Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Moher z morelą

Zobacz oryginał

No i co z tego, że miniony weekend (w sumie - kilka poprzednich dni także) był ciepły, najcieplejszy chyba ze wszystkich tej jesieni, skoro lało jak z cebra?


Straszono nas orkanem - wiatru zbytniego nie odnotowałam, ale te szarugi nad Łodzią przechodzące o nerwów masę mnie przyprawiły.

zap2_960.jpg
Chciałam - naprawdę chciałam, uwierzcie mi - korzystając z wolniejszej nieco tak w moim jak i Leszka kalendarzu chwili każdego ubiegłoweekendowego dnia przynajmniej po jednej "sesji" popełnić, tak by mieć zapas zdjęć na czas egzaminów (które to coraz większymi krokami nadchodzą i zapewne zmuszoną przez nie będę jakąś krótką przerwę w blogowaniu poczynić), ale nie dało się!

Buro było, mgliście, mokro i deszczowo.
Próby przekonania Leszka, że i w deszczu może coś fajnego ze zdjęć wyjść zapewne skończyłyby się nerwowym przez niego obiektywu głaskaniem i moim spektakularnym lotem z siódmego piętra na podblokowy trawnik.
Zatem - wolałam nie ryzykować... ;P

3.jpg

No cóż - ponieważ robienia zdjęć w mieszkaniu (pomimo tego nawet, że w dużym Leszka pokoju mamy całkiem spore i dobrze wyposażone studio) nie lubimy, to postanowiliśmy spróbować zrobić kilka w czasie niedzielnego wypadu do Manufaktury.
Wybieraliśmy się tego bowiem dnia na urodzinowy obiad do Leszka rodziny (to były takie łączone, duże urodziny - Leszka, jego Taty i jego siostrzenicy), przed "imprezą" musieliśmy jednak poszukać jeszcze jednego z prezentów.
Bo na urodziny bez podarunku iść nie wypada ;)

5.jpg

Leszek średnio co prawda zachwycony był "outfitem", który mu fotografować przyszło, ale ja nie widziałam w tym planowo i dla Waszych oczu przeznaczonym zestawie niczego zdrożnego - otóż, Moi Mili i Moje Miłe, tak właśnie wygląda większość moich strojów przeznaczona na wszelkie uroczyste nieco bardziej (acz nie jakoś wyjątkowo bardzo, jak już coś jest uroczyste tak mocno, że na kilka dni przed tym czymś sztywną i przejętą chodzę, to ku czemuś bardziej klasycznemu do zarzucenia na grzbiet przeznaczonemu zwykłam się skłaniać) okazje.
Oczywiście - mowa tu o tych okazjach, które jesienią, zimą i wczesną wiosną miejsce mają.
Bo latem grubego swetra raczej bym na siebie nie założyła (chociaż... chociaż, po prawdzie, to czasem mi się to zdarza ;P).

4.jpg

Połączenie swetra spod którego wystają koszuli dół, koszuli kołnierz i (jak się uda) koszuli mankiety to jest coś, co lubię i w czym się dobrze czuję.
No i tego tam...
Moim małomiasteczkowym, podłódzkim zdaniem wygląda ono naprawdę całkiem elegancko ;)

Jeśli mam być szczerą, to w dokładnie ten zestaw zamierzam się "odstroić" w czasie wigilijnej kolacji.
Ponieważ nie będę na niej jedynie konsumującym gościem, a zapewne razem z mamą będę krzątała się wokół stołu, to zależy mi na swobodzie ruchów.
Sukienka więc odpada.
Odpada ona także i z tego względu, że - jak już nie raz i nie dwa wspominałam - jestem graślakiem i jak jem, to zawsze się brudzę.
Sweter jakoś tam doczyszczę, z sukienką może być gorzej (już widzę oczyma wyobraźni, jak kapie mi na nią olej ze śledzi.... nie, dziękuję ;P).

8.jpg

Ciepły, miękki i (oczywiście!) czarny sweter "gwiazdą" dzisiejszego wpisu będący, to wykopalisko które o mały włos nigdy nie ujrzałoby światła dziennego.

No właśnie - jak już przy włosie jesteśmy...
Zbliżenie na włos swetra też uwiecznilim, o:

15.jpg
Wpadł mi w ręce w czasie, gdy moja mama robiła porządki w swojej szafie.
Siedziałam sobie na fotelu, popijałam kawę i obserwowałam jak mama miota się od jednej półki do drugiej - próbując ogarnąć cały ten bajzel, który przez kilka lat przynajmniej się w jej szafie zgromadził.
(Pomagać nie pomagałam, bo mama była w takim nastroju, że obawiałam się do niej zbliżyć ;P)
Dzieliła rzeczy na dwie kupki - "Do wyrzucenia" i "Do noszenia".

W pewnym momencie na kupkę przeznaczoną do utylizacji rzuciła ten sweter.
Źrenice (i tak szerokie) rozszerzyły mi się do granic możliwości, po czym zerwałam się z fotela.

Ale jak to?
Taki sweter?
Nowy całkiem?

