Miodowy
Zobacz oryginał czw., 04/12/2014 - 09:16 Do Świąt już coraz bliżej. I choć zwykle zbliżające się Boże Narodzenie nie nastraja mnie optymistyczne (najgorsze było to poprzednie - pierwsze bez ukochanej babci), to w tym roku jakoś tak doczekać się go nie mogę.Szczerze - z ręką na sercu! Jednak grudzień to nie tylko Gwiazdka - grudzień to coraz większa zimność, grudzień to też coraz większa burość.A burość za oknem to przekleństwo każdej szafiarki i blogerki modowej - bardzo przeszkadza w robieniu zdjęć. W ubiegłym tygodniu przeszkodziła i mnie. Zdjęcia które możecie oglądać w dzisiejszym poście są jednymi z nielicznych na tym blogu, z których nie jestem zadowolona.Nie dlatego, że ja się sobie na nich nie podobam - ja akurat wyglądam tu całkiem znośnie (bywa gorzej, serio).Bardziej złości mnie to, że kadry są takie do siebie podobne, że plenery mało malownicze i że światło nie takie, jakie z Lechem na zdjęciach najbardziej lubimy.Ale nie sprzyjała nam aura, nie sprzyjała. Albo i sprzyjała, ale gdzieś tak do godziny 12 - a o tej dnia porze, to oboje z Leszkiem mamy swoje obowiązki na głowach niestety:(
Poza tym nie tylko aura zawiniła - zawiniłam i ja, bo w dniu w którym się na zdjęcia wybraliśmy byłam wyjątkowo marudna, marzłam bardzo i sama nie chciałam wyleźć na spacer gdzieś dalej niż w granice administracyjne osiedla.A na to wszystko nałożyła się jeszcze Leszka choroba.Przeziębionym był, więc i sam się do jakichś dalszych wędrówek fotograficznych nie palił - gdyby czuł się dobrze, to pewnie by mnie do marudzenia poniechania zmotywował ;P. Także - wszystkich tych, którzy oczekiwali, że zobaczą tu dziś jakieś kadry prosto z modowych magazynów serdecznie wraz z Lechem przepraszamy ;PObiecujemy jednak poprawę ;PW weekend popełniliśmy następną już "sesję" - zdjęcia wyszły prześliczne ;)Także - może uda mi się nimi zatrzeć złe po tym wpisie wrażenie ;P
Bo napis na metce głosił, że w składzie ma 80% akrylu.
(Nie lubię akrylu.
Jak coś jest akrylowe, to w noszeniu i praniu trzeba się z tym jak z jajkiem obchodzić, bo przy innym z nim obchodzeniu szybko się mechacić lubi i jak szmata zaczynać wyglądać...)
No i cena - pierwotnie sweter kosztował 80 złotych.
Tak, 80 złotych za 80% akrylu, to zdaniem Mar nieco za dużo.
Ale udało mi się trafić do H&M'u w dniu w którym cena za to miodowe cudo była o 30% niższa.
Wtedy już się nie zastanawiałam - wzięłam.
Zatem - po przyniesieniu go do domu okazało się, że sweter ten był idealnym jesiennym zakupem ciuchowym.
Nie dość, że kolor w stu procentach "mój", to jeszcze splot na tyle gruby, że sweter jest zwyczajnie bardzo, bardzo ciepły!
A to jest, Moi Mili i Moje Miłe, jeśli chodzi o noszone przeze mnie w chłodne dni swetry podstawa ;P
O tyle, o ile póki co jeszcze daję radę wychodzić na zewnątrz w jakichś koszulach i zarzuconych na nie cienkich sweterkach (taki zestaw zobaczycie chociażby za tydzień), to za jakieś dwa, trzy tygodnie na pewno bez czegoś naprawdę grubego nie będę w stanie się obejść.
Ponieważ takich solidnie grzejących "ocieplaczy" ciągle jest w mojej szafie zbyt mało, to na zbliżających się już coraz większymi krokami zimowych wyprzedażach zamierzam upolować jeszcze jakieś tego typu swetry ;)
Moje miodowe cudo noszę ostatnio bardzo często - najczęściej zestawiam je po prostu z czernią, bo jak wiecie skłonna do eksperymentów kolorystycznych to ja nie jestem.
Zwykle tak właśnie się ubieram - jeśli jedna rzecz jest kolorowa, to reszta zazwyczaj jest czarna.
Tak lubię, tak mi dobrze.
W dniu w którym robiliśmy te zdjęcia miałam za sobą dzień na uczelni.
Na uczelnię ubieram się swobodnie.
Dlatego też połączyłam sweter ze sztybletami - fajniej wygląda, gdy zakładam do niego oficerki, ale nie cierpię siedzieć w wysokich butach w ciepłym miejscu.
Po dwóch godzinach mam wtedy już wrażenie, że się gotuję.
A że leniwa jestem i nie chce mi się wozić ze sobą butów na zmianę, to... to potem, w srogie mrozy, marznę ;P
Ale przynajmniej jest mi wygodnie ;)
(no dobra, nauczyłam się już sobie z tym radzić - całe szczęście, że mój ociec jest emerytowanym wojskowym - zdążył mi przed odejściem na emeryturę poznosić kilka par ciepłych, wojskowych skarpet ;P)
Torbę i spodnie już znacie.
Znacie też naszyjnik, ale macie prawo go nie pamiętać.
Ostatnio pojawił się na blogu dość dawno temu ;)
To łup z Reserved.
