JAK PORADZIĆ SOBIE Z TRĄDZIKIEM?
Zobacz oryginał pon., 03/08/2015 - 21:47Dziś mam dla Was wpis dość nietypowy, a zarazem bardzo osobisty. Wpis o największej zmorze w moim życiu, z którą walczę od ponad 10 lat. Zmorze, z którą w końcu udało mi się wygrać. Mowa o trądziku i mojej kilkuletniej historii leczenia.
Zaczęło się dosyć niewinnie. Ot tak, pewnego niedzielnego popołudnia wpadłam na pomysł, by sprawić sobie grzywkę. Nie musiałam długo szukać kompana – odkąd pamiętam, moja młodsza siostra zawsze była chętna na tego typu eksperymenty (w przedszkolu wycięła sobie nawet wzorki w najnowszym swetrze… nie muszę dodawać, że mama niekoniecznie była zadowolona ;)). Wspólnymi siłami obcięłyśmy włosy. Moja fryzura nie była już nudna – miałam super modną grzywkę!
Z czasem pod grzywką zaczęły pojawiać się niedoskonałości. Tłumaczyłam sobie, że to dojrzewanie, jednocześnie wysyłając mamę do apteki po popularną wówczas maść Benzacne. Specyfik o niskim stężeniu (5%) nadtlenku benzoilu nie spisał się na medal. Byłam rozczarowana. Przyjaciółka podpowiedziała mi, że jej starszy brat używa tego samego kosmetyku o wyższym stężeniu (10%), zatem nie tracąc nadziei, wysłałam mamę po raz kolejny do apteki. Po kilku tygodniach aplikowania Benzacne mój problem nie ustępował. Wybrałam się do dermatologa.
Od tego czasu przez kilka następnych lat wizyty u dermatologa były dla mnie normą – raz w miesiącu udawałam się do lekarza w celu kontroli. Łykałam tabletki, które pomagały na krótko, po odstawieniu moja twarz wracała do opłakanego stanu. Używałam płynów, które niesamowicie wysuszyły mi skórę. Aplikowałam maści, które wywoływały reakcje alergiczne podczas ćwiczeń na lekcjach wychowania fizycznego (wychodziłam z sali gimnastycznej z zaczerwienioną twarzą i nadzieją, że nikt tego nie zauważy). Antybiotyki, maści sterydowe – nic nie pomagało na dłużej. Czytałam fora, artykuły, blogi… Cały czas szukałam skutecznego sposobu na pozbycie się trądziku. Byłam zdesperowana do tego stopnia, że odważyłam się nawet napić ciepłego mleka z drożdżami. Ugh! Do dzisiaj wzdrygam się na samą myśl o tej koszmarnej miksturze. Nikomu nie polecam.
Dermatolog proponował mi leczenie Izotekiem (jeden z najcięższych antytrądzikowych kalibrów), jednak nie zdecydowałam się na nie. Obawiałam się skutków ubocznych, przerażała mnie myśl o możliwym jeszcze większym wysypie krostek na twarzy – tym bardziej, że byłam kilka miesięcy przed studniówką i nie chciałam wyglądać w ten ważny wieczór niczym upiór. W dalszym ciągu łykałam antybiotyki (np. Unidox Solutab).
Po przeprowadzce do Krakowa przeżyłam najgorsze chwile z trądzikiem. Wielkie czerwone krosty pojawiały się nawet na policzkach, a ja zupełnie straciłam ochotę na życie towarzyskie. Ograniczałam jakiekolwiek wyjścia, ponieważ nie chciałam, by ludzie widzieli mnie w tak kiepskim stanie. To właśnie wtedy zaczęłam nakładać na twarz Vichy Dermablend – kryjący podkład, którego używam do dzisiaj. Kosmetyk, którego nie zamieniłabym na nic innego. Kosmetyk, który wiele razy wybawił mnie z opresji i niesamowicie pomógł. Moją recenzję kosmetyków Vichy Dermablend znajdziecie tutaj – klik.
