#FWPL - 13. edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Zobacz oryginał wt., 24/11/2015 - 15:39W dniach 12 - 15 listopada w gmachach hotelu DoubleTree by Hilton i Klubu Wytwórnia w Łodzi odbyła się trzynasta już edycja najważniejszego polskiego wydarzenia poświęconego modzie - FashionPhilosophy Fashion Week Poland.
I ja tam byłam - a że działo się wiele, to i podzielić się moimi wrażeniami z Wami postanowiłam.
Zawsze tylko na pojedyncze pokazy i na Strefę Showroom.
A to od mojej poprzedniej szefowej wejściówkę dostałam, a to wygrałam zaproszenie na jednym z łódzkich portali - generalnie: przypadkiem i z pewną taką nieśmiałością w te wielkiej, polskiej mody progi trafiałam.
Wiele bowiem czasu zajęło mi przestawienie swojego myślenia na normalne - moim zdaniem - tory.
Wiele wody w Bzurze przepłynąć musiało, nim zrozumiałam, że do oglądania mody i wysnuwania z tego, co się ogląda wniosków jakichś nie potrzeba żadnych szkół ani stanowisk ważnych piastowania.
Owszem - pewne obycie artystyczne (albo raczej - estetyczne) i obcowanie z modą inną, niż ta na wystawach i witrynach popularnych sieciówek niesamowicie ocenę tego, co się widzi ułatwia i zaznajamia z kategoriami, według których formułować ją się powinno.
To jest coś, z czym nawet polemizować nie próbuję.
Aksjomat.
Tak, jak każdy przecież ma prawo do swojej opinii na temat książki, czy filmu, tak bez wiedzy dostępnej absolwentom studiów filologicznych lub filmoznawczych lepiej nie próbować popełniać żadnych kategorycznych opinii na temat ich kunsztu artystycznego.
Bo można się zbłaźnić próbując bronić publicznie zdania, że Dom nad rozlewiskiem jest największym osiągnięciem literatury polskiej napisanej pod roku 1989, a To nie tak jak myślisz, Kotku bije na głowę konstrukcją fabularną i scenariuszem kino moralnego niepokoju.
Ale podobnie jak literatura, film, czy kino moda jest dziś uznawana za sztukę (Tatarkiewicz pisał, że Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać), to skoro każdy może iść do teatru, przeczytać książkę i obejrzeć dany film, tak i każdy ma prawo do obcowania z modą.
Tą wybiegową, projektancką, "światową".
Choćby po to, by - podobnie jak w wypadku innych sztuki dziedzin - rozwijać swoją wrażliwość.
I żeby dobrze spędzić czas w gronie osób, którym takie czasu spędzanie również wydaje się fajne - jednymi z funkcji sztuki są przecież funkcje ludyczna i integracyjna.
Dlaczego więc odmawiać sobie prawa do dobrej zabawy?
Zwłaszcza, gdy ma ją człowiek niemal pod nosem i niewiele wysiłku musi włożyć w to, by w niej uczestniczyć?
Jednym z powodów, który skłonił mnie do wybrania się na tę edycję FWPL był fakt, że jest to impreza tłumnie przez blogerów oblegana.
A ja bardzo chciałam spotkać się wreszcie z tymi w blogosferze zapoznanymi osobami, których przy innej okazji spotkać bym rady nie dała!
Wiadomo, mała jest szansa na to, że jeśli będzie się przebywać służbowo/wakacyjnie w jakimś mieście, z którego wiemy, że dana osoba pochodzi, to akurat tego dnia lub w tym czasie będzie mogła ona się z nami spotkać.
Tutaj spotkanie możliwe jest bez większych problemów :)
Trochę mi przykro, ale nastu lat już nie mam, obrażać się nie będę ;)

Jerzy Antkowiak na Gali Otwarcia 13. edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Tak więc zmuszone byłyśmy odpuścić udział w kilku ostatnich pokazach każdego dnia.

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Jej kolekcja zachwyca - to doskonałe połączenie kobiecości delikatnej, dziewczęcej niemal (te groszki!) ze stylem wielkich dam (futra - komu futro nie kojarzy się z klasą wielkich dam i urokiem paryskich ulic w początkach ubiegłego wieku?).

