Lista blogów » aschaaa

Gesund leben / Zdrowe odżywianie - co Ty na to?

Zobacz oryginał
teaser_hoch_m400x.jpg




DE: Ich habe mir nie gedacht, dass es irgendwann schreibe, aber manchmal ist es so, dass wir bestimmte Dinge in relativ kurzer Zeit komplett verändern. Ich bin ein perfektes Beispiel. Was meine ich? Gesunde Ernährung.  

Meine alten Essgewohnheiten

Vor einem Jahr berichtete ich Euch, wie ich abnahm bzw. wie ich mein Gewicht halte. Alles schön und gut, aber jaa… das war doch im Sommer letztes Jahres. Ich wusste, dass Dezember, Januar wieder stressig in der Arbeit sind, deswegen streckte ich den Konsum von Süßigkeiten, Chips und Eis. In der Tat nahm ich 2kg, nicht wie im letzten Jahr 4kg zu. Naja, ich trainierte zwar, aber ich strengte mich auch nicht an. Jeden Tag begann ich mit einem Eiskaffee in Mc Donalds und Bacon-Käse Toast. Manchmal ging ich noch zum Ströck eine leckere Vanilleschnecke zu holen… Das Mittagsessen war entweder Fast Food oder indisches Essen in einem Restaurant an der Ecke von meinem Büro oder ein Kebab. In seltenen Fällen hatte ich was mit, obwohl ich eigentlich jeden Tag kochte – meistens aber für meinen Peter. Am Abend sagte ich nicht „Nein“ zu Süßigkeiten. Am Wochenende war selbst gebackener Kuchen in der Speisekarte.  Manchmal, um das Gewissen zu beruhigen, aß ich etwas Joghurt. Also so schlimm war ja wohl nicht… in der Früh trank ich ein Glas Wasser mit der Zitrone und Ingwer und grünen Smoothie. Im Laufe des Tages naschte ich ständig was – trockene Pflaumen, einige Pistazien oder Pralinen von meiner Arbeitskollegin. Und von Zeit zu Zeit trank ich ein Cocktail oder Glas Wein – das ganze half auch nicht Gewicht zu verlieren.

Wir fangen mit einer Diät an

An einem schönen Montag nach einem Fresswochenende sagte mein Mann zu mir, dass er abnehmen möchte. Ich wusste genau, über welche Diät er spricht. Sehr restriktiv (erste Phase dauert 3 Wochen und dann die nächste und die nächste Phase). Wie auch immer, ich habe den Peter ausgelacht und meinte ich mache sicher nicht mit. Ich kann doch ohne Süßigkeiten leben. Schließlich überredete er mich ... aber gut – wir beginnen beide - das wird eine größere Motivation.

Ok, wir sind auf einer Diät ... also Krise Nr. 58!

Okay, ich wusste, er wird schwer sein, aber dass es so verdammt schwer sein wird, dachte ich nicht! In den ersten Tagen der Diät war ich so schwach, dass ich die Kraft nicht hatte, aus dem Bett zu kommen.  Und das Essen selbst? Katastrophe! Nur Hühnchen, Gemüse, zwei Früchte pro Tag. Bleeeeeh! Wo sind die Süßigkeiten, Fast Food? Ich war so Hass auf mich selbst, dass ich meinem Peter über die Diät erzählte. Die zweite Woche war so traurig, dass es schade ist, es zu erwähnen. In der dritten Woche war ich auf der Suche nach Rezepten für hausgemachte Süßigkeiten und Leckereien, die in der zweiten Phase erlaubt sind. Ich saß im Büro und sabberte den Monitor. Deswegen entdeckte ich ur viele leckeren Sachen, die mir ein wenig Süßigkeiten ersetzen können.