Okazało się, że mama kupiła go parę lat temu i ani razu nie założyła, bo wydawał jej się za duży.
I "gryzł" - jak to moher.

Powiedziałam, że nie ma opcji - resztę jak mama chce, to niech wyrzuca.
Sweter zabieram.

7.jpg

Pokochałam go od pierwszego wejrzenia!
Od razu - jak tylko go na tej kupce dojrzałam!

Sweter jest rzeczywiście duży, ale nie dlatego że jest jakiś wyjątkowo wielki - on ma po prostu taki nieco oversize'owy krój ;)
Najbardziej urzekają mnie w nim te wielkie rękawy - dają się bluzować, bufować!

Normalnie - sweter dla Mar idealny!

9a.jpg

Morelową koszulę wypatrzyłam natomiast rok temu w czasie wyprzedaży w Terranovie.
Jest taką koszulą, jakie najbardziej lubię - szyfonową, z podwijanymi rękawami i dłuższym tyłem.
Ma jedną wadę - bardzo prześwituje :(
O tyle o ile w czarnych koszulach nie przeszkadza mi to ani trochę, o tyle w innych koszul kolorach - znacznie.
Dlatego też najczęściej noszę ją właśnie z wszelkimi swetrami lub bluzami.

11.jpg
Podobnie jak w poprzednim poście, tak i dziś pokazuję się Wam w bryczesach - te co prawda nie są na mnie za duże (a jeśli, to nie tak bardzo jak te musztardowe ;P), ale i tak spodziewam się, że części z Was mogą nie przypaść do gustu.

10.jpg

Cóż - ja bryczesy naprawdę bardzo lubię, w ogóle dobrze się czuję we wszystkim co jest luźne i w czym mogę się "schować".
A zimą, to już szczególnie.

Tak mam.

I wcale nie uważam, że jeśli obszerniejszy dół, to góra konieczne musi być dopasowana - bardzo często właśnie takie "podręcznikowe" zestawienie wydaje mi się mało ciekawe, a luźne z luźnym jakoś tak bardziej mi się widzi ;)

12.jpg

No weźcie - gdybym zamiast bryczesów założyła tu klasyczne dżinsy, to wyglądałabym... nie jak Mar ;P
Pospolicie jakoś ;P

13.jpg
Torbę Borbę znacie już dobrze, oficerki od ZIGN też już widzieliście i widziałyście - na blogu miały swój debiut w poście z futrzakiem, o tu: klik! 
Był też na blogu już naszyjnik - może go pamiętacie.
Długo się nad wyborem pasującej do tego połączenia biżuterii zastanawiałam.
Ja naprawdę nie jestem biżuteryjna, brakuje mi więc czasem pomysłów na to, co z czym założyć i do czego.
Ostatecznie - uważam, że naszyjnik prezentował się tu całkiem dobrze ;)

16.jpg

Moherowy sweter - no name
Koszula - Terranova
Bryczesy - no name
Naszyjnik - no name (butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Oficerki - Zign (Zalando)
Torba - MOMO FASHION

zap1_960.jpg

Leszek twierdzi, że to nie jest udana "sesja".
Przyznaję, także nie jestem z tych zdjęć jakoś wyjątkowo zadowolona.
Ale co poradzić - taki mamy klimat ;P
O wiele bardziej wolałabym uraczyć Was jakimiś pięknymi zdjęciami z parkowego albo leśnego pleneru, niestety na pogodę nie mam za bardzo wpływu ;P

2.jpg
A... przestałam czuć klimat Świąt.
Im bliżej do nich, tym dziwniej się czuję.
Bo zaczęłam mieć wrażenie, że jeśli jakieś święto w ogóle się zbliża, to... Wielkanoc.
To chyba przez tę deszczową (zamiast śnieżnej) pogodę.

Prezentów jeszcze nie mam, sama też niczego jakoś szczególnie nie chcę, przeraża mnie koniec roku i zbliżająca się nauka.
Stara już jestem, uczyć się nie lubię.
Jakoś to wszystko ogarnę, ale i tak - jedyne o czym obecnie marzę, to karnet na sen przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Przez jakieś dwa tygodnie.
Nie - nie żartuję.
Sylwestra też najchętniej spędziłabym w domu (a szykuje się chyba jakaś przebierana impreza, na którą prosi nas znajoma Leszka... dla mnie to istny koszmar, serio... chyba przebiorę się za lamperię!).

Muszę coś zrobić ze swoim lenistwem, bo inaczej kiepsko widzę własną przyszłość ;P

Uciekam, życząc Wam fajnego weekendu - i tego, byście nie popadli i nie popadły w przedświąteczny szał zakupów ;P

1.jpg
Ściskam Was bardzo,

Wasza Mar!

P.S. Sylvianna - pamiętam o nominacji! Obiecuję, w kolejnym poście będą odpowiedzi!
P.S. (2) Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to przypominam - mam fanpejdża, można mnie i tam śledzić, jeśli się za mną w przerwie między jednym a drugim postem tęskni:
 klik!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.