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Pokazu Natalii Jaroszewskiej żałuję zaś dlatego, że to, co zaprezentowała było klasycznym wydaniem stylu boho - a jak wiecie: ja boho uwielbiam.

Pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Te ubrania są - moim zdaniem - piękne!
A jak te wszystkie szerokie spodni nogawki i długie sukienki/spódnice falować na modelkach musiały!
Ach i och!

Pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Fajnie to wyszło - dużym nietaktem ze strony organizatorów byłoby przemilczenie tych wydarzeń paryskich.
Średnio szczerze wypadłyby też akcje w stylu minuty ciszy.
Pytanie tylko, czy gdyby projektantka (lub też reżyser jej pokazu - bo nie mam pojęcia, na ile w takich kwestiach zdanie należy do projektanta, a na ile do kogoś, kto mu te sprawy wizualne ogarnia) nie zdecydowałaby się na taki krok, to rzeczeni organizatorzy wpadliby na podobny pomysł.
A może to był pomysł odgórny właśnie, a skoro Natalia Jaroszewska najbardziej ze wszystkich prezentujących swoje kolekcje w sobotę projektantów wpasowała się w hipisowski - możliwy do wykorzystania pacyfki - klimat, to w jej pokazie postanowiono ją umieścić?
Kiedyś się tego na pewno dowiemy ;)

Finał pokazu kolekcji Natalii Jaroszewskiej
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
No dobrze - a jakie są moje wrażenia odnośnie pokazów, w których mogłam uczestniczyć?
Jeśli chodzi o same prezentacje - fantastyczne!
Nie jestem typem blogera, który żeby pokazać, jak bardzo zna się na modzie zacznie wybrzydzać i wytykać twórcom wtórność.

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Owszem, wielu artystów bardziej lub mniej otwarcie postawiło w swoich kolekcjach na motywy etniczne - inspirowane innymi kulturami lub dalekimi krainami geograficznymi - albo na te wzory i fasony, które od razu przywodzą na myśl klimaty boho (oprócz Natalii Jaroszewskiej najbardziej chyba bliską im kolekcję zaprezentowała Maria Wiatrowska, aczkolwiek powiedzenie, że była to kolekcja wyłącznie nimi inspirowana mogłoby bardzo skrzywdzić Wiatrowską).

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Ci, którym takie oblicze mody nie przypada do gustu nie mogli być z tego zadowoleni - nie ma się jednak co dziwić projektantom, że eksploatują etno i boho do granic możliwości.
Ulica je pokochała, dobrze się sprzedają - grzechem byłoby nie korzystać z nich, póki jest na nie popyt.
Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak trudny jest polski rynek mody (podobno - bo jak się choćby po blogosferze szybką przebieżkę zrobi, to okaże się, że nie ma takiej blogerki, która by czegoś od któregoś polskiego projektanta nie miała).

Pokaz kolekcji CAHA (Katarzyny Bajer - Kaczmarskiej)
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Ale i bardziej "klasycznych" sylwetek było pod dostatkiem - choćby u Katarzyny Bajer - Kaczmarskiej (CAHA), NANKO, La Metamorphose czy ANNISS.

Pokaz kolekcji ANNISS
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Pokaz kolekcji LA METAMORPHOSE
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Podsumowując - ja tej nudy, o której tak się Internet rozpisuje nie zauważyłam.
Ale co ja tam wiem, wszak nie jestem blogerką modową, a prostą szafiarką :>