Sprzed dwóch lat bodajże.
Prawda, że idealnie do swetra pasuje?
Rękawiczki - nie, nie, to nie są te moje skórkowe, krótkie rękawiczki z Nashe ;)
To jest bardzo dobrze przemyślane cudo - z pozoru zwykłe, jesienne, cienkie rękawiczki.
A one są takie dłuższe, za nadgarstek sięgają!
I w środku mają futerko!
Futerka nie fotografowaliśmy, bo mało fotogeniczne, ale wierzcie mi na słowo - jest tam.
Dzięki temu mogę te rękawiczki zakładać do naprawdę późnej zimy.
Ja w ogóle bardzo niechętnie noszę inne rękawiczki niż skórkowe.
Dopiero jak temperatura zbliża się do -20 stopni, to wyjmuję z szafy takie grube, wełniane, z jednym albo dwoma palcami.
Jak długo tylko mogę staram się takich rękawic unikać, bo niczego w nich chwycić nie umiem!
Ani telefonu, ani rączki torby... no po prostu tragedia!
Sweter - H&M
Spodnie - H&M
Sztyblety - ZARA
Rękawiczki - Massimo Dutti
Naszyjnik - Reserved
Torba - Cropp
Już bym w zasadzie posta mogła kończyć, już się z Wami żegnać i cieszyć się, że tym razem udało mi się wodolejstwa uniknąć...
Ale sobą bym nie była, gdybym się nie rozpisała, zatem - dwie rzeczy jeszcze.
Pierwsza - bardzo się cieszę, że tak wiele z Was ma podobny do mnie pogląd w kwestii zakupów. A dokładniej - że tak wiele z Was podobnie racjonalnie jak ja do nich podchodzi ;)
Wiecie do czego piję - do komentarzy pod poprzednim postem, tym o dresówce traktującym ;)
Fajnie, że coraz mniej kobiet bezmyślnie wydaje naprawdę duże pieniądze na rzeczy warte często jedynie jednej czwartej wołanej za nie ceny.
I fajnie też, że coraz więcej kobiet jest świadomych tego, że nawet ciuch od Ralpha Laurena może być wykonany z tak samo tandetnego surowca, jak ciuch z osiedlowego bazarku.
Częściej jest zrobiony z nieco lepszego, prawda.
Ale nie jest to regułą.
Uśmiecham się, kiedy widzę że nie tylko ja nie jestem wobec "wielkiej" (ponoć) mody bezkrytyczna :>
Druga - dobra, trochę Was okłamałam ;P
Wcale się tak szybko z Lechem nie poddaliśmy w kwestii prób zrobienia temu swetrowi jakichś sensownych zdjęć.
Postanowiliśmy, że następnego dnia po zrobieniu tych wyżej spróbujemy jakoś je poprawić, może coś nowego napstrykać.
Niestety - Leszkowi udało się skończyć pracę jak było jeszcze ciemniej, niż w dniu poprzednim ;P
Coś tam cyknęliśmy, ale po raptem paru zdjęciach zdaliśmy sobie sprawę z tego, że sensu jest to pozbawione ;P
Wtedy nawet chciało nam się iść gdzieś dalej ;P
Ale nie było po co ;P
Zatem - "plener" ten sam, efekty podobnie słabe, ale za to widzicie jak sweter prezentuje się z moim długim płaszczem SS-Manna (jak tylko będzie ku temu okazja, to obfotografujemy go dokładniej, w jakiejś innej "stylizacji"), który po dwóch latach zapomnienia został tej jesieni przeze mnie znaleziony w szafie mojej mamy (skąd on się tam wziął???), oficerkami i chustą.
Chusta jest tak ładna, że też warto ją Wam pokazać w jakimś o wiele bardziej sprzyjającym świetle ;)
Pochodzi z szafy mojej babci - to chyba już jest retro, nie?
Bo vintage, to jak coś jest po mamie ponoć ;P
Płaszcz - Calliope
Sweter - H&M
Spodnie - H&M
Oficerki - Lasocki (dla CCC)
Torba - Cropp
Rękawiczki - Massimo Dutti
Chusta - z szafy babci ;)
Spadam, bo - jak co czwartek i jak co dzień, w którym posta tu smaruję - już jestem spóźniona!
Ściskam Was mocno, powodzenia w walce ze spadającymi temperaturami Wam życzę i jeszcze raz powtarzam - kolejny post będzie zawierał naprawdę bardziej dopracowane zdjęcia ;P
Poprawię się!
Pozdrawiam,
Wasza Mar!
P.S. Lechu powiedział wczoraj, że nie powinien ten wpis się ukazać, że zaszkodzę nim sobie niby i że będzie lipa tak wielka, jak ta czarnoleska ;P
Gotowym był nawet do pospiesznego sfotografowania mi dwóch kosmetycznych cudeniek, które to planuję Wam także jakoś wkrótce zachwalić (jednym z nich jest ten wspominany już kiedyś w jednym z jesiennych postów moich żel do mycia twarzy od Green Pharmacy - udało mi się kupić kolejne opakowania, znowu się w drogeriach i aptekach pokazał ^^ szczęśliwam!) - wszystko po to, bym sobie poruty nie narobiła ;P
No cóż - ja jestem uparta i wychodzę z założenia, że zaszkodzić to może stary bigos i ciepła wódka (jak już w klimatach okołoświątecznych jesteśmy), więc nie dałam się lechowym argumentom przekonać ;P
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




















