Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
O kominie, który ponczo udawał
Zobacz oryginał czw., 12/03/2015 - 09:17
Idzie wiosna, mówię Wam.
Rozchorowałam się.
A ja zawsze choruję przed nadejściem złotej jesieni i pięknej, zielonej wiosny.Ledwo zdrowieję, to one wybuchają z całą mocą.
Także - powtarzam: jeśli nie wierzycie mnie, to uwierzcie moim migdałkom ;)
Zanim dopadła mnie ta zaraza, która jeść i oddychać mi nie daje, to sporo fajnych rzeczy mi się przydarzyło.
Żeby się nie rozpisywać - wymienię tu tylko te, które są ważne z punktu widzenia bloga albo tych informacji o mnie, które zwykle Wam w postach przemycałam ;)
Po pierwsze - parę dni temu obchodziliśmy wraz z Lechem naszą drugą rocznicę.
Nie mam pojęcia, jak Lechowi udało się wytrzymać ze mną tak długo - ale cieszę się, że tak się stało ;)
Po drugie - mam wreszcie fedorę! Tak, mam i ja! Upolowałam ją w H&M'ie.
Dobrze, że długo się nad jej zakupem nie zastanawiałam, bo po dwóch dniach ani jednej na stanie tego najczęściej odwiedzanego przeze mnie salonu nie było ;)
Po trzecie - pogoda dopisywała, więc w Dzień Kobiet udało nam się popełnić bardzo ładne zdjęcia (i to wcale nie w Łodzi, nie - w moim rodzinnym Zgierzu, o!)
Zdjęcia, które możecie dziś tu oglądać nie są tymi ostatnimi - o fakcie ich powstania donosiłam Wam już w poprzednim poście.
W dzień robienia ich aura nie była jeszcze tak wiosenna jak w ubiegły weekend, ale też już dość ciepło było.
Przez przypadek mogłyby nie powstać - chociaż "odkryłam" ten zestaw już jakiś czas temu, to nie wydawał mi się on na tyle ciekawy, żeby go na zdjęciach uwieczniać.
Ot, melonik - bo jak tylko w miarę ciepło się robi, to nie potrafię się z nim rozstać.
Ot, czerń - bo w czerni czuję się dobrze.
No i komin, bo ja za kominami do szaleństwa przepadam.
To jest komin, Moi Państwo!
I od momentu kupienia zawsze jako komin go nosiłam ;)
Ale któregoś lutowego poranka komin zsunął mi się z ramion... i wtedy zobaczyłam, że o wiele ciekawiej prezentuje się wtedy, gdy się go po ramionach rozciągnie ;)
Zatem - komin został ponczem.
Albo raczej - ponczo udawać zaczął ;)
Komin kupiłam w grudniu - znalazłam go w Reserved tego samego dnia, kiedy wypatrzyłam tam moherowy sweter z poprzedniego posta.
Urzekły mnie w nim frędzle.
Po przyniesieniu do domu i przymierzeniu komina "na spokojnie" zaczęłam mojego zakupu trochę żałować - po zamotaniu wokół szyi frędzle nie układały się już tak ładnie :(
Jakoś się z tym pogodziłam, ale ciągle żal mi było - tego, że nie mogę ich zaprezentować światu w pełnej krasie.
Jednak - jak widać na załączonych zdjęciach - noszenie go w charakterze narzutki całkowicie problem złego układania się frędzli likwiduje ;)
Dyndają modelowo ;)
W dniu, w którym robiliśmy zdjęcia postanowiłam przewiązać "narzutkę" paskiem.
Tak, to patent podpatrzony w blogosferze ;)
Na kilku fotach efekty tego wiązania możecie dostrzec ;)
Zdecydowałam się na cienki, skórzany pasek, bo gruby za bardzo ściskał moje "ponczo" - wtedy materiał nieładnie marszczył się na ramionach.
Powiem szczerze, że całkiem mi się to połączenie podoba - ale jakoś tak mało mi w tym pasku wygodnie ;P
Dlatego też w pewnym momencie pozbyłam się go - bez żalu ;)
Torbę, tregginsy, melonik i rękawiczki znacie już dobrze - często gościły w moich poprzednich wpisach.
Nowością na blogu są buty.
Jak to się na nie mówi?
Oksfordki, tak?
Dla mnie to są po prostu półbuty ;P
Powiem Wam jedno - nigdy w życiu nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała coś takiego na stopach.
No dobra - coś w ten deseń nosiłam w czasach, kiedy to z kostką i we flanelowych koszulach po łódzkich ulicach pomykałam.
