Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Kokarda na kropkach

Zobacz oryginał

Nigdy nie wyglądałam dobrze odziana w ciuchy nawiązujące stylistyką do klimatów retro.


Nigdy więc też nie ciągnęło mnie do rokloszowanych sukienek, ołówkowych spódnic sięgających połowy łydki i... kropek.


Tak, zawsze się ich wystrzegałam.
To wcale nie tak, że mi się nie podobały.Podobały!Zazdrościłam dziewczynom, które mogły je nosić i nie wyglądały w nich śmiesznie.Ja w kropkach sprawiałam wrażenie przebranej - i to bardzo.


6a.jpg

Jednak dwa razy w życiu zdarzyło mi się na nie skusić - pierwszy raz wtedy, kiedy kupiłam czarną bluzkę w drobne, białe groszki.
Można było mnie w niej oglądać ponad rok temu, przy okazji tego posta.

9a.jpg

Koszulowa bluzka z kokardą - ta którą pokazuję Wam dzisiaj - przeleżała w szafie równie długo jak i tamta.
Kupiłam ją wtedy, kiedy to zaczynałam zarabiać moje pierwsze regularne pieniądze i bez wahania nabywałam różne ciuchy: nie patrząc na to, czy będę wyglądać w nich fajnie, a kierując się tylko tym, czy dana rzecz mi się po prostu podoba.

10.jpg

Błędy młodości - dziś dużo więcej czasu poświęcam na zastanowienie się, czy jakiś ciuch różniący się diametralnie od reszty zasobów mojej szafy będzie mi do czegokolwiek pasować.

Ogólnie uważam, że zbyt wiele kobiet sugeruje się w czasie zakupów tylko samą urodą jakiegoś ubrania lub dodatku, a nie tym, czy dobrze będą się w nim/z nim prezentować. 
Ale że już dawno wyrosłam z zapędów moralizatorskich, to i nie komentuję nigdy takich nie do końca udanych wyborów.
Im jestem starsza i im więcej blogów przeglądam, tym częściej dochodzę do wniosku, że najlepiej dzieje się wtedy, kiedy pozwala się ludziom na dużą we względzie ubioru swobodę.
Niektórzy chcą się ubraniami wyłącznie bawić - trzeba to uszanować.
Jak mnie się coś nie podoba, to tego nie komentuję.
Ewentualnie zauważę, że fajnie by coś wyglądało w zupełnie innej konfiguracji - ale zawsze podkreślam, że jest to moje subiektywne zdanie (u kogo z Was jestem stałym gościem, ten wie, że właśnie tak to wygląda).
A jeśli czyiś styl mi całkowicie nie leży, to po prostu do niego nie zaglądam.

7.jpg

Oczywiście - po przyniesieniu bluzki do domu usiadłam i jak ta Weronika z powieści Coelho gorzko zapłakałam.
Przez moje rodzinne miasto przepływa Bzura. Możemy więc dodać, że to nad jej brzegiem te łzy roniłam - będzie bliżej oryginału.

8.jpg
Bluzka była piękna, ale kompletnie do mnie nie pasowała.
Bądźmy ze sobą szczerzy - nie mam regularnych rysów twarzy, pucołowatych policzków i blond loczków, wszelkie inne warianty urody dobrze komponującej się ze stylistyką lat '50 też raczej nie są "moimi", nawet w makijażu z epoki straszę.
To się nie mogło udać.
Założyłam ją potem raz albo dwa i trafiła na mityczne już w blogosferze "dno szafy".

13.jpg

O jej obecności przypomniałam sobie w okolicach tegorocznego marca - kiedy to któregoś popołudnia odwieszałam do szafy moją kamizelkę.
Tę, którą mieliście okazję oglądać na mnie na blogu już kilka tej wiosny razy.

Spieszyłam się, pamiętam, więc kamizelkę odwiesiłam na pierwszy wieszak, jaki wpadł mi w ręce - traf chciał, że na tym wieszaku wisiała sobie ta właśnie koszula.

Chwilę na to połączenie popatrzyłam, trochę podumałam i miałam ochotę zakrzyknąć "EUREKA!".

14.jpg

To było to!

Okazało się, że w takim towarzystwie ta koszula nie wygląda już tak słodko, jak solo.
A w związku z tym - więcej jest szans na to, że uda mi się ją jeszcze założyć.

1.jpg

Nie myliłam się - przy pomocy kamizelki dało radę jakoś ją na mnie okiełznać ;)

Zatem - kolejny już raz przekonałam się, że warto czasem zostawić jakiś ciuch, który pozornie był nie do końca dobrym zakupem.
Nie wyrzucać go, nie oddawać z miejsca, nie sprzedawać na allegrach i innych tego typu portalach.
Dać mu trochę czasu - czasem nawet nieco więcej, niż "trochę".
Może za parę lat - kiedy to nasz styl nieco się zmieni, a do szafy trafią jakieś nowe elementy ubioru - dojdziemy do wniosku, że jednak potrafimy go nosić.

