej ze wszystkich niedogodności, które spotkały nas w czasie pobytu w Hali Expo.
Ja rozumiem, że warunki panujące tam nie były najlepsze. Ale nawet, gdyby impreza odbywała się w jakimś luksusowym miejscu, to kładzenie świeżo umytych pomidorów na niezbyt czystej misce umywalki w toalecie publicznej jest chyba niedopuszczalne.
Nie chcę winić za takie partactwo obsługi punktu gastronomicznego organizatorów Fashion Weeka - oni przecież nie mogli fizycznie być w każdym miejscu hali w każdym momencie imprezy i patrzeć każdemu na ręce.
Sobotnie pokazy prezentowały nieco bardziej równy poziom, niż piątkowe.
Skupię się na tych, które zdecydowanie wzbudziły we mnie najbardziej pozytywne emocje.

Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Mii Stilo (Agnieszki Bonisławskiej) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Carlosa Gila na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Mladena Milivojevica Barona na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Klaudii Markiewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Kolekcja "Back To The Roots" Klaudii Markiewicz wpłynęła na mnie prawie tak, jak dwa pokazy, które mogłam oglądać w czasie ubiegłorocznej, trzynastej edycji FWPL - Violi Śpiechowicz i Violi Piekut.
Klaudia zadbała o każdy detal pokazu: od grafiki wyświetlanej w tle, przez muzykę (genialne "Shout" Tears for Fears"!) aż po doskonałą selekcję modeli i modelek (pokaz otwierała zjawiskowa Anna Jaroszewska - dziewczyna na pierwszym z prawej zdjęciu umieszczonym przeze mnie na tym kolażu, którą pewnie kojarzycie z bloga Hedonisticat).
Jeśli mam być szczerą, to to był pierwszy polski pokaz tej edycji w trakcie którego odniosłam wrażenie, że naprawdę jestem na tygodniu mody z prawdziwego zdarzenia.
Klimat kolekcji to coś, co uwielbiam - grube sploty, wełna i etno.
Miks kultur - bo mamy tu nie tylko odwołanie do tradycyjnych strojów afrykańskich, ale i do polskiego folkloru ludowego (z którego projektantka zaczerpnęła techniki rękodzielnicze).
Klaudia jest projektantką bardzo młodą - na rynku funkcjonuje od niedawna, ale jej dotychczasowe kolekcje zdążyły już zebrać mnóstwo pochlebnych recenzji i spotkały się z bardzo dobrym odbiorem publiczności.
Nie inaczej sprawa ma się z tą kolekcją - "Back To The Roots" już uznano za jeden z najlepszych pokazów tej edycji FWPL.
Z całego serca życzę Klaudii dalszych sukcesów!
Więcej zdjęć z pokazu Klaudii Markiewicz znajdziecie na profilu FB projektantki - tu.

Pokaz kolekcji Mii Stilo (Agnieszki Bonisławskiej) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Mia Stilo (Agnieszka Bonisławska) i jej kolekcja "Dotyk wulkanu" to to tak naprawdę nic innego, jak dobrze nam znana klasyka - tyle, że ciekawie zinterpretowana.
To nie jest do końca mój styl, na pewno sama bym się tak nie ubrała, jednak te sylwetki miały w sobie coś z klimatu mody utrzymanej w stylu noir.
A noir mnie intryguje i przyciąga - nie tylko w modzie :)
Dużym plusem (wpływającym - przynajmniej moim zdaniem - na ogólny odbiór kolekcji) była charakteryzacja modelek - spójna z ubiorem, podkreślająca wrażenie tajemniczości i przywodząca na myśl skojarzenia z wizerunkiem femme fatale (typowej w sumie bohaterki kina noir - tym bardziej więc uważam szukanie w "Dotyku wulkanu" tropów prowadzących ku niemu za słuszne :>).
No i ten kontrast!
Więcej zdjęć z pokazu Agnieszki Bonisławskiej znajdziecie tu.

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Waleria Tokarzewska - Karaszewicz swoją kolekcją "Shining Square" przeniosła nas za to w czasy carskiej Rosji, a trochę i do epoki baroku. To nie pierwszy raz, kiedy projektantka zdradza nam swoją fascynację modą minionych dziejów i dalekich od Polski regionów - zauroczenie Walerii Wschodem mogliśmy podziwiać także w jej ubiegłorocznej kolekcji "Voyage - Orient Express".
Kolekcję warto oglądać nie na zdjęciach, a na filmie, o, na przykład na tym:
Niekwestionowanym faworytem sobotnich pokazów był jednak Carlos Gil.
Nie było chyba w Hali Expo nikogo, kto nie wyszedłby z niej urzeczony projektami Gila.