Kampf der Gewohnheiten

3,5 Wochen restriktiven 500kcal sind vorbei. Jetzt können wir 1500kcal essen, wir müssen aber  Kohlenhydrate und Zucker meiden. Es ist nicht leicht, denn Kartoffeln, Reis, Nudeln sind tabu. Naja, ich halte mich trotzdem an dem Plan. Seit mehr als einem Monat aßen wir kein Brot und es fehlt mir gar nicht! Knäckebrot mit Sesam schmeckt genauso gut, oder sogar besser! Omelett, Fisch in Tomatensoße, gegrilltes Hähnchen mit Knoblauch-Joghurt-Soße schmecken genial. Und von mir gehasster Salat schmeckt gar nicht so schlecht.

OK, die Diät ist vorbei, und was ist dann?

Ich warte schon auf die Zeit! Ich freue mich schon auf die Produkte wie Hirse, Kokosöl zum Braten, Sesampaste und Erdnussbutter (was ich regelmäßig zu Hause nachmache - nächste Woche kommt das Rezept auf dem Blog), Humus, Quinoa, Gojibeeren, Chiasamen, Leinsamen, Amaranthus, Koriander. Ich trinke wieder Mandelmilch und Kokosmilch. Einige dieser Produkte nach wie vor sind ein Tabuthema in meiner Küche, aber für ein paar Wochen werde ich wieder sie in das Menü einziehen könnten. In London fand ich eine Firma, die leckeren Schokoriegel auf Basis von Trockenobst produziert - ohne Sirup, Zucker – einfach nur lecker. Heute Abend werde ich versuchen, es allein zu produzieren. Was sagt Ihr zu Sesamriegel und hausgemachte Halva? Ich bin schon gespannt, Euch die neuen Rezepte bekannt zu geben. Natürlich will ich mit dem Ganzen nicht sagen, dass ich Pizza oder Pommes nicht mehr essen werde. Wenn die Diät zur Ende ist, wollen wir uns auf die gesunden Lebensmittel konzentrieren. Langsam werden wir Nudeln durch Vollkornnudeln oder ein normales Reis durch Wildreis ersetzen. Alles ist für die Menschen, aber das ist unsere Entscheidung wie viel, wann und wie oft wir uns für die ungesunden, verarbeiteten Produkte entscheiden. In meiner Küche werde ich noch immer Gerichte aus Indien, Thailand, Sri Lanka und Georgien kochen. Und wenn Gäste kommen, werde ich eine Torte servieren. Aber wir wollen die guten Gewohnheiten pflegen.
Über mein tägliches Menü berichte ich auf dem Blog
.
Wie sind Eure Essgewohnheiten?
 ________________________________________________________________________


PL: Nie sadziłam, że kiedyś to napisze, ale czasem jest tak, że potrafimy zmienić swoje postrzeganie pewnych rzeczy o 360stopni w stosunkowo krótkim czasie. I jestem tego świetnym przykładem. Nic nie stało się dobrowolnie i z mojej wolnej nieprzymuszonej woli, ale się stało.
O czym mowie — o zdrowym odżywianiu.

