Lista blogów » All I need is love and great shoes
Czy to co drogie zawsze jest dobre? Metki i firmy zmieniają przede wszystkim sposób patrzenia i postrzegania kosmetyków czy ciuchów. Od ubrań z Zary i podkładu Chanel spodziewamy się więcej niż za Essence z Drogerii Natura. No come on, przyznacie mi przecież racje! Gorzej jest jednak, gdy oczekiwania przerosną rzeczywistość. Obiecali nam złote góry, cerę jak z okładki i podkład trwały na 24 godziny ( to chyba na wypadek gdybyśmy idąc przykładem Weroniki Rosati miały spać w pełnym makijażu). Tymczasem cera jest taka sama jak wcześniej, a kosmetyk okazał się totalnym badziewiem. Powiem Wam co o tym myślę. Słyszałam kiedyś, że kosmetyki na świecie produkuję kilka koncernów - czyli teoretycznie w jednej fabryce mamy produkcję Chanel i dajmy na to L'oreala. W zależności od tego, czy daną firmę reklamuje Jennifer Lopez czy Ania Przybylska - tyle zapłacimy za kosmetyk. Reklama, gwiazdy, eventy, gazetki, bilboardy, prestiż, marka - tak, my też za to płacimy. Nie chcę tu wywoływać burzy mózgów, tylko poprosić Was o zdrowy rozsądek i nie kupowanie kosmetyków pod wpływem marki czy reklamy. Zawsze uważałam i uważam dalej, że nie ma na świecie firmy, która wszystkie kosmetyki ma rewelacyjne, no nie ma i tyle. Za niektóre kosmetyki Chanel zapłacę 200zł, tak samo jak w wypadku Essence za złotych 20. Poczytajcie recenzję, obejrzycie swatche w google grafika, popytajcie koleżanek. I nie wierzcie Paniom z telewizora!;-)
Na sam koniec chciałabym przedstawić Wam listę podkładów, które lubię/używam/używałam i które jakimś sposobem zapadły mi w pamięci. Podzieliłam je na dwie grupy - pierwsza to podkłady dla skóry raczej suchej lub mieszanej, o lżejszej formule. Drugie to takie mocno kryjące, matujące i bardzo trwałe (przepraszam za trywialne określenie) tzw. szpachle. Jeśli chciałybyście dowiedzieć się więcej na temat poszczególnych podkładów - piszcie, a powstanie na ten temat oddzielny post. Pytania zadawajcie w komentarzach - wspólnie podzielimy się wiedzą o podkładach ;)
Makijażowy niezbędnik - podkłady
Zobacz oryginał śr., 12/02/2014 - 21:00Bardzo często dostaje od Was wiadomości odnośnie tego jak zacząć całą przygodę z makijażem, jaki wybrać podkład, pędzel, puder - taki zestaw startowy. Szczerze powiedziawszy wcale się nie dziwie, nie każdy musi pałać miłością do wizażu, jednak każda kobieta podstawową bazę w kosmetyczce posiadać powinna. Mam nadzieję, że odpowiedzi na pytania znajdą tu także osoby młode, które dopiero co zaczynają poszukiwania kosmetyków kolorowych. Postaram się pomóc Wam w wyborze podkładu - to kosmetyk bardzo ważny, ośmielę się nawet napisać, że najważniejszy.
Wybór podkładu
Podkład musi być dopasowany do naszej skóry zarówno pod względem formuły jak i kolorystyki. Najprostszy test na to, jaka cerę posiadamy możecie wykonać przy wieczornym myciu buzi żelem oczyszczającym. Jeśli skóra jest ściągnięta i macie wrażenie, że za chwilę pęknie - prawdopodobnie mamy do czynienia ze skórą suchą lub odwodnioną. Gdy chwilę po umyciu możecie zauważyć na twarzy sebum - jest to skóra tłusta, a kiedy nie dzieje się nic niepokojącego cerę możemy określić jako normalną. Typy naszej skóry mogą zmieniać się i to czasem bardzo często - np. co miesięczne zmiany hormonalne czy różne pory roku (np. moja skóra z mieszanej w zimie staje się bardzo sucha). Określenie tego jaką cerę posiadamy nie jest wbrew pozorom proste, czasem wymaga konsultacji kosmetologa czy dermatologa lub wielu miesięcy obserwacji.