Pokaz kolekcji Jarosława Ewerta
Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Zapytacie, czy coś mi się w Fashion Weeku nie podobało - a i owszem, była jedna kwestia, która grymas niezadowolenia na moim obliczu kilka razy wywołała.
Bardzo denerwowały mnie długie obsunięcia czasowe pomiędzy pokazami - ja wiem, ja rozumiem, że uprzątnięcie wybiegu i zorganizowanie go na nowo przed każdym pokazem, dostosowanie go do potrzeb każdej prezentacji i próba swoje trwają.
Naprawdę, ja rozumiem bardzo wiele.
Ale jeśli ogłasza się i publikuje harmonogram, to warto go przestrzegać.
Nie każdy z uczestników ma tyle szczęścia co ja, że bez względu na to, o której godzinie pokazy się skończą, to nasunie czapkę na głowę i z buta podrepcze na najbliższy przystanek, z którego o której godzinie by tam nie dotarł, to i tak czymś się do domu w czterdzieści minut dostanie.
Tu przyjeżdżają ludzie z całej Polski - często nie swoim autem, a komunikacją międzymiejską.
Są uzależnieni od rozkładów jazdy PKP, PKS lub innych przewoźników (czemu się nie dziwię, bo bilety bywają tańsze, niż paliwo - zwłaszcza, gdy z drugiego końca Polski się jedzie).
Nierzadko wybierają się do Łodzi tylko na jeden pokaz - swojego ulubionego projektanta.
Albo projektanta, z którym chcieli współpracować, planowali sprzedawać jego ubrania w swoim sklepie - najpierw jednak mieli zamiar zobaczyć, co nowego stworzył, jak ubrania prezentują się na żywo (wiadomo, że zdjęcia katalogowe nie zawsze pokrywają się z rzeczywistym wyglądem ciucha).
I teraz czeka taki człowiek, czeka, opóźnienie wynosi już prawie godzinę, pokaz właściwie powinien był się o tej porze kończyć, a jeszcze się nie zaczął.
A pociąg odjeżdża za dwadzieścia minut... Komu zależy, ten zostanie.
Ale gdybym ja, zostając, miała potem na szybko szukać gdzieś w obcym mieście noclegu, narażać się na dodatkowe koszta i złorzeczyć pod nosem, to bym nie została.
Nigdy w życiu.
Przez bardzo wydłużoną przerwę przed pokazem Marii Wiatrowskiej Paula i Sylwia prawie nie miałyby czym wrócić do domu, a Sylwia niemal spóźniła się do pracy.
Dziewczyny miały umówiony transport na godzinę 18.
Pokaz Wiatrowskiej planowany był na 16 - zaczął się grubo po 17.
Bardzo grubo.
Tak grubo, że w moim i Leszka mieszkaniu byłyśmy już po uzgodnionym wcześniej terminie odjazdu kierowcy Dziewczyn - cud, że facet zgodził się poczekać.
Czym wracałyby, gdyby się nie zgodził - nie mamy pojęcia.
Na pewno jakieś wyjście by się znalazło, ale Sylwia nie zaczęłaby zmiany o 22 na sto procent.
Blogosfera i media związane z modą od ponad tygodnia zastanawiają się nad tym, dlaczego na tę edycję przybyło tak mało gości - fakt, z poprzednich Fashion Week'ów na których (jak wspomniałam na początku posta) bywałam jedynie przez chwilę doskonale pamiętam tłum ludzi.
Na Showroomie, przed wejściem, na pokazach.
I tu, w Hiltonie, bywały takie pokazy, na które ludzi przyszło mnóstwo - zwłaszcza popołudniowe.
Ale generalnie nie odnosiło się wrażenia, że to ten sam event, na który jeszcze rok, dwa lata temu każdy mieszkaniec Łodzi chciał mieć akredytację/zaproszenie bez względu na to, jak bardzo wiele milionów monet musiałby zapłacić (oj, pamiętam, pamiętam te screeny robione na przeróżnych łódzkich forach i grupach facebookowych, z których wynikało, że na pojedynczym zaproszeniu na pokaz projektanta można było baaaaardzo dużo zarobić - i ci, którzy taką metodę na wzbogacenie się wybierali stratni raczej nie byli, bo chętnych była masa ;>).
Co się stało?
Czy Łodzi znudziła się promocja FWPL?
Czy moda już nie jest tak modna, jak kiedyś?
Czy fakt, że Michał Witkowski ogłosił, że kończy karierę "blogerki" modowej i podpieraczki ścianek (jakby co - ja bardzo cenię prozę Pana Michała, naprawdę! ale prozę, nie takie happeningi, bo choć dla mnie fakt, że to happening i coś na kształt artystycznej prowokacji był dość czytelny, to Mądrzy Ludzie Tego Kraju orzekli, że i happeningi mają swoje granice) sprawił, że dziennikarze uznali, iż nie ma tu już nic ani nikogo ciekawego do oglądania?
Że i pisać nie ma o czym - bo nikogo to nie zainteresuje?
Mam takie nieodparte wrażenie, że gdyby impreza odbywała się w Warszawie, to przez pięć minut każdego wydania jakiegokolwiek programu informacyjnego pojawiałaby się wzmianka o niej i krótkie, bo krótkie, ale migawki z niej także.
Bo Warszawa potrafi sprzedawać w Polskę każde wydarzenie kulturalne i biznesowe, jakie się w niej organizuje.
Może władze stolicy i tamtejsi biznesmeni (a więc wydarzeń tego typu sponsorzy) dysponują większą ilością pieniędzy - tak pewnie jest.
Ale Miasto Łódź również niemałe pieniądze do FWPL dokłada - mogłoby więc zatroszczyć się o to, aby chociaż dziennikarze lokalnego, internetowego dodatku do Gazety Wyborczej napisali o Fashion Weeku jakiś obszerniejszy nieco artykuł, a nie zdawkową jedynie informację, że rozpoczął się i potrwa cztery dni.
Od piątku do poniedziałku na łódzkiej podstronie Gazety.pl nie pojawiło się ani słowo o FWPL - za to organizowany w ten sam weekend koncert Disco Polo w Atlas Arenie miał taką tam promocję, że klękajcie narody!
A potem oburzenie, że Bogusław Linda nazwał Łódź i jej mieszkańców tak, a nie inaczej - a skąd ten Boguś Linda ma wiedzieć, że coś się tu dzieje?
Jeśli się modą nie interesuje, to pojęcia bladego mieć o tym nie będzie!
***
Na zakończenie tego posta postanowiłam zostawić coś, na co z pewnością czekacie najbardziej - zdjęcia z tych pokazów, które ja, Mar, uznałam za najlepsze.
Z tych, które mnie najbardziej się spodobały.
I tak, jak doceniam kunszt projektów Walerii Tokarzewskiej i zauracza mnie boho Natalii Jaroszewskiej, więc po części rozumiem też zachwyt nad ich pracami tych, którzy je wychwalają, tak mnie najmocniej (od pierwszych zaprezentowanych sylwetek i taktów dobranej do pokazów muzyki) urzekły kolekcje dwóch Pań:
Violi Piekut i Violi Śpiechowicz.
Nie do końca wychodzi mi tłumaczenie się ze wszystkich moich życiowych zauroczeń, tego wyboru też zapewne dobrze nie zdołam umotywować ;)

