a little about trip to Italy. snapshots
Zobacz oryginał czw., 24/05/2012 - 19:49
Tydzień jak zwykle minął mi niepostrzeżenie. Dnie przeplatane zwiedzaniem, rozrywką, rozrywką (!) i pisaniem pracy licencjackiej. Tak przecież miałam wielkie plany skończyć pracę przed wyjazdem, ale wyszło jak zawsze ;p
Tym razem podczas pierwszych dni towarzyszyła mi mama, chyba z tydzień namawiałam ją żeby jechała ze mną. Główny punkt programu- zobaczyć się z siostrą- został osiągnięty. Jak zwykle miałyśmy sobie tyle do powiedzenia. Czwarty raz w Rzymie- dużo nie zostało mi do zwiedzenia. Chciałam pojechać nad morze i w końcu wejść na punkt widokowy. I tak większość dni spędziłyśmy w starej części miasta, pod Di Trevi, Piazza di Sapgna i Via dei Condotti.. Udało nam sie wykorzystać trochę słoneczka leżakując cały dzień na plaży, jednak moja skóra chyba jest jakaś odporna na to włoskie słoneczko. Ale za to zebrałam muszelki (mój bagaz ledwo się dopinał, ale muszelki przyleciały do Polski). Na punkt widokowy też poszłyśmy, nareszcie zobaczyłam panoramę Rzymu, poprzednio zniechęciło mnie wchodzenie po jakiś 700schodach dlatego tym razem wybrałam inne miejsce ;p
Oczywiście nie obyło sie bez włoskich Gelati, od teram moimi ulubionymi nie są z Blue Ice tylko z wyspy nad tybrem- jogurtowe z wiśnia i nutellą. Pycha^^ chyba sprowadze jakiegoś włocha żeby otworzył na Starym Rynku Kawiarenkę z Włoską Kawą i gelati.
Ciekawym doświadczeniem był udział w Aperitivo w Mom Art na Bologna. Podobno najlepsze, czy najlepsze to nie wiem, nie byłam na innych, ale generalnie codziennie mogę iść na takie kolacje. Szkoda tylko, że nie zabrałyśmy aparatu. 10eurasków kosztował drink (jak na mnie troche za mocny, kochana siostra mi pomogła ;p ), a potem można było częstować się jedzeniem. Wybrałam jak zwykle pizzę bez sera, coś w stylu risotto, paste, jakies ciacho i ananas. Generalnie pełno jedzenia, mój brzuszek pękał, a powiedzmy, że tylko próbowałam, widząc Włoszki niosące 6 kawałków pizzy na 1 tależyku ;D Mi zdecydowanie wystarczył jeden.
Jeśli już pisze o jedzonku, to nie mogło zabraknąć najlepszego tiramisu w Pompi na Re di Roma. tym razem próbowałam pistacjowego, zdecydowanie lepsze jest truskawkowe albo z owocami leśnymi. A skoro Re di Roma to obowiązkowy punkt programu w hutrtowni/ piekarni. Uwieżcie mi lepiej jechać pół godziny metrem po świeże croissanty niż zjeść obok w cukierni. Zresztą piekarze mnie już tam znają i nie obędzie się bez zniżki ;p
Nie obyło się oczywiście bez kilku szalonych akcji i wpadek, darmowego alkoholu na imprezie (ja nie wiem jak my to robimy;p ) Najbardziej szalona akcja, jak na razie nie może zostać ujawniona, ale dzięki temu Valentino lubi Juliette in Wonderland na Facebooku ;) Tak to już bywa, że jak nie widzę się z siostrą ponad miesiąc to przychodzą nam do głowy różne szalone pomysły. Całkiem fajny miałyśmy powrót z imprezy- z świecącymi przepaskami i naszyjnikami. Jeszcze po drodze dostałyśmy doniczkowego kwiata, nie wnikam skąd oni go zabrali xD (S wiem, że to czytasz więc pamiętaj podlewać kwiatka, bo inaczej przyjade na kontrolę)!
Moja siostra jest cudowna i wiedziała, ze uwielbam jej tartę dlatego też jeden wieczór poświęciła na przygotowaniu owocowej tarty dla mnie i współlokatorów.
Rozpisałam się aż za bardzo , ale to dlatego, że poprzednie posty przedstawiały tylko moje stylizacje.
A angielską wersję napisze jutro, bo mam jeszcze projekt do ogarnęcia;/
Grazie mia fratella! ;*
gelati nad Tybrem
leżing, plażing, smażing
the best tiramisu ever
Petunie <3
A tak wracamy z imprezy..
tarta mojej siostry, po raz kolejny na blogu dlatego, że ją uwielbiam <3
polecam również wersję z melonem zamiast truskawek ;)
przepis znajduje sie tutaj: http://juliettecapuleti.blogspot.com/2012/03/moja-siostra-w-kuchni.html

Jeszcze na koniec print screen ze strony stylio.pl, moja stylizacja w krótkich białych spodenkach na 3 miejscu w rankingy "Day Best" ;)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