Zanim pomyślimy o kolorówce trzeba zadbać o dobre "gruntowanie" - mam na myśli krem lub bazę. I znów - musimy znać swoją skórę i wiedzieć czego potrzebuje. Jeśli na skórę tłustą nałożymy krem nawilżający możemy się spodziewać efektu święcącej bombki świątecznej i nie pomoże tu żaden podkład matujący. Pamiętajcie, że nie zawsze wina leży po stronie kosmetyków kolorowych - czasem sami robimy sobie biedę. Jeśli więc zakupiony kosmetyk kolorowy Wam nie odpowiada nie wyrzucajcie go tak od razu do kosza - spróbujcie pokombinować (np. nałóżcie cieńszą warstwę kremu, zmieńcie bazę, poczekajcie dłużej aż krem się wchłonie). Podkład dobierajmy do rodzaju swojej skóry, paradoksem będzie wybierać dla skóry tłustej podkład ewidentnie rozświetlający, a dla wybitnie suchej ten matujący 24h na dobę. Przynajmniej do makijażu codziennego, takie jest moje zdanie.
Kolorystyka
Radziłabym wybierać podkłady z lekką domieszką żółtego pigmentu - jest bardziej bezpieczny i daje pewność, że unikniemy efektu ala świnka pigi. Jeśli w podkład zaopatrujecie się w drogerii poproście koniecznie o tester! Światło wewnątrz sklepu jest bardzo zdradliwe - kolor może wydawać się ok, ale po wyjściu ze sklepu okaże się całkowicie nietrafiony. Gdy wybierając kolor wahacie się między dwoma odcieniami, wybierzcie delikatnie jaśniejszy. Większość podkładów pod wpływem kontaktu ze skórą i powietrzem zmienia trochę swój kolor - zazwyczaj ciemnieje, poza tym jaśniejszy podkład możemy przyciemnić pudrem koloryzującym lub bronzerem.
Nie jestem fanką stwierdzenia, że podkład powinno się dobierać pod kolor twarzy. Wiele osób nie opala skóry w tej okolicy lub ma całkowicie inną kolorystykę niż na dekolcie. Dobierając podkład do koloru skóry twarzy ryzykujemy wygląd ala manekin - najpierw wchodzi buzia, a później reszta ciała. Podkład musi pasować do koloru skóry całego ciała - najbardziej do szyi i dekoltu. Wszystko musi tworzyć jedną całość. Dobierając podkład w ten sposób unikniemy również brzydkich załamań na linii żuchwy.
Aplikacja i co z tymi warstwami?
To czym nałożymy podkład jest naprawdę ważne i według mnie ma duży wpływ na końcowy efekt makijażu. Opcji jest wiele: pędzle, gąbki, palce, beauty blendery... Wybór odpowiedniego "narzędzia" to znów kwestia bardzo indywidualna. Ja przykładowo uwielbiam pędzle typu flat top - w moim mniemaniu rozprowadzają świetnie większość podkładów i bardzo podoba mi się wykończenie jakie zapewniają. Znam również wiele osób, które za najlepszą metodę uważają wklepanie kosmetyku palcami. Odsyłam Was do posta o pędzlach do podkładu KLIK, a przy najbliższej okazji postaram się napisać aktualizację tego tematu.
