Lista blogów » Babeczki na wybiegu!

Kryzys

Zobacz oryginał

DSC_8816.jpgfoto: Marta Gutsche Studio

Zastanawiałam się, czy poruszać ten temat na blogu, czy też nie. 
Od wczoraj w mediach społecznościowych burza. Kontrowersje wywołało nowe wydanie Glamour, w którym znajduje się artykuł "Rewolucja nie ubiera się u Prady" (zapowiadany na okładce "Modne rewolucjonistki na Majdanie"). W czwartek na fanpage'u magazynu ukazała się zapowiedź zachęcająca do przeczytania tekstu: 
"Jak zmienia się życie fashion girl, kiedy wkracza w nie krwawa rewolucja? Jeśli Was też poruszyły wydarzenia w Kijowie, przeczytajcie w nowym ‘Glamour’ artykuł, który specjalnie dla nas napisała ukraińska dziennikarka modowa Olenka Martynyuk.
I po miażdżącej krytyce komentujących została skasowana. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, skąd na to czasopismo sypią się gromy. Internauci i czytelnicy wykorzystują każdą możliwą okazję do wytknięcia Glamour błędu. Ja nie czytałam tego numeru "fizycznie", ale w sieci już można znaleźć skany. Cały tekst tego feralnego artykułu umieszczony został też na stronie glamour.pl - TU. Jakie jest stanowisko redakcji?

kryzys+glamour.jpg

Właśnie takie. 
Do tego Anna Jurgaś, naczelna magazynu wypowiedziała się dla portalu wirtualnemedia.pl - tutaj.

"Sformułowanie „modne rewolucjonistki” odnosi się do branży, w jakiej pracuje bohaterka i autorka naszego artykułu i nie ma nic wspólnego z modą na Majdanie. Jest ona dziennikarka modową i poprosiliśmy ją o napisanie osobistej relacji z tego, co przeżyła na Majdanie. Dostaliśmy tekst (wydrukowany w oryginalnej wersji) z perspektywy „normalnej” dziewczyny, która przewartościowuje swoje życie i angażuje się w rewolucję. To Oleńka była i jest na Majdanie, dlatego wydaje mi się, że nikt nie ma prawa oceniać jej postawy, zachowań czy opinii na ten temat - opisuje Jurgaś. - W żaden sposób nie chcieliśmy urazić ludzi walczących na Majdanie, raczej pokazać, że wśród nich są tacy, dla których polityka właśnie teraz nabrała realnego znaczenia."


Co można w takiej sytuacji zrobić, jak można było temu zapobiec? Zastanawiam się, w kontekście wiedzy, którą sukcesywnie pozyskuję na studiach, jakie uwarunkowania i konsekwencje wizerunkowe ma to działanie Glamour? Pomijam aspekt czysto ludzki, zwykłego człowieczeństwa, bo w obliczu tego, co dzieje się na Ukrainie to coś niepojętego, co nie podlega dyskusji.


[wtrącenie - wiecie, na zajęciach z brandingu miejsc dowiedziałam się, że Ukraina ma swoją strategię marki państwa, taką wizerunkową właśnie. Nie zgadniecie jakimi cechami chce się komunikować w świecie... otwartość i rozwój]



