Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
I tak, tak - to, że pogoda się w okolicach wczorajszego popołudnia zepsuła wcale mojemu dobremu nastrojowi nie przeszkadza.
Aż siebie samej nie poznaję.
Krata
Zobacz oryginał śr., 15/10/2014 - 08:25Taką jesień, jaką przez ostatni tydzień mieliśmy (przynajmniej w Łodzi i okolicach) to ja - powiem Wam szczerze - mogę mieć cały rok.
I temperatura mi taka odpowiada (optymalna! 15 - 20 stopni to jest przedział, w jakim mogę bez kłopotu funkcjonować! kilka stopni w te lub tamte czyni mi już wielką różnicę, ale ten zakres odpowiada mi w stu procentach!), i krajobraz (lubię właśnie takie kolory tych wszystkich spadłych liści - póki jeszcze gnić nie zaczną, bo wtedy to już mi tak jakoś smutno się robi), i nasłonecznienie (słońce już nie grzeje tak wściekle i łzawienia oczu nie powoduje, a jest jeszcze na tyle wysoko na horyzoncie, że nie trzeba się spieszyć i do godziny siedemnastej z minutami można bez kłopotu zrobić jakieś fajne zdjęcia na popołudniowym spacerze :>).
Poza tym - powietrze pachnie tak rześko!
Aż chce się wychodzić z domu, a nocami zostawiać otwarte okno (rzadko to robię, bo marznę).
Sama się sobie dziwię, że tegoroczna jesień mnie tak zauroczyła - generalnie, to ja aż do tego roku za jesienią jakoś wybitnie nie przepadałam.
Owszem, lubiłam niektóre jej aspekty - jak choćby fakt, że można już zacząć nosić wszelkie ciepłe, wełniane szale/kominy/swetry (a - jak wiecie - mam do takich rzeczy słabość).
Ale zawsze działała na mnie jakoś tak... przygnębiająco.
Bo to i szkoła (a potem uczelnia - jeszcze gorzej...) się jesienią zaczyna, człowiek też uświadamia sobie, że wkrótce Boże Narodzenie i starszy już o rok będzie, a to wreszcie budzi się w nim świadomość, że skoro Boże Narodzenie, to i mrozy siarczyste... uch, okropności!
I tak szybko się ciemno robi - budzisz się, gdy ciemno, wracasz ze szkoły/pracy gdy jeszcze ciemniej.
I tak szybko się ciemno robi - budzisz się, gdy ciemno, wracasz ze szkoły/pracy gdy jeszcze ciemniej.
Tym razem jest trochę inaczej - rozpiera mnie uczucie, które najtrafniej udaje mi się określić kiedy myślę o nim jako o oczekiwaniu na coś dobrego.
Na coś o czym jestem przekonana, że musi się wydarzyć.
Na coś o czym jestem przekonana, że musi się wydarzyć.
Nie mam pojęcia, czym to "coś dobrego" będzie, ale czuję, że najbliższe tygodnie przyniosą mi jakieś pozytywne emocje.
Całym swoim marowym jestestwem czuję.
I tak, tak - to, że pogoda się w okolicach wczorajszego popołudnia zepsuła wcale mojemu dobremu nastrojowi nie przeszkadza.
Aż siebie samej nie poznaję.
Jako więc że w ostatnich dniach aura temu bardziej sprzyjała niż nie sprzyjała, to udało nam się z Leszkiem odbyć kilka spontanicznych i przyjemnych spacerów.
A w trakcie spacerów - popełnić trochę zdjęć.
Te z dzisiejszego posta robiliśmy pierwszego dnia mojego mentalnego powrotu do "życia" - no wiecie, wtedy gdy doszłam do wniosku, że depresja wcale fajna nie jest i nie warto się w niej pogrążać. Pisałam o moim powrocie z dalekich, depresyjnych krain w poprzednim poście - powtarzać się nie ma sensu ;)
Tak, to miała być narzutka.
Na taką wyglądała w sklepie.
I jako narzutkę to okrycie kupiłam.
Po przyniesieniu do domu doszłam jednak do wniosku, że na mnie to ona się lepiej sprawdzi noszona w charakterze płaszcza.
Albo swetropłaszcza.
Bo i na takie coś bardziej na mnie wygląda.
Bo i na takie coś bardziej na mnie wygląda.
Pewnie Was trochę dziwi to, że Mar i krata.
No i nie czarna krata, na dodatek ;P
To prawie, jakby świat się walił ;P
Uległam trendom ;P
Długo się modnej tej jesieni kracie opierałam.
Chociaż nie jakoś zawzięcie - po prostu miałam opory przed zakupem czegoś kraciastego, bo zakodowałam sobie że to nie jest wzór dla mnie.
Ale w pewnym momencie nie wytrzymałam - chyba pozazdrościłam innym dziewczynom ich kraciastości (zwłaszcza innym blogerkom - zieleniałam wprost z tej zazdrości, gdy oglądałam Wasze zdjęcia na których swoimi kratami się chwaliłyście ;P).
Sporo jednak czasu zajęło mi znalezienie takiej kraty, w której czułabym się najlepiej. Poszukiwania spełzały na niczym. Aż idealna krata znalazła mnie sama!
