Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Koszula z wiązaniem, lenonki i szczypta grunge'u
Zobacz oryginał ndz., 22/05/2016 - 12:52O, tak!
Bluzki, koszule, sukienki, topy i wszystko inne, co tylko da się ozdobić wiązaniem pod szyją to kolejny - zaraz po wspomnianej przeze mnie w poprzednim poście apaszce i po kilkunastu innych rzeczach, wiadomo - modowy hit tej wiosny.
Niewątpliwie cieszący zwolenniczki (i zwolenników) klimatów retro.
Mnie ta moda na wiązania także się spodobała.
A jak! Taka misternie zawiązana kokarda lub tasiemka to prawie to samo co krawat - albo mucha ;)
Kokardy, tasiemki i wszelkie wstążki pod szyją podobały mi się od zawsze (chociaż za typową stylistyką retro nie przepadam - na innych oglądam ją chętnie, na sobie mniej) - dawno, dawno temu miałam parę bluzek i koszul z nimi.
To było w naprawdę zamierzchłych czasach, wtedy gdy jeszcze bardzo lubiłam się z klasyczną elegancją;)
Od tamtej pory minęło wiele lat - większość z tamtych ciuchów skończyła swój żywot kilka sezonów temu.
Część się zniszczyła, a części po prostu się pozbyłam - to kolejne z rzeczy, których wyrzucenia naprawdę żałuję.
Wtedy jeszcze nie miałam tej świadomości, że moda zatacza koło ;)
Ostała mi się jedna tylko koszula z czymś, co raptem przypomina ubogą siostrę modnych dziś koszul z wiązaniami.
Właśnie ta z dzisiejszych zdjęć - pasiasta, z lekko bufiastymi i sięgającymi łokci rękawami.
Przytargana z jednego z łódzkich lumpeksów.
Z tych tasiemek, które wieńczą jej kołnierzyk (stójkę?), także można zawiązać kokardkę - choć taką skromną bardzo i niewielką.
Tak, te większe podobają mi się bardziej ;)
Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma - póki co nie spieszy mi się do tego, by sprawiać sobie jakąś inną bluzkę albo koszulę z wiązaniem (choć nie przeczę - przydałaby mi się taka! ja ciągle mam za mało ubrań obiektywnie za eleganckie mogących uchodzić!).
Bez trudu znajdę takie w sklepach, ale ze wszystkich sił staram się tłumaczyć sobie, że i tak mam już stanowczo za dużo ubrań!
Ta koszula ma już swoje lata i nieco zdążyła się już podniszczyć.
A ja lubię ją bardzo i w związku z sympatią, którą ją darzę, chcę jej zapewnić godną starość - zatem ostatnio bardzo często ją noszę (niech ma używanie, niech się światu trochę pokaże!).
Także na wiosenne spacery po parku - czego dowodem są te zdjęcia ;)
(Wy też tak bardzo lubicie dmuchawce :D?)
Kiedyś nosiłam ją po prostu do dżinsów lub - kiedy miałam wyglądać nieco bardziej elegancko - do spódnicy i szpilek.
Dziś kompletnie nie pasuje mi do takich zestawów - o wiele bardziej widzi mi się w grunge'owym wydaniu: z melonikiem, butami na traktorowej podeszwie i z lenonkami.
No i z listonoszką!
Może ze względu na materiał - ta bawełniana tkanina średnio gra z jakimś mocniej eleganckim "dołem" lub żakietem.
Chociaż... na dobrą sprawę to i ta kamizelka jest elegancka ;)
Przynajmniej w teorii ;>
Odnośnie kamizelki - domyślam się, że macie jej już serdecznie dość ;)
Wszak biorąc pod uwagę moje poprzednie zestawy, to ten jakoś bardziej odkrywczy od nich nie jest - ale co ja poradzę na to, że odkrywczość wcale mi teraz nie w głowie ;)
Poza tym szczerze lubię tę kamizelkę.
Już w ubiegłym roku miałam taki czas, w którym jak ją w początkach wiosny na grzbiet przywdziałam, tak i do późnego lata z upodobaniem nosiłam.
