Lista blogów » Domowa Kostiumologia

mam krynolinę! :) krótka recenzja

Zobacz oryginał

Warto było czekać tak długo na tyyyle frajdy :) 

Ciekawostka: specjalnie dla kupienia tej krynoliny założyłam konto w banku :O

Jakieś półtora tygodnia temu odkryłam wreszcie, jak śledzić lecącą z Chin paczkę. Od tego czasu stałym punktem dnia było sprawdzanie, w jakim stanie moja przesyłka aktualnie się znajduje.

RYD92iM.png


Nie macie pojęcia, jakie to ekscytujące - czytać, że krynolina jest "waiting for transit airline Space" (brzmi co najmniej, jakby wybierała się w podróż kosmiczną) albo, że opuściła już Beijing. Kiedy zobaczyłam, że dotarła do Warszawy, znalazłam szybko śledzenie przez Pocztę Polską - już bardziej szczegółowe.

J9QEn9B.png

I w ten oto sposób cały czas byłam na bieżąco, a kiedy dzisiaj rano zobaczyłam, że paczka dotarła do Krakowa, nie mogłam już usiedzieć na miejscu.

Ponieważ Porcelana zaproponowała, żebym sfilmowała otwieranie przesyłki, a dla mnie też to była dość wiekopomna chwila (haha), postanowiłam, że zrealizuję jej prośbę :) Więc dzisiaj ciąg dalszy filmowego szaleństwa - może mniej artystyczny, niż wczorajszy :P

Przepraszam, że tyle piszczę i wydaję dziwne odgłosy typu "omg", normalnie nie zachowuję się tak histerycznie, ale po ponad miesiącu czekania puszczają nerwy :D




Czas na wstępną recenzję mojego pierwszego zakupu na eBayu.

1. Rozmiar

Krynolina jest potężna. Dolne koło oryginalnie osiągnęło obwód około 4 m - tymczasem w latach 1855-1865, a więc wtedy, kiedy suknie były najszersze, krynoliny osiągały średnio 2,5-3 m. Na szczęście udało mi się ją bez problemu zmniejszyć, ale o tym za chwilę.

2. Jakość

Krynolina jest wykonana ze sztucznego, szeleszczącego materiału (to na minus) i metalowych, bardzo giętkich obręczy (to na plus). Cieszę się, że obręcze są metalowe, a nie z plastiku, jak niektóre współczesne ślubne krynoliny. Materiał niestety nie jest zbytnio epokowy i kojarzy mi się bardziej z tym, z którego powstają parasole :P Przez to średnio przepuszcza też powietrze - mimo, że jest cienki. Podnoszenie więc krynoliny z podłogi zajmuje chwilkę, bo całość musi się "nadmuchać" :D Ale wykończenie, wygodne zakończenie obręczy (gumowa nakładka, dzięki temu koła można wyjąć, a całość wrzucić do prania) mile mnie zaskoczyło.

3. Wiarygodność historyczna

Czyli czynnik, który interesuje mnie chyba najbardziej. Jak już pisałam, krynolina jest o wiele za duża, żeby robić za historyczną bieliznę. Na szczęście, dzięki ruchomym zakończeniom kół, bardzo łatwo jest modyfikować ich szerokość. Wniosek? Teraz "ustawiłam" krynolinę na kształt z około 1857-1862 roku, ale nie  ma problemu, żeby uzyskać bardziej stożkowy czy kopulasty kształt (lata 1850 - kopuły, lata 1860, zwłaszcza te późniejsze - stożki). 

Jakieś pół godziny zajęło mi przeliczenie, o ile powinnam zmniejszyć poszczególne koła, jeśli to na dole ustawiłam na 312 cm (ta dziwna liczba to przeliczone cale jakiejś muzealnej krynoliny, na jaką się natknęłam). Łącznie więc "zwęziłam" ustrojstwo prawie o metr. Na szczęście nie widać tego specjalnie - materiał tylko z wiadomych przyczyn się zmarszczył, ale przez to krynolina wygląda właściwie nawet lepiej.

Drugi, bardzo duży minus, to proporcje. Z przodu krynoliny jest tyle samo (o ile nie więcej), co z tyłu. Tymczasem takie suknie raczej nie występowały - albo i z przodu, i z tyłu było płasko, albo akcent położony był mniej lub bardziej na tył (najczęściej ta opcja). Na ten problem narzeka też Lucy i to dzięki jej filmikowi udało się z tym w miarę uporać - zgodnie z jej radą, doszyłam do drugiego koła od góry dwie wstążeczki, które wiążę w talii. Teraz "ulepszona" krynolina wygląda mniej więcej tak:


1057742_653678607994509_1480787636_n.jpg

Miałam nadzieję uzyskać kształt podobny do tego eksponatu z Met Museum - 1862 rok:

e4fccaf94e88b1d592968fa70bfc7f63.jpg


... i chyba nie jest aż tak źle, jak to się zapowiadało na początku ;)

4. Cena

Kraj produkcji: Chiny - chyba mówi to samo za siebie ;) Cena, o ile dobrze pamiętam, nie przekroczyła 120 złotych, z czego znaczna część to opłata za przesyłkę. Zakładając, że za materiały do własnoręcznie robionej krynoliny zapłaciłabym prawdopodobnie trochę więcej, nie mówiąc już o tym, że na pewno nie wyszłaby mi równo i przyzwoicie, nie jest to taki zły deal :D


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zważając na wszelkie prawidłowości, bez odpowiedniego gorsetu i dostosowanej sukni nie przymierzyła krynolinki z jako tako nadającą się kiecką, czyli oczywiście Jane Eyre.

Poniżej szybki efekt (jak widzicie, jestem nie tylko niezwykle utalentowanym filmowcem, ale mistrzynią fotoszopa):

DSC01234.jpg

(Na zdjęciach edwardiańskich pantalonów fotograficzne koszmarki się nie skończyły - wszystko przez to, że mój pokój przed remontem znajduje się w stanie agonalnym.)

Cóż, teraz pozostaje mi wydać fortunę na kilometry materiału, który porządnie nakryje moje nowe cudeńko!

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.