Pokaz kolekcji Carlosa Gila na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
To była kolekcja na medal!
Eklektyczna, ale bez zbędnego przepychu. Wyraźnie nawiązująca do estetyki retro, a dla mnie i - momentami, w niektórych sylwetkach - do mody spod znaku glam rocka i lat '70. Feeria barw, błysk, kontrast i moc kobiecości.
Pokaz zamykała sama Irmina Kubiak - co było fantastycznym wyborem ze strony portugalskiego projektanta, bo szefowa projektu FWPL zaprezentowała się z pełnią klasy i wdzięku, wieńcząc przedstawienie w najlepszy z możliwych sposobów (mało kto dziś wie i pamięta, że Pani Kubiak przez wiele lat pracowała właśnie jako modelka - dla łódzkiego Domu Mody Telimena).
Całą prezentowaną na wybiegu 14. edycji FWPL kolekcję Carlosa Gila możecie obejrzeć tu - klik!
Niedziela była już o wiele spokojniejsza - z hali zniknęła młodzież gimnazjalna, nikt już więc nie potrącał nas, kiedy próbowałyśmy przecisnąć się na zewnątrz na papierosa (jeszcze w sobotę wejście w kadr komuś, kto właśnie próbował zrobić sobie zdjęcie z Radkiem Pestką na tle ścianki mogło zakończyć się śmiercią).
Większość uczestników już rozjechała się do domów.
Także dziennikarze - ku rozpaczy spragnionych atencji kamer i aparatów blogerów.
Nam to nie przeszkadzało - łatwiej było znaleźć jakieś miejsce z dobrym widokiem na wybieg.
Niedzielnych pokazów nie oglądaliśmy wiele - w zasadzie, to udało nam się zdążyć ledwie na dwa ostatnie: Mladena Milivojevica Barona i Marty Wachholz.

Pokaz kolekcji Mladena Milivojevica Barona na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Na pokaz kolekcji studentów MSKPU spóźniłyśmy się i oglądałyśmy go przez plecy Panów Ochroniarzy (szkoda, że nas nie wpuszczono, bo spóźniłyśmy się naprawdę niewiele, a wolnych miejsc na widowni - zwłaszcza tych na tyłach i z boku - było pod dostatkiem...).
Ledwie emocje po tym długim, dość męczący weekendzie opadły, ledwie pożegnałam Paulę i Sylwię i wreszcie porządnie się wyspałam (wszystkie fashionweekowe wieczory i noce przegadywałyśmy do późnych godzin), to w sieci gruchnęła informacja, że Miasto Łódź zerwało z dotychczasowymi organizatorami FashionPhilsophy Fashion Week Poland umowę na dalsze organizowanie imprezy.
Szczerze powiedziawszy - nikogo to chyba nie zdziwiło.
Z kim spośród spotkanych przeze mnie w Hali Expo osób bym nie rozmawiała, to każdy pod skórą wyczuwał, że nie dzieje się dobrze.
Orkiestra jednak grała do końca: impreza się odbyła, jej główny cel - pokaz trendów na sezon jesień/zima 2016/2017 - został osiągnięty. Projektanci pokazali efekty swojej ciężkiej pracy.
Wielu z nich udowodniło, że polska moda stoi na naprawdę wysokim poziomie.
Szczerze powiedziawszy - to miał być zawsze cel nadrzędny tej imprezy.
Najważniejsze pytanie, które teraz zadają sobie wszyscy zajmujący i interesujący się modą brzmi:
"Co dalej z Fashion Weekiem?"
Miasto ma prawa do nazwy i loga wydarzenia do roku 2018.
Łodzianie podzielili się na dwa obozy - jedni krzyczą, że urzędnicy zerwali umowę z jedynymi ludźmi w mieście, którzy mieli jakiekolwiek pojęcie na temat przygotowywania takich imprez i że znając zapał włodarzy Łodzi szanse na to, że do jesieni uda im się znaleźć kolejnych zapaleńców z pieniędzmi i kontaktami są marne.
Drudzy - że dobrze się stało, bo współpraca z niewypłacalnym partnerem, za którego trzeba się wstydzić to żadna współpraca (dorzucając przy okazji, że żaden Fashion Week nie jest Łodzi potrzebny, mamy przecież rowery miejskie i trasę W-Z, czego nam więcej do szczęścia potrzeba?).
Czas pokaże, co wyniknie z tej awantury - podobno chętni do wzięcia się za przygotowanie Fashion Weeka są:
Antoni Ptak, właściciel Ptak Fashion City i organizacja Łódź Art Center (z powodzeniem zajmująca się wydarzeniem, jakim jest Łódź Design Festival).
Ten pierwszy ma pieniądze, drudzy zaś doświadczenie i zapał.
Tyle, że zapał mieli też ludzie z Moda Forte.
Przydałby się ktoś, komu nie będzie brakować jednego i drugiego.
Oby do czasu, gdy termin organizacji jesiennej edycji imprezy będzie się zbliżał nie okazało się, że do Łodzi nikt już nie zamierza przyjeżdżać, bo oczy dziennikarzy i sympatyków mody będą skupione na Mercedes-Benz Fashion Weekend Warsaw, więc Łodzi zostały jedynie stracone złudzenia.
Nie chciałabym tego.
Bo zdążyłam przywyknąć do faktu, że jak Fashion Week, to tylko u mnie, w Łodzi.
Tak po prostu.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.