Czyli - jakieś dziesięć lat temu.
Ale tamte miały bardziej masywną podeszwę ;P
Tego typu butami zauroczyłam się pod wpływem "stylizacji" oglądanych ostatnio w blogosferze i na różnych modowych portalach.
Coś mają w sobie takie "męskie" buty, nie wiem co - ale przyciągają ;)
Ten konkretny model wpadł mi w oko w czasie jednego z pobytów w Manufakturze.
Wychodziliśmy akurat z Lechem z Leroy Merlin - obok Leroy Merlin jest Centro.
Byłam w tym sklepie wcześniej raptem dwa razy w życiu i zawsze miałam wrażenie, że wieje tam tandetą ;P
Ale wtedy coś mnie podkusiło - wlazłam.
Z początku wcale mi się nie podobały (no bo szpic? Mar, serio? szpicem straszyć będziesz?).
Ale kiedy je przymierzyłam...
Ale kiedy je przymierzyłam...
Trochę się bałam kupować cokolwiek w Centro - moja mama nabyła tam kilka par obuwia i każda z nich dość krótki żywot wiodła.
Pocieszam się, że te kosztowały grosze (żal nie będzie), a póki co - wszystko z nimi w porządku ;P
Jednak planuję upolować gdzieś podobny model - ze skóry.
I już nie ze szpicem - z klasycznym, trochę migdałowym noskiem.
Wstępnie wybór padł na Conhpol - tak wygląda ich oferta półbutów damskich: klik!
Gdybyście pytali i pytały o miejsce, w którym robione były te zdjęcia: jest to ten sam plener, w którym popełniliśmy inne "frędzlowe" foty (o, te) - łódzki Park Staromiejski, Parkiem Śledzia zwany.
Latem jest o wiele ładniejszy, ale za to latem nie mogłabym sobie spacerować... w tamtejszej fontannie ;)
A teraz mogę ;)
(Tak, to naprawdę fontanna - daję słowo!)
Golf - no name (second-hand)
Komin/Ponczo/Narzutka - Reserved
Tregginsy - H&M
Półbuty - Centro
Melonik - H&M
Torba - Zara
Rękawiczki - Reserved
Pasek - H&M
(Tak poważnie, to wcale nie trzeba - gdybym chciała, to mogłabym zostać w domu...
Ale lubię moją nową pracę i zawsze mi trochę smutno, kiedy z jakichś powodów nie mogę do niej dotrzeć ;P)
Zostawiam Was więc z postem i życzę wszystkiego dobrego - tym razem ściskać Was nie będę, bo chyba zarażam ;P
Pozdrawiam serdecznie,
Wasza Mar!
P.S. Plany zmiany szablonu utknęły w martwym punkcie - nawet nie idzie o to, że nie mamy na to z Leszkiem czasu.
Po prostu nam się nie chce.
Bo ja jestem takim szczegółowcem, że widżecik musi mieć równiutko tyle i tyle pikseli, być na karcie w tym i tym miejscu, ta literka powinna dotykać do tej linii, a tamta - do drugiej.
Za dużo mam wymagań ;P
P.S. Plany zmiany szablonu utknęły w martwym punkcie - nawet nie idzie o to, że nie mamy na to z Leszkiem czasu.
Po prostu nam się nie chce.
Bo ja jestem takim szczegółowcem, że widżecik musi mieć równiutko tyle i tyle pikseli, być na karcie w tym i tym miejscu, ta literka powinna dotykać do tej linii, a tamta - do drugiej.
Za dużo mam wymagań ;P
Póki co - wprowadziłam trochę zmian w tym szablonie.
Dodałam "ikony socjalu" zamiast widżetów.
(Spodobało mi się to określenie, gdzieś na fejsie znalezione :D
choć początkowo jak myślałam "ikony socjalu", to miałam przed oczami Pana Zenka, alkoholika, lat 60 i pannę Andżelinę - oficjalnie samotną matkę trójki dzieci, ledwo koniec z końcem wiążącą, a nieoficjalnie konkubinę pana Macieja, lat 30, na Wyspach gładź kładącego i nowym SUV'em się po tychże rozbijającego :>)
Wywaliłam też niektóre elementy goszczące do tej pory na bocznym pasku.
W ten weekend planuję powalczyć z dodawaniem funkcji zwijania tekstu w postach :>
Jak wejdziecie tu na dniach i okaże się, że blog nie istnieje, to będzie znak... że za bardzo namieszałam ;P
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.