Moje stare nawyki żywieniowe, czyli co jadłam i jak jadłam kiedyś


Rok temu pisałam Wam, jak schudłam i że uważam na to, co jem. No pięknie i fajnie, ale wszystko do czasu urlopu. Ja nie wiem co te wakacje robią ze mną. Wiedziałam, że grudzień, styczeń znowu będzie mocno napięty w pracy i ograniczałam spożywanie słodyczy, chipsów i lodów. W gruncie rzeczy przytyłam 2kg, a nie jak w tamtym roku 4kg. Dalej ćwiczę sobie, ale jakoś nie ma szaleństwa. No, ja po prostu lubie podjadać. Każdy dzień zaczynałam kawą lodową w Mc Donald's i tostem z bekonem i serem. Czasem zaglądnęłam tez do piekarni, żeby mieć słodką, ociekającą lukrem drożdżówkę na drugie śniadanie. Na obiad albo był fast food, albo kuchnia indyjska w knajpce na rogu przy moim biurowcu, albo kebab. Zadko, kiedy brałam cos do pracy z tego, co gotowałam w domu, bo przecież gotuje od zawsze i to codziennie — ale w większości dla mojego Pety. Wieczorem nie stroniłam od czegoś słodkiego bądź jakiegoś małego cheeseburgera w drodze do domu, ach no przecież "i tak poćwiczę, nie?". W weekend na stół wyjeżdżało ciasto, które piekłam sama, bo ja kocham piec, a że wsunęliśmy je w przeciągu jednego wieczora, no trudno, takie dobre upiekłam. Czasem dla uspokojenia sumienia zjadłam jakiś jogurt. Owszem rano piłam wodę z cytryna i imbirem i zielona smoothie, ale przez cala resztę dnia jakoś super nie patrzyłam na to, co jem. Mam ochotę cos podjeść? Bo ja nie byłam głodna, ja miałam zachcianki, a bach śliweczka suszona, trochę pistacji, poszło się do kumpeli w pokoju obok, ona ma zawsze czekoladki w szufladzie biurka. A ze od czasu do czasu lubie wyskoczyć gdzieś cos zjeść i się czegoś napić, to dodatkowe kalorie w postaci drinków i wina wcale nie pomagały chudnąc.

 Dlaczego zaczęłam uważać na to, co jem? 
Czyli zaczynamy dietę!


Któregoś pięknego poniedziałku, po maksymalnym obżarstwie w weekend — najpierw bufet u chińczyka "all you can eat", a potem suto zakrapiana impreza u kuzynki Pety, mąż powiedział ze on chce się odchudzić. Wiedziałam o tej diecie od kumpeli. Bardzo restrykcyjna, dłuuuuga (pierwsza faza trwa ponad 3tygodnie a później kolejna i kolejna faza). Zresztą wiecie, jakbym pomyślała ze ktoś może zabronić mi słodyczy to bym była w stanie pobić. A tu mam z ich zrezygnować sama? Hahahaha - w życiu! Machnęłam na Pete ręką, powiedziałam ze spoko, mogę mu gotować to, co jest na tej diecie i tyle. Peta się zawziął, imponowało mi to trochę. W końcu namówił mnie, żebym ja też spróbowała... o ludzie ja tak bardzo nie chciałam, no ale dobra, jakby on schudł a ja nie to bym się wkurzała, wiec spoko, zaczynamy we dwójkę — będzie większa motywacja.


Ok jesteśmy na diecie... co teraz? Czyli kryzys po raz 58!


Dobra, ja wiedziałam ze bedzie ciężko, ale ze az tak cholernie ciężko to nie! Przez pierwsze dni diety byłam tak słaba, ze nie miałam siły się podnieść z łóżka. Najlepiej by było jakby mnie peta kopnął, strugałabym się aż pod sama ubikacje, o! Zresztą to jedzenie — jakiś koszmar i obłęd. Dajcie żyć! Sam kurczak, warzywa, dwa owoce dziennie, wszystko gotowane, albo grillowane, zaraz się porzygam. Gdzie to lody, słodycze, fast foody? Płakać mi się chciało na samą myśl ze teraz to tak 3,5tygodnia. Wyzywałam Pete, wyzywałam siebie, że zagadałam kumpele o to, jak schudła i ze fajnie wygląda, wyzywałam siebie, bo po jakiego grzyba opowiadam takie rzeczy Pecie. No następnym razem nic mu nie mów Agata, głupku, bo masz za swoje. Męczyłam się bardzo. Pierwszy tydzień nie miałam siły na nic. Drugi tydzień był taki smutny, ze nawet o tym nie myślę, w trzecim tygodniu zaczęłam szukać przepisów na domowe słodycze i smakołyki, które wolno nam jeść w drugiej fazie. Siedziałam w biurze i śliniłam monitor. Dzięki temu doszłam do tego, że jest mase pysznych rzeczy, które choć trochę mogą zastąpić słodycze. W pracy się zarzekałam, ze jak skończę z dieta to rzucam się na czekoladę i musiałam trzymać ręczniki papierowe kolo rachunków, kiedy ktoś częstował ciastem, by nie poslinic rachunkow :P

