Internet jest mniej bezpieczny niż nam się wydaje
Zobacz oryginał śr., 11/03/2015 - 19:14Nazywam się Agata Netter. Bloga, którego teraz czytasz, prowadzę od sześciu lat. Dziś po raz pierwszy pojawia się na nim moje imię i nazwisko.
Dlaczego dopiero teraz?
Jedno słowo:
Stalking.
…
Anonimowość w Internecie nigdy mnie nie bawiła. Po prostu nie, nie moja bajka. Korzystałam z różnych for dyskusyjnych, prowadziłam kilka blogów, zawsze podpisywałam się jako „agacior89”. Nawet te bardziej kontrowersyjne wypowiedzi, choć czasem kusiło, żeby jednak skryć się za zasłoną anonimowości. Komuś kiedyś zalazłam za skórę i spadł na mnie cios, którego się zupełnie nie spodziewałam. Ktoś podpisując się jako „fanatyk Agaty Netter” zaczął mnie trollować wszędzie tam, gdzie jestem – najpierw wyznając miłość, potem obrażając, a na koniec wywlekając informacje, które publicznie nie powinny się znaleźć. Oczywiście wyznania mnie bawiły, bluzgi jeszcze bardziej, ale nie, nie pozwolę na to, żeby ktoś publicznie obrażał moją matkę. Na szczęście sprawa szybko ucichła, „fanatykowi” dość szybko się znudziło, a ja zdałam sobie sprawę, że moje imię i nazwisko prawdopodobnie nie powtarza się za często i nie jest łatwo dotrzeć do tego, gdzie mieszkam i kim są moi rodzice. To było podan 10 lat temu, a ja od tamtego czasu w internecie byłam wszędzie Agatą Agacior.
Mój coming out nastąpił trochę nie całkiem z mojej woli, ale polityka facebooka to temat na oddzielną notkę; no cóż, stało się, hurra. Możecie mnie teraz guglać, większość wyników na szczęście udało mi się usunąć w porozumieniu z administratorami różnych for i blogów, na szczęście w moim życiu zmieniło się wiele i dziś prędzej mi psychicznie do bycia oprawcą niż ofiarą stalkingu, jednak tego nie robię. Jestem normalna.
Niestety, nie możemy zakładać, że każdy jest. W sieci istnieje trochę nieformalne przyzwolenie na różne formy gróźb – „zabiję Twoją matkę”, „znajdę, gdzie mieszkasz i Ci przypierdolę” to w sieci codzienność, która nikogo nie dziwi. Nikt nie traktuje takich gróźb poważnie, bo najczęściej poważne nie są… Ale co, jeśli są?
Jakiś czas temu znajomy pod swoim zdjęciem otrzymał komentarz, którego treść brzmiała mniej więcej „jak Cię spotkam na ulicy, dam Ci w ryj”. Reakcja znajomego: kodeks taki a taki, za groźby grozi grzywna taka a taka. Usłyszał, że gwiazdorzy. Krwa co?
Domyślam się, że autorem komentarza był głupi szczyl, który w realu pewnie by jeszcze chciał autograf od jutubera – wiecie, kozak w necie, pizda w świecie – ale zszokowała mnie reakcja dorosłego, człowieka. To my sami wyznaczamy granicę, co jest dla nas komfortowe, a co nie, a jeśli groźby w sieci, nękanie i zastraszanie przekracza granicę, w której czujemy się dobrze, trzeba o tym mówić. TRZEBA. Jasno i przejrzyście dać drugiej stronie do zrozumienia, że nie życzymy sobie od niej uporczywych komentarzy, maili, czy prywatnych wiadomości, i że jesteśmy świadomi, że sprawą w każdej chwili może zająć się policja. Dziś stalking jest ścigany prawnie, a zapis Kodeksu Karnego określa jego definicję i wymiar kar.
Art. 190a. Uporczywe nękanie – stalking
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
Wszystkie wymiary stalkingu, nawet te z pozoru błahe, warto zgłosić – nawet dzieciak, grożący w komentarzu na youtube, może posunąć się o krok dalej. Jeśli czyjeś zachowanie Was niepokoi, a czujecie, że ktoś przekroczył granicę między żartem a realną groźbą, jeśli czyjeś zachowanie was męczy, nie bójcie sie powiedzieć jasno, że sobie tego nie życzycie. I że wiecie, jakie prawa Wam przysługują. Z drugiej strony – często sami prowokujemy do takich zachowań, publikując trochę zbyt intymne zdjęcia czy udostępniając trochę za dużo danych osobowych. W sieci lepiej czasem powiedzieć trochę za mało niz trochę za dużo – internet nie zapomina, a raz opublikowane roznegliżowane zdjęcie zostanie w nim na zawsze. Nie warto samemu się podkładać!
Mieliście kiedyś sytuacjie, które naruszyły Waszą granicę intymności w sieci? Sprawdzacie, czy nie podajecie zbyt duzo danych w sieci?
P.S. Jeśli chcecie poznać historie, które mną wstrząsnęły – tutaj http://krotkiporadnik.pl/horror-ktory-przezylam sprawa Justyny, o której głośno było kilka miesięcy temu w internecie, tutaj http://www.lidiapiechota.pl/2015/02/lans-na-stalkera.html historia Lidii Piechoty – wstrząsająca o tyle, że mimo publicznego jej nagłośnienia, od dziesięciu lat toczy się bez skutku.
P.S. dzięki dla Jacka za bycie moim Stalkerem. W sensie do zdjęcia!
Post Internet jest mniej bezpieczny niż nam się wydaje pojawił się poraz pierwszy w Blog o modzie.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