  • Tekst ukraińskiej dziennikarki może i nie jest arcydziełem, faktycznie ma się poczucie, jakby pisała go nastolatka, jeszcze niedojrzała, ale jednak mająca dobre intencje. I, co warto zaznaczyć, opisująca swoje emocje, swoje osobiste odczucia, spostrzeżenia. Tu znów mam wrażenie, że zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie ludzi. Ta dziewczyna przecież nikomu krzywdy nie zrobiła. Pewnie nawet nie była świadoma jak zabrzmi ten artykuł. (Ciekawa jestem kto zajął się przełożeniem tekstu na język polski, domyślam się, że oryginał był w języku ojczystym Olenki bądź po angielsku. Ale tego nie wiem na 100%)
  • Sam zamysł tego tekstu, próba pokazania przemiany człowieka dość próżnego, obudzenia się uczuć patriotycznych, w obliczu trudnych wydarzeń narodowych, nie byłby zły, gdyby wykonanie było lepsze, a i czas inny... 
  • Pytanie jakie od razu się nasuwa - dlaczego nie wstrzymano druku, nie przeredagowano tekstu? Wiadomo, to trwa. Poskładanie i wydruk to nie jest kwestia kilku godzin. Ale na Ukrainie ludzie giną w walce o wolność nie od 3 dni, czy tygodnia. Dłużej. Można było o tym pomyśleć, opóźnić ukazanie się numeru, a w tym czasie przygotować inny artykuł w to miejsce. 
  • Redaktor naczelna nawet dostając taki tekst powinna była nie dopuścić do jego wydruku. Choć tu mogłaby się tłumaczyć jakimiś zobowiązaniami, sama nie wiem jakimi, może reklamowymi? 
  • Dlaczego nikt z redakcji przez cały dzień, kiedy frustracja czytelników narastała, nie zabierał głosu na stronie internetowej i fanpage'u na facebooku? Nie przeprosił, nie przyznał się do błędu, albo wytłumaczył decyzji? Tego nie wiemy, może debatowali nad oświadczeniem, a może stwierdzili, że lepiej już zamilczeć. 
  • Co zrobić, gdy tzw. "mleko się rozlało" i jak przypuszczam 95% ludzi, do których dotarła informacja o tej publikacji Glamour, jest zszokowanych, poruszonych i oburzonych całą sytuacją? Jeden z komentujących internautów podał swój pomysł... zaproponował, aby cały dochód ze sprzedaży magazynu przeznaczyć na pomoc humanitarną dla walczących Ukraińców. 
  • Myślę, że zgodzimy się co do tego, że tak na prawdę to drugorzędna sprawa, co jakaś modowa gazetka wypisuje na swoich łamach, ważniejsze jest to, co dzieje się na Ukrainie. 


Jest godzina 23.00 i w końcu pojawia się oficjalne wyjaśnienie (jeśli można je takim nazwać):

"W związku z emocjami, które wywołał artykuł „Rewolucja nie ubiera się u Prady“, pragniemy przeprosić wszystkich, którzy poczuli się urażeni publikacją.
Tekst powstał przed eskalacją konfliktu i nikt – chyba jak większość z nas – nie spodziewał się takiej dynamiki i kierunku wydarzeń. Oczywiście to niczego nie usprawiedliwia – nie tłumaczymy się, po prostu wyjaśniamy.
Nie możemy zmienić faktu, że artykuł się ukazał, ale możemy obiecać, że w przyszłości z większą starannością będziemy dobierać teksty nawiązujące do bieżących wydarzeń. To dla nas ważna lekcja, za którą dziękujemy i ponownie przepraszamy."


Specjalistką nie jestem, ciężko mi jest je ocenić. Jest krótkie, zwięzłe, znajduje się w nim obietnica poprawy i przeprosiny, to każdy widzi. Błędem jest to, że zostało zbyt późno wydane.

I na sam koniec jeszcze jedna uwaga. Gdy zobaczyłam co się dzieje w social mediach odnośnie artykułu "Rewolucja nie ubiera się u Prady", przypomniała mi się niedawna sprawa koncernu LPP - zawalenia się fabryki, gdzie produkowane były ubrania Croppa (tak, to jest jedna rodzina z House, Sinsay, Mohito i Reserved), w wyniku czego zginęły setki ludzi, o sprawie pisał m.in. Michał Zaczyński oraz kwestię przeniesienia praw do znaku towarowego (szerzej komentowaną w kontekście rozliczania podatków) trzech pierwszych marek wymienionych przeze mnie w nawiasie, którą prześledziła bardzo dokładnie i rzetelnie FashionPRgirl.pl - możecie przeczytać tutaj: Jak nie prowadzić komunikacji w Social Media.

Takie nieprzemyślane działania i  brak rozważnego komunikatu ze strony, która błąd popełniła, wpływają na to, że opinia o branży mody jest bardzo negatywna. Światek ten uważany jest za bandę półgłówków i kwintesencję znieczulicy społecznej. Niby wiemy, że to łatka, że nie każdy jest taki zły, ale większość ludzi, która modą się tak dogłębnie nie interesuje, będzie miała takie właśnie zdanie. 

------------------------------------------

Co Wy myślicie o całej sprawie? 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.