 

Stare nawyki ustępują miejsca nowym


3,5 tygodnia restrykcyjnych 500kcal minęło. Teraz możemy jeść 1500kcal, ale unikamy skrobi i cukru. Nie jest to proste, bo odpadają kartofle, ryz, makarony, czyli to, co człowiek zawsze serwował do mięsa i salaty na obiad. Zresztą napchać się kurczakiem — śmieszne, wolałam się napychać kaszą. No ale trzymam się planu. Od ponad miesiąca nie jemy chleba i wiecie co? Nie brakuje mi go wcale a wcale! Zastępujemy chrupkim pieczywem z sezamem, ale nigdy nie przekraczamy 5 małych kromeczek. Omlet z jajek, ryba w pomidorach, grillowany kurczak z sosem jogurtowo-czosnkowym smakują inaczej — lepiej. I nawet ta sałata, którą nie cierpię szczerze jakaś taka zjadliwa się stała.


OK, dieta się skończy i co dalej?


Ja już bardzo czekam na ten czas. Dzięki temu ze muszę uważać w dalszym ciągu na to, co jem, przypomniałam sobie o takich produktach jak kasza jaglana, olej kokosowy do smażenia, pasta sezamowa i masło orzechowe i sezamowe (które robie sama — przepis w przyszłym tygodniu na blogu!), humus, komosa ryżowa, jagody goja, nasiona chia, siemię lniane, amarantus, kolendra. Przeprosiłam się z mlekiem migdałowym i kokosowym. Owszem część tych produktów dalej jest tematem tabu w mojej kuchni, ale za jakieś dwa tygodnie znowu będę mogla je wciągnąć do jadłospisu. Wypad do Londynu uświadomił mi również, ze słodycze to nie tylko snickers & co. Znalazłam tam firmę produkująca pyszne batoniki na bazie suszonych owoców — bez syropów, cukru i innego dziadostwa. Dzis wieczorem będę próbować zrobić je sama. A co powicie na sezamki i chałwę domowej roboty? Już się ciesze jak będę mogla Wam podać te wszystkie przepisy!

Owszem nie popadam w paranoje i nie będę się zarzekać, ze ja już nie zje kurczaków z KFC albo frytek. Pizza hut tez będzie do mnie machać podczas każdego pobytu w Polsce. Zresztą ja kocham pierogi i nasze napoleonki, wiec nie to ze ja taka święta, a potem na istagram wrzucę kawałek tortu. Nie, nie. Kiedy dieta skończy się w całości, chcemy się skupić na tym, by rozsądniej dobierać jedzenie i produkty, z których gotuje. Powoli będziemy zamieniać makarony na te pełnoziarniste, biały ryz na dziki. Zresztą nie chce skreślać z mojej listy ulubionych restauracji - japończyka z cudownym avocado maki, tylko dlatego, że jest tam biały ryz. Nie zrezygnuje w kaczki w sosie mango, która kocham, bo mango należy do bardzo słodkich owoców. Nie mowie, ze Mc Donald's mnie już nie zobaczy, bo to byłaby hipokryzja. Nie, nie nie. Wszytko jest dla ludzi, ale to nasz rozsadek musimy nam podpowiadać ile, kiedy i jak często sięgamy po te niezdrowe przetworzone produkty. Moja kuchnia dalej będzie gościła potrawy z Indii, Tajlandii, Sri Lanki czy Gruzji. I kiedy przyjdą goście to na stół zaserwuje torta. Ale my dla siebie chcemy wyrobić sobie na stale takie zasady żywieniowe, jakich trzymamy się teraz podczas diety. O tym, jak wygląda moje dzienne menu już niedługo na blogu.

Jak Kochani wyglądają Wasze nawyki żywieniowe?



Zaloguj się, żeby dodać komentarz.