Warstwy... Jak Shrek mawiał, cebula ma warstwy i ogry mają warstwy. No przy podkładzie najlepiej jak tych warstw za dużo nie ma. Nikt nie lubi efektu maski i paskudnego oddzielania się twarzy od reszty ciała. Uważajmy więc z ilością. Niektóre kosmetyki są przeznaczone do aplikacji warstwowej, są wręcz do tego stworzone - musimy bacznie swój podkład obserwować i wybadać czy należy on do tej grupy. Jeśli nałożony warstwowo zapewni nam efekt "ciasta" i wcale nie kryje niedoskonałości w stopniu jakiego oczekiwałyśmy, sięgnijmy po korektor - on przeznaczony jest do tego typu akcji specjalnych. Druga i trzecia warstwa to tylko nakładanie kosmetyków na siebie, nie wygląda to ładnie i wbrew pozorom nie da trwałego efektu.
Ostatnia rzecz o jaką chciałam zahaczyć tylko na moment to puder wykańczający. Pamiętajmy, że kosmetyk kremowy/płynny nie wykończony produktem sypkim traci dużo na trwałości. Tworzyć się mogą placki i plamy, część podkładu możemy przypadkowo zetrzeć ręką z buzi. Sypki puder to w tym wypadku nierozłączny kompan, z którym podkład nie powinien się rozstawać. Zagruntuje nam wszystko, utrwali i przedłuży trwałość. Sam kosmetyk kremowy bez tego sypkiego zagruntowania może przemieszczać się po twarzy we wszystkich możliwych kierunkach (wyjątkiem od reguły są podkłady mocno matujące, których wykończenie samo w sobie jest matowe).
Cena nie gra roli?
Czy to co drogie zawsze jest dobre? Metki i firmy zmieniają przede wszystkim sposób patrzenia i postrzegania kosmetyków czy ciuchów. Od ubrań z Zary i podkładu Chanel spodziewamy się więcej niż za Essence z Drogerii Natura. No come on, przyznacie mi przecież racje! Gorzej jest jednak, gdy oczekiwania przerosną rzeczywistość. Obiecali nam złote góry, cerę jak z okładki i podkład trwały na 24 godziny ( to chyba na wypadek gdybyśmy idąc przykładem Weroniki Rosati miały spać w pełnym makijażu). Tymczasem cera jest taka sama jak wcześniej, a kosmetyk okazał się totalnym badziewiem. Powiem Wam co o tym myślę. Słyszałam kiedyś, że kosmetyki na świecie produkuję kilka koncernów - czyli teoretycznie w jednej fabryce mamy produkcję Chanel i dajmy na to L'oreala. W zależności od tego, czy daną firmę reklamuje Jennifer Lopez czy Ania Przybylska - tyle zapłacimy za kosmetyk. Reklama, gwiazdy, eventy, gazetki, bilboardy, prestiż, marka - tak, my też za to płacimy. Nie chcę tu wywoływać burzy mózgów, tylko poprosić Was o zdrowy rozsądek i nie kupowanie kosmetyków pod wpływem marki czy reklamy. Zawsze uważałam i uważam dalej, że nie ma na świecie firmy, która wszystkie kosmetyki ma rewelacyjne, no nie ma i tyle. Za niektóre kosmetyki Chanel zapłacę 200zł, tak samo jak w wypadku Essence za złotych 20. Poczytajcie recenzję, obejrzycie swatche w google grafika, popytajcie koleżanek. I nie wierzcie Paniom z telewizora!;-)
Na sam koniec chciałabym przedstawić Wam listę podkładów, które lubię/używam/używałam i które jakimś sposobem zapadły mi w pamięci. Podzieliłam je na dwie grupy - pierwsza to podkłady dla skóry raczej suchej lub mieszanej, o lżejszej formule. Drugie to takie mocno kryjące, matujące i bardzo trwałe (przepraszam za trywialne określenie) tzw. szpachle. Jeśli chciałybyście dowiedzieć się więcej na temat poszczególnych podkładów - piszcie, a powstanie na ten temat oddzielny post. Pytania zadawajcie w komentarzach - wspólnie podzielimy się wiedzą o podkładach ;)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.