Kraciasty swetropłaszcz wisiał sobie bowiem w moim ulubionym zgierskim butiku (Nashe, przy Parzęczewskiej). Na wystawie. Dojrzałam go kątem oka gdy przycupnęłam pod wystawą, aby w oczekiwaniu na przyjazd mojego autobusu podelektować się przez chwilę e-papierosem.
Już jestem nauczona, że dla spokoju mojego stanu konta nie powinnam zbyt często przebywać w bliskiej temu butikowi okolicy, ale tego dnia nie zachowałam należytych środków ostrożności - spojrzałam na witrynę.
No i co miałam zrobić? Weszłam i przymierzyłam.
Wyszłam już ze swetropłaszczem...
Ciepły jest, skubany.
Chociaż to taki materiał bliski stosunkowo dresowemu (nie wygląda, prawda?), to jest naprawdę ciepły.
Ale nie tylko "ciepłość" jest jego zaletą - oprócz niej (i kraty, ale to rozumie się samo przez się) urzeka mnie w tym cudzie także kołnierz. Wielki.
Taki, który można rozłożyć na ramionach.
I taki, który jest jednocześnie kapturem.
Tak, jeśli się tego chce, to można nosić kołnierz płaszcza jako kaptur.
Tu dowód.
Swetropłaszcz od razu uwidział mi się jako coś, co idealnie będzie pasować do kilku rzeczy bez których nie wyobrażam sobie tegorocznej jesieni - melonika (ostatnio naprawdę się z nim nie rozstaję! nie ma dnia, żebym go nie założyła!), skórzanych rękawiczek, sztybletów i Torby - Borby.
Same/Sami oceńcie, jak się z nimi prezentuje :)
Mam jeszcze na niego drugi patent - dobranie karmelowych dodatków: worka (pamiętacie mój karmelowy worek - ten z posta z szarawarami?), botków i szerokiego, miękkiego paska.
Jako że ta krata jest też w pewnych miejscach rudawa, to myślę, że nie będzie to zły wybór.
Narzutka/Płaszcz/Sweter/Swetropłaszcz - Manilla (butik Nashe, Zgierz, ul. Parzęczewska)
Szal - H&M
Sweter H&M
Tregginsy - H&M
Sztyblety - Zara
Rękawiczki - no name (butik Nashe, Zgierz, ul. Parzęczewska)
Torba - MOMO FASHION
Torba - MOMO FASHION
Melonik - H&M
Bardzo chciałabym móc się jeszcze jakoś tu rozpisać - tym razem jednak macie szczęście: ominie Was moja paplanina.
Spieszę się bardzo, niezwykle zabiegana jestem.
Mam teraz tyle na głowie, że przez ostatnie dni spałam raptem po pięć godzin.
Gdy piszę te słowa też jestem już spóźniona :|
Jest jednak jeszcze coś, o czym chcę Wam powiedzieć - wreszcie dorobiłam się fanpejdża!
Miałam założyć go w dniu, w którym mój blog skończy rok (a to ostatni dzień października, czyli - w sumie - na dniach :)), ale doszłam do wniosku że nie ma na co czekać.
Zatem - jeśli ktoś chce, to zapraszam.
Można mnie polubić na facebooku:
https://www.facebook.com/lillymarlenne
(Jakby co, to z prawej strony bloga - boczny panel - jest też widżet ;P)
Dzięki facebookowi będziecie mieć możliwość posiadania stałego kontaktu ze mną - jeśli ktoś za mną zatęskni, będzie chciał zapytać co u mnie, powiedzieć mi jak bardzo mnie lubi lub jak bardzo nie lubi, to teraz będzie to o wiele łatwiejsze ;)
Ściskam Was bardzo ciepło! Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa na temat mojej współpracy z Change Polska, jakie mogłam przeczytać pod poprzednim postem :)
Trzymajcie się i nie dajcie się jesiennej chandrze!
Pozdrawiam Was,
Wasza Mar!
Bardzo chciałabym móc się jeszcze jakoś tu rozpisać - tym razem jednak macie szczęście: ominie Was moja paplanina.
Spieszę się bardzo, niezwykle zabiegana jestem.
Mam teraz tyle na głowie, że przez ostatnie dni spałam raptem po pięć godzin.
Gdy piszę te słowa też jestem już spóźniona :|
Jest jednak jeszcze coś, o czym chcę Wam powiedzieć - wreszcie dorobiłam się fanpejdża!
Miałam założyć go w dniu, w którym mój blog skończy rok (a to ostatni dzień października, czyli - w sumie - na dniach :)), ale doszłam do wniosku że nie ma na co czekać.
Zatem - jeśli ktoś chce, to zapraszam.
Można mnie polubić na facebooku:
https://www.facebook.com/lillymarlenne
(Jakby co, to z prawej strony bloga - boczny panel - jest też widżet ;P)
Dzięki facebookowi będziecie mieć możliwość posiadania stałego kontaktu ze mną - jeśli ktoś za mną zatęskni, będzie chciał zapytać co u mnie, powiedzieć mi jak bardzo mnie lubi lub jak bardzo nie lubi, to teraz będzie to o wiele łatwiejsze ;)
Ściskam Was bardzo ciepło! Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa na temat mojej współpracy z Change Polska, jakie mogłam przeczytać pod poprzednim postem :)
Trzymajcie się i nie dajcie się jesiennej chandrze!
Pozdrawiam Was,
Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.

























