Lista blogów » Lumpola Style
Korzystając z okazji, chciałam wszystkim, którzy mnie wspierają i do mnie zaglądają, życzyć z całęgo serca naprawdę Wspaniałego Nowego Roku :)
Jak zostałam kotem w butach.
Zobacz oryginał ndz., 01/01/2017 - 20:57Moje prawie 9 miesięcy z Lumpolą.
"Przychodzi nie szukane,
gdy przestaliśmy życiu stawiać pytania
i trwamy w spokojnym przepływaniu zdarzeń,
gdy nie zanurzywszy dłoni w nieznanym skamienieliśmy,
wtedy staje przed nami NIEOCZEKIWANE "
Te słowa, które towarzyszą mi od początku bloga, będą zawsze aktualne, ponieważ są ostatecznie niejednoznaczne. Wiemy, że wydarza się coś NIEOCZEKIWANEGO, ale nie wiemy, jakie to coś jest, i jakie będą tego skutki. Czy to będą efekty, czy tylko defekty. W kwietniu 2016 roku, prawie 9 miesięcy temu wkroczyła z impetem w moje życie Lumpola. Lubię o niej pisać w trzeciej osobie, bo postrzegam ją jako moje, na szczęście, póki co jedyne, alter ego :)
Alter ego po łacinie znaczy: drugie ja i jest drugą tożsamością, drugą osobowością wewnątrz tej samej osoby. Termin ten jest często używany w analizie literatury do opisu postaci, fikcyjnego bohatera, którego zachowanie, mowa lub myśli celowo wyrażają samego autora. Alter ego często przejawia tłumione skłonności pisarza, także te najbardziej skrywane, często także.społecznie nieakceptowalne zachowania.
Wracając do Lumpoli, dziewczyna zatrzęsła całym moim światem, niemal wywróciła go do góry nogami, zawłaszczając sobie większość mojego czasu i absorbując większość energii. Z natury jestem spokojna, nieśmiała, wręcz depresyjna, jestem oswojonym i coraz bardziej pogodnym, ale jednak mamrotem. I tu nagle, w wyniku zbiegu wielu okoliczności, pojawiła się Lumpola, dzikie, nieokiełznane stworzenie. Byłam pod jej wpływem jak w amoku, poświęcałam jej każdą chwilę, niekoniecznie wolną, i czułam się z tym wspaniale, niesiona na skrzydłach emocji i adrenaliny. Robiłam rzeczy dla mnie dotąd niemożliwe. Pozwalałam robić sobie zdjęcia, coraz odważniejsze zdjęcia, pozwalałam sobie na wygłupy, na selfie, w tym głupie i brzydkie miny!!! Czasem czułam, jak od pomysłów mózg mi paruje i niemal chce eksplodować. I w końcu mnie brakło, może mniej twórczo, bo wciąż głowę mam pełną pomysłów, ale fizycznie i w efekcie psychicznie. Czułam jak gwałtownie słabnę, aż dłuższą końcówkę roku przechorowałam. Niby nic poważnego, ale jednak takie wyczerpanie organizmu, że oceniłam swoje siły na 5%, teraz powoli je odzyskuję i dążę do 20% ;) Ten stan rzeczy skłania mnie do przemyśleń i podsumowań, których z natury nie lubię i wolę unikać. Nie dokonałam ich jeszcze do końca, wciąż jestem w miejscach "wiem, że nic nie wiem". Nie mam pojęcia, co dalej pocznę, raczej nie chcę się rozstawać z Lumpolą, ale na pewno muszę ograniczyć jej wyczerpujący wpływ i jakoś inaczej to poukładać. Rok 2016 z Lumpolą był dla mnie jak rollercoaster przeplatany skokami na bungee i 2017 też będzie chyba dalszym poligonem doświadczalnym. To mnie trochę przeraża, bo wciąż tych sił mi bardzo brak, nie mam tej energii i optymizmu co jeszcze miesiąc temu. Oczywiście są też ogromne plusy dodatnie tego doświadczenia. Lumpola zrodziła się, by dawać radość, inspirować do odwagi, do pokochania siebie. Wiem po Waszych wspaniałych reakcjach i na blogu, i na fb, że udawało się to dziewczynie. Sygnały, że to co pokazuję czy piszę, poprawiło komuś humor, spowodowało uśmiech, były dla mnie szczególnie ważne, to był prawdziwy miód na moje serce i największy napęd do działania. Bardzo pozytywna merytoryczna reakcja na moje szalone często stylizacje oraz osobiste komplementy, które mnie spotykały, też są wspaniałe, nieocenione i ważne. Jestem też wdzięczna Lumpoli, że dzięki niej poznałam wiele wspaniałych osób, które cenię i podziwiam. Wspaniałe dziewczyny i nawet chłopaków, których wsparcie i sympatia, a także wiedza, z której mogę czerpać, jest nie do przecenienia. Dziękując nie mogę też pominąć moich drogich koleżanek, które w roli modelek czy jak Gosia fotografa wspierały mnie serdecznie w tym szalonym, nowym, blogowym doświadczeniu. Nie będę już wymieniać i wyróżniać nikogo z imienia, bo chyba brakłoby mi posta, a może taki tematyczny kiedyś powstanie :) Wspomnę jeszcze tylko dziewczyny, które mają swój cudowny wkład do dzisiejszego posta, czyli Edytkę Turkusowy Kwiat i Asię Lookofmermaid, gdyż dzięki ich życzliwości zostałam właśnie kotem w niesamowitych czarnych muszkieterkach :) I myślę, że chyba nie ma lepszego podsumowania mojego roku 2016 z Lumpolą :)