Ale spokojnie - trochę się już tu i ówdzie przecierać zaczyna.
Jeszcze miesiąc, dwa i będziecie mieć ją z głowy - do czasu, gdy nie kupię sobie nowej ;P;P;P
Melonik - Georgia May Jagger dla Reserved
Lenonki - Sin Say
Koszula z wiązaniem pod szyją - SPARKZ (second-hand)
Kamizelka - Topshop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Listonoszka - H&M
Oksfordy/półbuty - Even&Odd (Zalando)
Przy okazji tego ostatniego fotograficznego spaceru zapuściliśmy się wraz z Lechem w nieco dalsze rejony Parku Julianowskiego i ze zdziwieniem odkryliśmy, że coś nowego się w nim pobudowało - altana, ławki i stoły do grillowania!
I to już podobno jakiś czas temu się pobudowało (tak przynajmniej głosi napis na postawionej obok tych przybytków tablicy).
A myśmy nic o tym nie wiedzieli!
Byłam pewna, że tam nadal są tylko wysokie trawy i kleszczowe mateczniki ;)
Fajnie to wygląda, tylko jest tam jakoś tak podejrzanie czysto - nikt blatów nie wyrwał, altany nie pomalował, koszy nie popodpalał (no dobra, kosze są podobno ognioodporne - przynajmniej niektóre).
Może bałuccy chuligani tak jak i my nie są świadomi tego, że coś takiego jest do ich dyspozycji ;)
A tak poważnie - jestem ciekawa, czy ktoś tam naprawdę grilluje, czy altankę i ławki wykorzystują jedynie łódzkie blogerki i zakochani ;P
Trzymajcie się - spędźcie tę słoneczną niedzielę najfajniej, jak możecie!
Ściskam - Wasza Mar!
P.S. Nie, nie odmieniło mi się - w dalszym ciągu jestem zmęczona blogowaniem, blogosferą i wszystkim, co z blogiem związane.
Ale że plan obfotografowania tej koszuli miałam od dłuższego już czasu, to nie umiałam odpuścić ;P
Chcę stworzyć osobny wpis poświęconego temu, dlaczego prowadzenie bloga nie cieszy mnie już tak jak dawniej - jak znajdę chwilę czasu na to, żeby zamysł przenieść do panelu bloggera, to na pewno post wkrótce tu się pojawi :>
A jak! Taka misternie zawiązana kokarda lub tasiemka to prawie to samo co krawat - albo mucha ;)
Kokardy, tasiemki i wszelkie wstążki pod szyją podobały mi się od zawsze (chociaż za typową stylistyką retro nie przepadam - na innych oglądam ją chętnie, na sobie mniej) - dawno, dawno temu miałam parę bluzek i koszul z nimi.
To było w naprawdę zamierzchłych czasach, wtedy gdy jeszcze bardzo lubiłam się z klasyczną elegancją;)
Od tamtej pory minęło wiele lat - większość z tamtych ciuchów skończyła swój żywot kilka sezonów temu.
Część się zniszczyła, a części po prostu się pozbyłam - to kolejne z rzeczy, których wyrzucenia naprawdę żałuję.
Wtedy jeszcze nie miałam tej świadomości, że moda zatacza koło ;)
Ostała mi się jedna tylko koszula z czymś, co raptem przypomina ubogą siostrę modnych dziś koszul z wiązaniami.
Właśnie ta z dzisiejszych zdjęć - pasiasta, z lekko bufiastymi i sięgającymi łokci rękawami.
Przytargana z jednego z łódzkich lumpeksów.
Z tych tasiemek, które wieńczą jej kołnierzyk (stójkę?), także można zawiązać kokardkę - choć taką skromną bardzo i niewielką.
Tak, te większe podobają mi się bardziej ;)
Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma - póki co nie spieszy mi się do tego, by sprawiać sobie jakąś inną bluzkę albo koszulę z wiązaniem (choć nie przeczę - przydałaby mi się taka! ja ciągle mam za mało ubrań obiektywnie za eleganckie mogących uchodzić!).
Bez trudu znajdę takie w sklepach, ale ze wszystkich sił staram się tłumaczyć sobie, że i tak mam już stanowczo za dużo ubrań!