Pokaz kolekcji Violi Piekut
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
W kolekcji Violi Piekut zachwyciło mnie genialne - moim zdaniem - zestawienie barw!
Pomarańcz połączony z zielenią lubię od zawsze.
A zwłaszcza takie rude pomarańczu odcienie - i taką właśnie zgaszoną, oliwkową zieleń.
Spodobało mi się też to, że część tych ubrań doskonale wpisuje się w moją definicję elegancji - tę pomarańczową kurtkę z czwartej fotografii nosiłabym zamiast marynarki do czarnych cygaretek i szpilek ;)
A z kolei gdybym do pierwszego zestawu z powyższego kolażu marynarkę dobrała, to również na jakąkolwiek ważną okazję gotową bym była tak pójść.
No i muzyka - modelki szły po wybiegu w rytm tego oto nagrania:
Nie mówcie, że nie widzicie tych ubrań z tą muzyką ;)

Pokaz kolekcji Violi Piekut
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
To ubrania zarówno na co dzień, jak i na większe wyjście, czy na wieczorną imprezę.
Niesamowicie kobiece, ale udowadniające, że aby podkreślać swoją kobiecość i emanować seksapilem kobieta wcale nie musi odsłaniać połowy tyłka ani decydować się na czerwień ;)
Inne kolory potrafią kusić wcale nie gorzej ;)
Kolekcja Violi podoba mi się też dlatego, że nie jest w żaden sposób przekombinowana w kwestii fasonów i wzornictwa - wiecie bowiem, że do wszelkich szaleństw modowych mi daleko ;)