Wracając do Lumpoli, dziewczyna zatrzęsła całym moim światem, niemal wywróciła go do góry nogami, zawłaszczając sobie większość mojego czasu i absorbując większość energii. Z natury jestem spokojna, nieśmiała, wręcz depresyjna, jestem oswojonym i coraz bardziej pogodnym, ale jednak mamrotem. I tu nagle, w wyniku zbiegu wielu okoliczności, pojawiła się Lumpola, dzikie, nieokiełznane stworzenie. Byłam pod jej wpływem jak w amoku, poświęcałam jej każdą chwilę, niekoniecznie wolną, i czułam się z tym wspaniale, niesiona na skrzydłach emocji i adrenaliny. Robiłam rzeczy dla mnie dotąd niemożliwe. Pozwalałam robić sobie zdjęcia, coraz odważniejsze zdjęcia, pozwalałam sobie na wygłupy, na selfie, w tym głupie i brzydkie miny!!! Czasem czułam, jak od pomysłów mózg mi paruje i niemal chce eksplodować. I w końcu mnie brakło, może mniej twórczo, bo wciąż głowę mam pełną pomysłów, ale fizycznie i w efekcie psychicznie. Czułam jak gwałtownie słabnę, aż dłuższą końcówkę roku przechorowałam. Niby nic poważnego, ale jednak takie wyczerpanie organizmu, że oceniłam swoje siły na 5%, teraz powoli je odzyskuję i dążę do 20% ;) Ten stan rzeczy skłania mnie do przemyśleń i podsumowań, których z natury nie lubię i wolę unikać. Nie dokonałam ich jeszcze do końca, wciąż jestem w miejscach "wiem, że nic nie wiem". Nie mam pojęcia, co dalej pocznę, raczej nie chcę się rozstawać z Lumpolą, ale na pewno muszę ograniczyć jej wyczerpujący wpływ i jakoś inaczej to poukładać. Rok 2016 z Lumpolą był dla mnie jak rollercoaster przeplatany skokami na bungee i 2017 też będzie chyba dalszym poligonem doświadczalnym. To mnie trochę przeraża, bo wciąż tych sił mi bardzo brak, nie mam tej energii i optymizmu co jeszcze miesiąc temu. Oczywiście są też ogromne plusy dodatnie tego doświadczenia. Lumpola zrodziła się, by dawać radość, inspirować do odwagi, do pokochania siebie. Wiem po Waszych wspaniałych reakcjach i na blogu, i na fb, że udawało się to dziewczynie. Sygnały, że to co pokazuję czy piszę, poprawiło komuś humor, spowodowało uśmiech, były dla mnie szczególnie ważne, to był prawdziwy miód na moje serce i największy napęd do działania. Bardzo pozytywna merytoryczna reakcja na moje szalone często stylizacje oraz osobiste komplementy, które mnie spotykały, też są wspaniałe, nieocenione i ważne. Jestem też wdzięczna Lumpoli, że dzięki niej poznałam wiele wspaniałych osób, które cenię i podziwiam. Wspaniałe dziewczyny i nawet chłopaków, których wsparcie i sympatia, a także wiedza, z której mogę czerpać, jest nie do przecenienia. Dziękując nie mogę też pominąć moich drogich koleżanek, które w roli modelek czy jak Gosia fotografa wspierały mnie serdecznie w tym szalonym, nowym, blogowym doświadczeniu. Nie będę już wymieniać i wyróżniać nikogo z imienia, bo chyba brakłoby mi posta, a może taki tematyczny kiedyś powstanie :) Wspomnę jeszcze tylko dziewczyny, które mają swój cudowny wkład do dzisiejszego posta, czyli Edytkę Turkusowy Kwiat i Asię Lookofmermaid, gdyż dzięki ich życzliwości zostałam właśnie kotem w niesamowitych czarnych muszkieterkach :) I myślę, że chyba nie ma lepszego podsumowania mojego roku 2016 z Lumpolą :)
Moje stylizacje.
Jako tytułowy kot w butach noszę wspomniane już czarne muszkieterki nad kolano
i czarny kapelusz z szerokim rondem.
Pierwsza stylizacjia jest chyba bardziej współczesna. Dobrałam w niej do tego zestawu czarne getry, bardzo oversizową białą koszulę, sportową w kroju, z aksamitką pod szyją, króciutki, dwurzędowy granatowy płaszczyk, wykończony turkusowymi lamówkami i dekoracyjnymi emaliowanymi, czarno złotymi guzikami. Jako dodatek mój pokazywany już kilkukrotnie granatowy kuferek.
W drugiej stylizacji jestem .... elegancką ale bardzo retro kocią damą. Dominują w niej 3 kolory aksamitu. Zielono turkusową spódnicę nad kolano połączyłam z fioletowym aksamitnym żakietem, założonym na białą koszulę z żabotem, uzupełnionym czarnym futrzanym szalem i czarną futrzaną torebką. Torebka ma oczywiście dopięty w gratisie,dekoracyjny, łańcuszkowo dżetowy pasek. Bardzo kusiło mnie założenie na wierzch fioletowych korali z poprzedniego posta, ale nieśmiało próbuję okiełznać swoje szaleństwo i kiedyś może zmierzyć się kontrolnie z minimalizmem, dlatego sobie odpuściłam :)
Korzystając z okazji, chciałam wszystkim, którzy mnie wspierają i do mnie zaglądają, życzyć z całęgo serca naprawdę Wspaniałego Nowego Roku :)
Noworoczne buziaki od Oli i od Lumpoli :)
koszula z second hand - Expose
płaszczyk z second hand - New Look
kapelusz z second hand
torebka z second hand - Vroom&DressMann
buty - Atmosphere
płaszczyk z second hand - New Look
kapelusz z second hand
torebka z second hand - Vroom&DressMann
buty - Atmosphere
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




















