Lista blogów » Różnotematycznie.

Jak nie dać się nabrać na sztuczki w supermarketach?

Zobacz oryginał
Hej! 

      Mam nadzieję, że weekend spędziliście (a raczej spędzacie) tak, jak to zaplanowaliście, z dużą ilością odpoczynku. Jeśli obserwujecie mnie na Facebook'u, pewnie wiecie, że postanowiłam nieco poszerzyć tematykę bloga. Cieszę się, że propozycja spotkała się z pozytywnym odzewem, dlatego dziś chciałabym zaprosić Was na pierwszy post z cyklu "Na zdrowie!". Zainteresowanie zdrowym odżywianiem w naszym kraju od pewnego czasu jest coraz większe. Zapanował "boom" na bycie fit, na odchudzanie. Siłownie okupowane są przez coraz więcej osób pragnących zadbać o formę, a sklepy z dietetyczną żywnością przeżywają oblężenie. W pełni popieram zdrowy tryb życia, choć uważam, że przesada w żadną stronę nie jest dobra i trzeba pilnować, aby nie stracić kontroli nad wszystkim, czego się podejmujemy. Pewna wiedza z zakresu żywienia jest nam do tego niezbędna. Tym bardziej, że producenci kuszą nas ze sklepowych półek hasłami: "light, o obniżonej zawartości tłuszczu, bez cukru", a biorąc do ręki jogurt owocowy może okazać się, że owoców jest tam 1% albo... wcale. Dlatego właśnie zdecydowałam się podzielić z Wami choć częścią tego, co zostało mi przekazane na studiach. W tym semestrze czeka mnie obrona pracy inżynierskiej, a Was czeka garść wiedzy i porad od... przyszłego inżyniera technologa żywności. Postaram się przekazać wszystko w jak najprostszy i zrozumiały sposób tak, abyście złapali najważniejsze fakty, a skomplikowane nazwy stały się nieco jaśniejsze :)
     Dzisiejszy wpis potraktujcie jako małą "rozgrzewkę" do poznawania tajemnic etykiet, składów, dodatków do żywności, produktów light czy fit. Zobaczycie też, dlaczego warto sprawdzać, ile naprawdę jest sera w serze, szynki w szynce, mięsa w parówce czy pasztecie. Rzucę Wam też garść porad dietetycznych, które mogą okazać się naprawdę proste i... tanie! Wystarczy wprowadzić kilka nowych zasad, uważnie patrzeć, co kupujemy i okaże się, że nie zawsze trzeba zostawiać majątek w sklepach ze zdrową żywnością.

Bez%C2%A0tytu%C5%82u.png

    Czym nas karmią supermarkety? Wbrew słowu "karmią" samo jedzenie nie będzie głównym tematem. Dziś przekonacie się, jak sklepy robią nas w "balona" swoimi hasłami (i nie tylko). Jak manipulują naszym umysłem, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Same opakowania bardzo  na nas oddziałują- wielkie napisy "light", "bez dodatku cukru", "obniżona zawartość tłuszczu", apetyczne zdjęcia jedzenia (często nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością), zapach, a nawet... czcionka tekstu. 

1. KOLOR OPAKOWANIA. Czy wiecie, że nawet kolor opakowania ma znaczenie? Naukowcy udowodnili, że gorąca czekolada najlepiej smakuje, kiedy pijemy ją w beżowym lub pomarańczowym kubku. W białym czy czerwonym podobno jest dużo gorsza. Niebieski kolor paczki chipsów kojarzy nam się z solonymi, zielony- z cebulowymi, czerwony- ze smakiem papryki. Ale to akurat każdy z nas doskonale wie.

2. ZAPACH. Kolejny z wyróżników, które kształtują nasze "zachowania" i decydują o tym, co wpadnie do naszego koszyka. Nie wiem, czy nie powinnam go wymienić nawet wyżej. Tutaj producenci nie mają zbyt wiele do powiedzenia, o wszystko dbają markety i centra handlowe. I to wystarczy. Zastanawialiście się, dlaczego stoiska z pieczywem ustawione są bezpośrednio przy wejściu, a tuż obok nich unosi się piękny, słodki, apetyczny zapach? Potem okazuje się, że pączek kupiony w takiej "piekarni" wcale nie jest tak smaczny, jakby mogło się wydawać. Coraz więcej supermarketów kusi świeżym zapachem pieczywa z własnej piekarni, przy czym kupowane na tłusty czwartek pączki z Lidla podobno są robione z "proszku". Pilnujmy takich rzeczy- często aromaty rozpylane są sztucznie, by konsument chętniej kupił coś, przekonany o świeżości. A co z restauracjami? Zapachy z kuchni są zazwyczaj zlokalizowane tuż przy sali restauracyjnej. Podchodząc do lady, widzimy apetyczne dania podane innym klientom, całą gamę sałatek "za szkłem", słyszymy trzeszczenie sztućców, odgłos smażenia rybki czy innego mięsa. To wszystko wzmaga apetyt.

