Lista blogów » The Polaroid Book

Grey bomber jacket

Zobacz oryginał

Od dawna nie jestem już regularnym gościem warszawskich secondhandów.  Moja przygoda z ciuchami z drugiej ręki zaczęła się jeszcze w liceum, ale wtedy cena za kilogram nie przekraczała 40 zł, co moim zdaniem jest uczciwą kwotą za używane ciuchy (i nie mówię tu o tych selekcjonowanych w stanie idealnym). Dzisiaj w większości lumpeksów kwoty mnie przerażają, oscylując w granicach 80-90 zł, co jest naturalnym następstwem wielkiego zainteresowania tym tematem i powstania trendu na dawanie ciuchom drugiego, a czasem i trzeciego życia. Jestem za tym i uważam to za wspaniałą ideę, jednak mam czasem wrażenie, że to już przechodzi w zwykłe naciągactwo. Nie mam nic przeciwko wycenieniu płaszcza z wełny w stanie prawie nie wskazującym na używanie na 90 zł, ale na przecenie w jednym z sieciowych sklepów taki płaszcz kosztuje prawie tyle samo i tym razem faktycznie nie był noszony ani używany. Mam natomiast wiele uwag do wyceniania odzieży na kilogram na kwoty powyżej 80 zł, bo zazwyczaj są to po prostu… szmaty. Często są pozaciągane, podarte, zmechacone i wymagają sporo poprawek, żeby wyglądały niemal jak nowe – i zwyczajnie nie są warte takich pieniędzy. Od kiedy pojawiła się moda na secondhandy, stało się to złotym biznesem dla sprzedawców, ale niekoniecznie opłacalnym dla kupujących.

Mimo wszystko jednak mam świadomość, że ciuchy z lumpeksów zawsze będą miały przewagę nad tymi ze zwykłych sieciówek – po pierwsze, bo to jednak okazja kupić prawie bową kurtkę typu bomber za kilka złotych i po drugie, bo często rzeczy, które tam znajduję są unikalne i nie dane mi będzie spotkać koleżanki w takiej samej bluzce czy sukience. To największe plusy kupowania ciuchów z drugiej ręki.

Dlatego korzystając z okazji i wolnej soboty umówiłam się z dziewczynami – Kasią, Patrycją i Olgą – na małą lumpeksową podróż poza Warszawę. Mniejsze miasta nadal mają znacznie przystępniejsze ceny i można tam znaleźć mnóstwo perełek. Do domów wróciłyśmy z kilkoma torbami fajnych ubrań, co idealnie obrazuje zdjęcie poniżej. ;)

48dc14b6b1d311e3a50b1293d14edd3b_8.jpg

Instagram @alchornea

Jednym z moich lumpeksowych łupów była szara kurtka typu bomber. Metka wskazuje na H&M, stan na praktycznie brak użytkowania, a cena na jakieś… 2-3 zł. Uwielbiam bombery, ale do tej pory w mojej szafie nie pojawił się jeszcze żaden model, bo nigdy nie mogłam się zdecydować, czego szukam. Podobały mi się wersje kwiatowe, sportowe, skórzane, kolorowe i czarne, ale znajdując to cudo w gołębim odcieniu stwierdziłam, że jest idealna. Zestawiłam ją z bluzką z H&M w kwiatowy wzór i skórzanymi spodniami w burgundowym odcieniu. Żółta torba typu shopper i wygodne workery to podsumowanie tej stylizacji, jest idealnie tak, jak lubię. Nie nudno i nie sztywno, wygodnie i nie przesadnie luźno. Wiosennie kolorowo, ale bez przesłodzenia.

DSC07371.png DSC07322.png DSC07315.png DSC07355.png DSC07329.png DSC07336.png DSC07356.png DSC07370.pngbomber jacket|kurtka bomber – second hand  /  blouse|bluzka – H&M
pants|spodnie – Reserved  /  worker boots|workery – no name
shopper bag|torba – Solar  /  jewelry|biżuteria – Parfois, H&M, gift
watch|zegarek – Michael Kors

photos|zdjęcia – Szafa Oli

 

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.