Lista blogów » aschaaa

marzec w Londynie - dzień 1

Zobacz oryginał
DSC_2420.jpg

Tak jak obiecałam – robimy sobie przerwę z relacją z Indonezji i lecimy do Londynu. TUTAJ mogliście przeczytać o tym jak wyglądał nasz plan. Czy udało nam się dotrzeć tam  gdzie planowaliśmy? Zapraszam do lektury!

W London Stansted wylądowaliśmy przed 12 w południe. Na 12:30 mieliśmy kupione bilety na autobus sieci Terravision, który miał nas zawieźć do stacji Victoria. Terravisionto ogromna linia autobusów w największych Europejskich miastach, dowożąca ludzi z i na lotnisko. Praktyczna sprawa. Za przejazd w jedna stronę zapłaciliśmy 8 funtów od osoby (powrót za 6 funtów z powódu wczesnej godziny odjazdu). Po godzince wysiadłyśmy już w Londynie. Jakieś 7 minut spacerkiem od stacji Victoria był nasz hotel. Specjalnie tak blisko, gdyż wracaliśmy w sobotę i musieliśmy się dostać do autobusu jeszcze zanim metro zaczęło jeździć. Żeby zaoszczędzić na taksówce, zdecydowaliśmy się hotelik blisko od stacji Victoria. Dobre miejsce, świetne połączenie z metrem, a sam hotel cichy i spokojny. O kosztach i tym jak się hotel nazywał napisze jeszcze w osobnym poście. Jako ze będąc w Londynie byliśmy na diecie, w hotelu zrobiliśmy sobie na szybko chrupki chlebek z rybą w pomidorach, zjedliśmy pomarańcze i garść orzeszków i po 14 ruszyliśmy na miasto (jedzonko wzięliśmy oczywiście ze sobą). 

DSC_2237.jpg
DSC_2232.jpg
DSC_2239.jpg
DSC_2248.jpg
DSC_2258.jpg
DSC_2269.jpg
 
Pogoda nie była tak wymarzona, jaką chce się mieć podczas Sighseeing Tour – mleko na niebie, spory wiatr i przenikliwe zimno – 2 pary rajstop pod jeansami + 3 swetry + kurta zimowa + opaska na uszy i rękawiczki – to mój zestaw na marcowe zwiedzanie Londynu. Naszą trasę zaczęliśmy od pałacu Buckingham, który tak jak 5lat temu i tym razem nie rzucił mnie na kolana. Każdy inny zameczek i kościół w Wiedniu jest 100 razy ładniejszy – ale niech już będzie. Przeszliśmy przez St. James's Park fotografując wiewiórki i wyszliśmy prosto na opactwo Westminsterskie. Tuz za rogiem czekal na nas Big Ben z robiącym wrażenie Pałacem Westminsterskim. Pokręciliśmy się trochę po okolicy, porobiliśmy fotki i skierowaliśmy się na druga stronę Tamizy przechodząc tym samym przez slynny ze świetnej miejscówki do zdjęć Westminster Bridge. Stanęliśmy przy London Eye i podziwialiśmy niesamowitą konstrukcje 3ego największego kola młyńskiego na świecie.

DSC_2305.jpg DSC_2319.jpg DSC_2323-2.jpg DSC_2331.jpg DSC_2335.jpg DSC_2349.jpg DSC_2363.jpg DSC_2371.jpg DSC_2381.jpg DSC_2385.jpg

 Spacerkiem szliśmy cały czas nad Tamizą. Już straciłam nadzieję, ze się trochę rozpogodzi i pogodziłam się z myślę ze nici z pięknego zachodu słońca nad Tower Bridge. Cały czas trzymamy się naszego planu zwiedzania. Przechodzimy koło różnych - mniej bądź bardziej ciekawych budynków, aż dochodzimy do Tower Bridge – celu naszej wycieczki. Trochę czasu zostało do czasu aż się ściemni, siedzieć na lawce nam się nie chciało, bo było naprawdę zimno. Skusiliśmy się na Japończyka zaraz naprzeciwko City Hall, czyli londyńskiego ratuszu, który jest siedziba władz Londynu i burmistrza Londynu. Postawiliśmy na zupę Miso – czyli klasyk - rozgrzewa i nie ma duzo kalorii czyli to co potrzebujemy bedac na diecie :) Peta skusił się na sałatkę Bang Bang. Powiem jedno słowo: pychota! Już robiłam ja w domku, zrobiłam kilka zdjęć wiec niedługo przyjdę do Was z przepisem :)

DSC_2386.jpg
DSC_2414.jpg
DSC_2412.jpg

Tak nam się przyjemnie siedziało, ze sama myśl o tym żeby wyjść na to zimno mroziła mnie. Cyknęliśmy kilka fotek i wróciliśmy metrem do hotelu. Chcieliśmy zakończyć wieczór spacerem przy Westminster ale byliśmy tak zmarznięci, ze odechciało się jeszcze gdzieś łazić. Zresztą następnego dnia czeka na pobudka przed świtem, bo Agata się uparła na wschód słońca z Big Benem w tle!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.