3.jpg

Jak tak o tym myślę, to łapię się na tym, że ta refleksja bardzo często przewija się przez mojego bloga.
Ale to dobrze - może dzięki moim historiom któraś z Was zagłębi się w zasoby swojej szafy i też da jakiemuś z dawno zapomnianych cuchów drugą szansę (fundując mu tym samym przyszłość inną, niż zostanie ścierką do podłogi).
Jedne blogerki "inspirują" gawiedź do kupowania nowych ubrań co sezon, ja mogę więc inspirować do decyzji nieco mniej radykalnych i trochę mniejszym nakładem finansowym osiągalnych ;)

Tak - gdybym dysponowała znacznie większymi środkami finansowymi niż realnie dysponuję, to nie zawracałabym sobie głowy grzebaniem w szafie, komponowaniem, dobieraniem.
Coś by mi się nie podobało, coś by mi się nudziło - to bęc, do kosza.
Kupię nowe, lepsze, ładniejsze.

Nie dysponuję - częściej kombinuję.
Nie czuję się przez to lepsza, ale chyba jakoś tam sobie radzę, to czemu nie być z tego dumną ;)?

11.jpg
Cały ten zestaw ostatnio - przy okazji jednego z "eventów" modowych, jakie w kwietniu odbywały się w Łodzi - nieco zmodyfikowałam: zamiast półbutów założyłam do niego szpilki, a pod pachę zabrałam kopertówkę.
Melonik odwiesiłam.
To połączenie też się broniło - pomimo faktu, że z kamizelki nie zrezygnowałam ;)
Ale że na codzienne wyjścia raczej szpilek nie wybieram, to i pewnie okazji do tego, by Wam je pokazać prędko nie będzie.
Chociaż - nie mówię "nie".

12.jpg

Zdjęcia z dzisiejszego posta powstały w czasie naszego niedawnego, drugiego już pobytu w Częstochowie.
Wcale nie planowaliśmy wtedy robić mi zdjęć - Lechu był umówiony na zdjęcia z Paulą, ale że trochę się pospieszyliśmy i dotarliśmy na miejsce przed wyznaczoną godziną spotkania... to doszliśmy do wniosku, że co tam: jest okazja, jest ładny "plener"... niech się dzieje!

Ten "plener" to Filharmonia Częstochowska i przylegająca do niej ulica.
Bardzo mi się to miejsce spodobało - sporo innych, fajnych zdjęć można tam zrobić ;P
Jest to kolejny już argument przemawiający za tym, że naprawdę muszę rozważyć przeprowadzkę do tego urokliwego miasta ;P!

2.jpg

Melonik - H&M
Koszulowa bluzka - Cocomore
Kamizelka - Top Shop (Cukier Puder Vintage Store)
Tregginsy - H&M
Półbuty - Centro
Listonoszka - H&M

4.jpg

Tak - to jest ten moment, w którym muszę Wam coś wyznać: dzień, w którym robiliśmy te właśnie zdjęcia był ostatnim, w którym postanowiłam założyć tę kamizelkę.
Kiedy wieczorem ściągałam ją z siebie uświadomiłam sobie, że choć mi w niej świetnie i choć wiele ostatnio noszonych przeze mnie ciuchów zyskało dzięki niej drugie życie, to za dużo jej było u mnie.
Postanowiłam urządzić sobie mały od niej odwyk.

Wreszcie przyszła wiosna! Moja szafa skrywa wiele innych skarbów - takich, które w połączeniu z kamizelką wcale nie będą dobrze wyglądać, więc żeby mnie żadne licho nie kusiło i żebym nie zrezygnowała z tych ubrań, które całą zimę na założenie czekały... muszę, no muszę się z nią (na jakiś przynajmniej czas) rozstać.

Trzymajcie za mnie kciuki, - żeby mi się udało ;)
To będzie też dobre dla Was - coś nowego, innego, może się dzięki temu na blogu pojawi ;)

Pędzę - w tym tygodniu nie do pracy, nie na uczelnię... zasiadam do nauki, bo sesja coraz bliżej.
A ja, jak wiecie, jestem już tak stara, że wiedza bardzo opornie wchodzi mi do głowy.
Kibicujcie mi w przyszły wtorek - czeka mnie egzamin z audiometrii.
I o tyle, o ile w praktyce wykonywanie tych wszystkich badań jest dość łatwe, to w teorii trzeba ogarnąć dużo różnych terminów fizycznych - a do tego, to ja głowy nigdy nie miałam...

Miłego weekendu!

Pozdrawiam - Mar.

nowe.jpg
P.S. O! Pokazywałam na fanpejdżu, to i tu pokażę - tak mnie i Paulę Lechu przyłapał na robieniu selfie ;P
Albo raczej friendsie ;P

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.