3. MUZYKA. Tak, muzyka. Muzyka w supermarketach jest zawsze spokojna, nierzadko usypiająca, przyjemna dla ucha. Ma to na celu stworzenie warunków... idealnych do dezorientacji i podejmowania pochopnych decyzji. Człowiek zwalnia, zatrzymuje się, nie raz traci poczucie czasu i po prostu spędza więcej czasu przy sklepowych półkach. Brzmi nieprawdopodobnie? To jedna z ważniejszych sztuczek, które wprowadzają właściciele sklepów do swoich "królestw" :) rada? Lepiej załóż słuchawki z własną, dynamiczną muzyką- udowodniono, że przyspiesza działanie i podjęcie decyzji.

4. UKŁAD SKLEPU. Idziesz do sklepu. Planujesz kupić chleb, ser, szynkę i mleko. Tylko te rzeczy, których brakuje Ci na przykład na śniadanie. Wchodzisz, mijasz barierki, bierzesz koszyk. Mijasz regały z urządzeniami RTV, AGD, komputerami, przyborami szkolnymi, chemię, kosmetyki. Pół biedy, bo akurat od nich jeszcze łatwiej się powstrzymać, kiedy masz w głowie hasło "jeść!". Jesteś przy regale ze słodyczami. I co? Bierzesz batonik- jeden, drugi, widzisz promocję na ulubione cukierki i bierzesz całą torebkę. Kuszą plakaty "PROMOCJA! 2 W CENIE 1!". Czemu by nie wziąć czegoś na przekąskę? Chipsy i paluszki też są podejrzanie blisko wejścia. A chleb i nabiał? Zazwyczaj usytuowane są na samym końcu sklepu. Tak, żebyś był pewien, że w drodze po potrzebne rzeczy sięgniesz także po to, co po prostu jest twoim kaprysem. A jeśli uda ci się ustrzec przed słodką pokusą, okazję masz jeszcze stojąc w kolejce do kasy. Zawsze przy niej znajdują się gumy rozpuszczalne, batony, dropsy, lody, no czego dusza pragnie. I tak lądują na taśmie. To właśnie kolejne celowe działania stosowane w supermarketach.

5. PROMOCJE. Temat- rzeka. Znamy to wszyscy. Dlaczego nie wziąć dwóch opakowań ulubionej kawy na promocji? Trzymajmy rękę na pulsie, bo okazuje się, że często okazja nie jest prawdziwą okazją. Kilogram wspomnianej kawy w normalnej cenie może być tańszy, niż dwa mniejsze torebki w cenie promocyjnej. Ponadto przyjęło się, że na przykład majonez w większym opakowaniu opłaci się kupić bardziej, niż w małym. Ale nie zawsze. Markety "żerują" na takich przyzwyczajeniach. Zwracajcie więc uwagę na cenę za kilogram. Poza tym promocje są w zasadzie po to, abyśmy po prostu wzięli więcej i... zapłacili więcej. Wydaje się proste, ale wszyscy się na to nabieramy.

6. PRODUKTY NA PÓŁKACH. Zawsze produkty firmowe, znanych marek, ułożone są na półkach tak, aby rzucały nam się w oczy od razu. Zwykle są po prostu na wysokości naszego wzroku. W biegu często bierzemy "ja leci". Te tańsze znajdują się natomiast na samym dole- tak, abyśmy musieli się do nich schylić. No i porządnie rozejrzeć, zanim je znajdziemy. Kolorowe opakowania czekolady z wizerunkiem Scooby Doo, napoje w kartoniku z twarzą Śpiącej Królewny, Hello Kitty i innych bajkowych postaci dziwnym trafem są ustawione niżej. Dlaczego? To proste- aby dzieci zwróciły na nie uwagę. No i jak, chyba nie oprzesz się słodkim oczkom córeczki, nie zabierzesz jej z ręki soczku, kiedy sama po niego sięgnie, lub nie będziesz robić sobie wstydu, kiedy zacznie płakać przy ludziach :)

7. BRAK OKIEN. I już nie zauważysz, że zrobiło się ciemno, a Ty wędrujesz po markecie kolejną godzinę. Patrz więc na zegarek, kontroluj moment, kiedy wejdziesz do sklepu, bo... w tym serio można się zatracić :) 

sdasdas.png

    Jak się uchronić przed niechcianym zakupem? Część rad napisałam już powyżej. Ale przede wszystkim- przed wyjściem zróbcie listę zakupów, zastanówcie się, co jest Wam potrzebne. Dobrym wyjściem jest, zamiast wziąć wózek- wybrać mały koszyk. Po pierwsze- szybciej się napełni, a więc kupicie mniej. Po drugie- będzie Wam z każdym kolejnym produktem ciążył coraz bardziej. Dobrze jest "zostawić" w domu swoje dzieci. One lubią nami manipulować. Weźcie swoją muzykę, zjedzcie coś przed wyjściem i ruszajcie w świat! :) 

Dajcie znać, jak podobał Wam się ten post.
Macie jakieś doświadczenia bądź własne spostrzeżenia związane z zakupami?
(zdjęcia nie są mojego autorstwa, znalezione w Google)

Buziaki,
Kats. 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.