Wybrałam się do Kliniki Dermatologii z nadzieją, że trafię na mądrych lekarzy, którzy rozwiążą mój kilkuletni problem. To było największe rozczarowanie długotrwałego leczenia – najdroższa wizyta dermatologiczna w moim życiu, podczas której dowiedziałam się, że lekiem na całe zło jest herbata z bratka. To wszystko. Dodam jeszcze, że p. Doktor zdiagnozowała moją twarz z odległości 2 metrów przez lupę. Cóż za precyzja… Nie polecam.
Po tym rozczarowaniu wróciłam na „stare śmieci”. Udałam się do p. Dermatolog, która już w czasach gimnazjum przypisywała mi wszelkiego rodzaju specyfiki. Tym razem wysłała mnie najpierw na badania, następnie do ginekologa. Mój problem okazał się problemem hormonalnym. Odkąd zaczęłam zażywać tabletki hormonalne nakierowane na leczenie problemów cery (Atywia), moja twarz ma się coraz lepiej. Dodam jeszcze, że substancje w nich zawarte wywarły również pozytywny wpływ na moje włosy!
Niestety, po uporczywym trądziku na twarzy zostały blizny. Próbowałam pozbyć się ich za pomocą kwasów, jednak na nic się to nie zdało. Nie twierdzę, że kwasy są złe – są naprawdę świetne, jednak nie sprawdziły się w moim przypadku. Wszelkiego rodzaju maseczki, peelingi itp. również sobie nie poradziły. Wygładzały twarz, rozjaśniały, oczyszczały, jednakże problem zawsze zostawał.
Ostatecznie postanowiłam poddać się serii zabiegów laserowego usuwania blizn. Okazało się, że wystarczą mi cztery wizyty. Odbyłam dopiero dwa zabiegi i już teraz jestem zadowolona z efektów. Cera jest w świetnym stanie, blizny coraz mniej widoczne, twarz niesamowicie gładka. Zdarza się, że patrząc rano w lustro, myślę, że w zasadzie mogłabym wyjść z domu bez makijażu. Niecierpliwie czekam na kolejne dwa zabiegi, ponieważ nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała moja skóra. Zabiegi wykonuję w Krakowie na ul. Dietla w Laser Delux (http://www.laserdelux.pl/). Niesamowity ból, ale efekty spektakularne! Na pewno zaprezentuję je Wam za jakiś czas.
Dodam jeszcze, że na co dzień używam kremu Vichy Capital Soleil SPF 50, natomiast na noc na twarz nakładam Avene Cicalfate, który świetnie goi twarz po wszelkich zabiegach.
Co mi pomaga?
Avene Cicalfate, Avene TriAcneal, La Roche Posay Effaclar Duo, La Roche Posay Effeclar K , Skinoren, Cetaphil. To produkty, które mogę Wam szczerze polecić.
Po co to wszystko napisałam?
Dostaję od Was sporo wiadomości i komentarzy dotyczących problemów z cerą. Doskonale wiem, jak to jest, gdy wygląd twarzy odbiera ochotę na wyjścia z domu. Gdy lekarze nie potrafią rzetelnie podejść do tematu, gdy nie są w stanie pomóc. Gdy przepisują lekarstwa, które nie są dostosowane do Waszej cery. Gdy wydajecie ogromną ilość pieniędzy na wizyty i specyfiki, które w żaden sposób nie wpływają na Wasz wygląd. Gdy inni bagatelizują problem, twierdząc, że ludzie na świecie mają większe zmartwienia. Owszem, wygląd nie jest najważniejszy, ale zdecydowanie nic tak bardzo nie zaniża samooceny, nie psuje humoru, nie odbiera nadziei i radości z życia, jak problemy z cerą.
Jeśli macie problem z cerą, koniecznie poszukajcie dobrego dermatologa, który wyśle Was na badania do endykronologa. Endykrynolog zdiagnozuje Wasze wyniki i na tej podstawie, wspólnie z dermatologiem, powinien zająć się Waszą cerą. Pamiętajcie, że nie ma sytuacji bez wyjścia i da się wyleczyć nawet najcięższą formę trądziku!
Macie doświadczenia związane z problemami z cerą? Dajcie znać w komentarzach!
Trzymajcie się ciepło ♥
PS Dla wszystkich niedowiarków – zdjęcia przed i po zabiegach opublikuję za 2 tygodnie. Wtedy uwierzycie i być może zrozumiecie problem. :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