Ta koszula ma już swoje lata i nieco zdążyła się już podniszczyć.
A ja lubię ją bardzo i w związku z sympatią, którą ją darzę, chcę jej zapewnić godną starość - zatem ostatnio bardzo często ją noszę (niech ma używanie, niech się światu trochę pokaże!).
Także na wiosenne spacery po parku - czego dowodem są te zdjęcia ;)
(Wy też tak bardzo lubicie dmuchawce :D?)
Kiedyś nosiłam ją po prostu do dżinsów lub - kiedy miałam wyglądać nieco bardziej elegancko - do spódnicy i szpilek.
Dziś kompletnie nie pasuje mi do takich zestawów - o wiele bardziej widzi mi się w grunge'owym wydaniu: z melonikiem, butami na traktorowej podeszwie i z lenonkami.
No i z listonoszką!
Może ze względu na materiał - ta bawełniana tkanina średnio gra z jakimś mocniej eleganckim "dołem" lub żakietem.
Chociaż... na dobrą sprawę to i ta kamizelka jest elegancka ;)
Przynajmniej w teorii ;>
Odnośnie kamizelki - domyślam się, że macie jej już serdecznie dość ;)
Wszak biorąc pod uwagę moje poprzednie zestawy, to ten jakoś bardziej odkrywczy od nich nie jest - ale co ja poradzę na to, że odkrywczość wcale mi teraz nie w głowie ;)
Poza tym szczerze lubię tę kamizelkę.
Już w ubiegłym roku miałam taki czas, w którym jak ją w początkach wiosny na grzbiet przywdziałam, tak i do późnego lata z upodobaniem nosiłam.
Ale spokojnie - trochę się już tu i ówdzie przecierać zaczyna.
Jeszcze miesiąc, dwa i będziecie mieć ją z głowy - do czasu, gdy nie kupię sobie nowej ;P;P;P
Melonik - Georgia May Jagger dla Reserved
Lenonki - Sin Say
Koszula z wiązaniem pod szyją - SPARKZ (second-hand)
Kamizelka - Topshop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Listonoszka - H&M
Oksfordy/półbuty - Even&Odd (Zalando)
Przy okazji tego ostatniego fotograficznego spaceru zapuściliśmy się wraz z Lechem w nieco dalsze rejony Parku Julianowskiego i ze zdziwieniem odkryliśmy, że coś nowego się w nim pobudowało - altana, ławki i stoły do grillowania!
I to już podobno jakiś czas temu się pobudowało (tak przynajmniej głosi napis na postawionej obok tych przybytków tablicy).
A myśmy nic o tym nie wiedzieli!
Byłam pewna, że tam nadal są tylko wysokie trawy i kleszczowe mateczniki ;)
Fajnie to wygląda, tylko jest tam jakoś tak podejrzanie czysto - nikt blatów nie wyrwał, altany nie pomalował, koszy nie popodpalał (no dobra, kosze są podobno ognioodporne - przynajmniej niektóre).
Może bałuccy chuligani tak jak i my nie są świadomi tego, że coś takiego jest do ich dyspozycji ;)
A tak poważnie - jestem ciekawa, czy ktoś tam naprawdę grilluje, czy altankę i ławki wykorzystują jedynie łódzkie blogerki i zakochani ;P
Trzymajcie się - spędźcie tę słoneczną niedzielę najfajniej, jak możecie!
Ściskam - Wasza Mar!
P.S. Nie, nie odmieniło mi się - w dalszym ciągu jestem zmęczona blogowaniem, blogosferą i wszystkim, co z blogiem związane.
Ale że plan obfotografowania tej koszuli miałam od dłuższego już czasu, to nie umiałam odpuścić ;P
Chcę stworzyć osobny wpis poświęconego temu, dlaczego prowadzenie bloga nie cieszy mnie już tak jak dawniej - jak znajdę chwilę czasu na to, żeby zamysł przenieść do panelu bloggera, to na pewno post wkrótce tu się pojawi :>
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




