Pokaz kolekcji Violi Śpiechowicz
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Projekty Violi Śpiechowicz wydają się być całkowitym przeciwieństwem tych autorstwa jej imienniczki - w nich już do pracy nie pójdziemy ;)
Ale wiecie co?
Patrząc na modelki ubrane w te piękne, zwiewne białe giezła - z linii, którą prezentuję Wam powyżej - zbierałam szczękę z podłogi.
W ogóle nie myślałam o tym, gdzie mogłabym w tych ciuchach pójść,
gdzie ktokolwiek mógłby je założyć - one porwały mnie samą swoją widowiskowością!
Tym, że nasunęły mi mnóstwo różnych skojarzeń - a to z modą oświecenia (fryzury! choć skojarzenie z Gibson Girl jest tu chyba bardziej na miejscu ;> wygooglujcie, to się przekonacie, że nie zalewam!), a to ze wszystkimi znanymi mi malarskimi personifikacjami Wiosny...
Świeżość! Lekkość! Siła! To wszystko aż biło od prezentujących te ubrania dziewczyn!
Myślę, że podobnie jak w wypadku pokazu Violi Piekut wiele dobrego w kwestii odbioru kolekcji zdziałała tu muzyka - nie elektroniczne brzmienia tym razem: nie, nie.
Symfoniczny cover Light My Fire The Doors.
Znacie?
Ja nie znałam. Pokaz zaczynał się nutą z 00:43.
Aż mnie wbiło w krzesło (oglądałam ten pokaz z balkonu).
Nie wyobrażam sobie tu innej muzyki! Wcale a wcale!

Pokaz kolekcji Violi Śpiechowicz
Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY
Tym, co wyróżnia kolekcję Śpiechowicz wśród innych prezentowanych na tej edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland jest oprócz regionu, z którego projektantka czerpała inspiracje (Daleki Wschód - nawet takiemu etnologicznemu laikowi jak ja jakaś kierunkująca właśnie tam lampka w głowie zaświtała, gdy patrzył na te ubrania) także tkanina, jaką wykorzystała przy tworzeniu jej - ramia.
To jest tkanina stworzona z włókien pokrzyw - mówiła Śpiechowicz w wywiadzie dla wp.pl - Bardzo specyficzna, bo trochę przypomina len, trochę bawełnę, a trochę organdynę jedwabną. Ma szczególny charakter i to ona stała się podstawą do stworzenia tej kolekcji. Ramia może być lekko przezroczysta - wszystko zależy od gramatury. W części projektów podkładałam pod nią kolor. Spod białej tkaniny prześwitują błękity, czerwienie, beże, a elementem dekoracyjnym są stemple, które wyglądają jak podpisy na ubraniach. To stara technika, pierwsza z technik drukowania na tkaninach metodą stemplowania (...).
No i widzicie!
I powie ktoś, że moda nie może poszerzać ludzkich horyzontów - jak nie może, jak może?
Skąd ja bym się dowiedziała, że coś takiego jak ramia w ogóle istnieje, no skąd?
***
Jeśli pytacie mnie, czy warto wybrać się na nasz Polski Tydzień Mody do Łodzi, to odpowiem bez chwili wahania - warto!
Choć raz!
Żeby zobaczyć, jak to wygląda, żeby przekonać się, czy rację mają ci, którzy twierdzą, że nie dzieje się tam nic ciekawego, czy może raczej ci, którzy zachwycają się wydarzeniem.
Żeby poczuć ten klimat "wielkiej" mody - nawet, jeśli wielką jest tylko z nazwy (chociaż według mnie nasi polscy projektanci naprawdę mają się czym przed kolegami z większym już od nich dorobkiem pochwalić).
Żeby spotkać innych ludzi zakręconych na punkcie ciuchów - ich noszenia i tworzenia.
I - jeśli nigdy dotąd nie mieliście okazji - pozwiedzać przy tej okazji Łódź.
Bo Łódź jest ładna.
I - jakich by tu Warszawa walorów nie miała - jest Łódź kolebką polskiego przemysłu tekstylnego.
A więc i odzieżowego.
Zatem nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że również jest ona kolebką polskiej mody.
Przyjedźcie na wiosnę - może się spotkamy?
Ja dołożę wszelkich starań, żeby móc pojawić się na Fashion Week'u w czasie kolejnej, czternastej już edycji.
Najwyżej znowu będę się wściekać, że przerwy między pokazami są taaakie długie ;)
Ściskam Was bardzo i pozdrawiam,
Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.







