Lista blogów » Wrzos

FashionPhilosophy Fashion Week Poland 2015

Zobacz oryginał
e3156b3663eeafce46390eb1d9cd8166.jpg


Początki


Przez trzy lata dzielenia się swoją pasją na blogu, nigdy nie zdarzyło mi się uczestniczyć w Fashion Weeku. Aż do tej edycji. Co się zmieniło? Nie dostałam żadnej akredytacji czy też nie wykupiłam karnetu na wszystkie pokazy. Od jakiegoś czasu działam przy wrocławskim teatrze jako wolontariuszka, więc postanowiłam spróbować tego samego w Łodzi. Oczywiście prędzej przeszukałam internet w celu doinformowania się o pracy, jaka mnie czeka, ale szczerze przyznam, że spotkałam się z bardzo rozbieżnymi zdaniami; jedni pisali, że gra jest zupełnie niewarta świeczki, bo obowiązki wolontariusza przewyższają często jego kompetencje, a wszystko to odbywa się w atmosferze stresu, wyzysku, braku odpoczynku i – o zgrozo! – jedzenia. Zwolennicy tej imprezy twierdzili jednak inaczej: Fashion Week to miejsce, które buduje doświadczenie, a atmosfera jaka tam panuje, nie dorównuje żadnej innej. Oczywiście uczestnictwo w nim stwarza szansę poszerzenia kontaktów z ludźmi z branży, a wszystko to odbywa się pomiędzy pokazami, które – z wiadomych względów – ogląda się za darmo. 

Czy któreś stanowisko mnie przekonało? Nie, ponieważ decyzję podjęłam już prędzej. Wszystko przychodziło z czasem. Wiadomo, że musiałam załatwić sobie nocleg i przejazd, a co najważniejsze –  odważyć się. Kiedyś nie było mi to potrzebne. Teraz jednak jestem na takim etapie, że potrzebuję aktywności związanej ściśle z modą i wiedziałam, że ten krok będzie kolejnym na liście rzeczy do zrobienia. Pojechałam i szczerze wam powiem, że to było naprawdę niezwykłe przeżycie!


Obalanie mitów


Jak już wcześniej wspomniałam, o Fashion Weeku krążą różne plotki. Możecie mi wierzyć lub nie, jednak przekonałam się o tym na własnej skórze i większość z nich mogę jedynie zanegować. Zacznę od tego, że osoby chcące być wolontariuszami, wypełniają na początku kwestionariusz, w którym zaznaczają jakie sekcje je najbardziej interesują. Z tego co mi wiadomo, co roku mogą być one inne, jednak backstage i sala pokazowa zostają raczej bez zmian. Mnie interesowała najbardziej praca przy modelach i modelkach, czyli bliższy kontakt z tym, co dzieje się poza kulisami. Ostatecznie musiałam zdecydować się na salę, dlatego że praca na backstage'u wymagała ode mnie przyjazdu o kilka dni wcześniej, co wiązałoby się z większymi kosztami i porzuceniem na chwilę uczelnianych obowiązków. Nie żałuję, że tak się stało, ale zostało pewne uczucie niespełnienia i obiecałam sobie, że następnym razem chcę być właśnie na backstage'u. Jedyne, co wiem, to na pewno to, że jest tam trochę więcej pracy i stresu, bo jednak wolontariusze muszą działać na większych obrotach i dbać, by wszystko poszło zgodnie z planem. 

Wracam już do głównego wątku, czyli do sali pokazowej. W teorii do moich zadań należało usadzanie gości (zdarzało się oczywiście, że ci, którzy nie powinni znaleźć się w pierwszym rzędzie, zajmowali tam miejsca), kontrola nad ogólnie panującym chaosem i porządkowanie sali po pokazie. W praktyce wyglądało to jednak nieco inaczej... Wolontariuszy było dość sporo, a oczywiście ci aktywniejsi załatwiali prawie całą robotę. Ja z natury jestem raczej osobą wycofującą się i pomimo że chciałam, żeby była to dla mnie jakaś lekcja życia, to czasem czułam się tam zbędna, bo ludzie, chcąc widzieć więcej, mieli zazwyczaj na względzie tylko własne dobro. Po usadzeniu wszystkich gości zajmowaliśmy wolne miejsca i oglądaliśmy pokaz. Podsumowując pracę: była ona lekka i przyjemna.

Oczywiście czasem pomiędzy pokazami mieliśmy przerwy, i to nawet dość długie. Wtedy przesiadywaliśmy w garderobie, gdzie panowała cudowna atmosfera. Szczerze, od dawna nie spotkałam tylu życzliwych ludzi, skupionych na tym, co robią, z tak wielką uwagą, a do tego normalnych i rozśmieszających do łez! Nasza ekipa była naprawdę zgrana, a bez tego byłoby raczej kiepsko. Nawiązałam nowe kontakty i uwierzcie, że z żalem opuszczałam DoubleTree By Hilton, gdzie właśnie odbywała się wiosenna edycja. W nawiązaniu do przerw: w czasie odpoczynku zapychaliśmy się tostami. Może dla kogoś to faktycznie NIE JEST jedzenie, ale myślę, że nie ma co wybrzydzać, bo jednak nikt nie przymierał głodem. 

Domniemywam, że negatywne opinie biorą się stąd, że ludzie przychodzą na to wydarzenie z jakimiś wielkimi oczekiwaniami, które ,,niestety’’ nie są spełniane. Niektórzy, jak ja, przyjeżdżają z dość daleka, żeby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, i o ile do wszystkiego podchodzą naturalnie i bez zbędnego spięcia, czerpią wtedy najwięcej korzyści. 


Organizacja


Już po wszystkim powstało wiele relacji, w których to rozprawiano o złym ulokowaniu, małych salach i ogólnym ścisku. Przyznaję, że czasem byłam przerażona, kiedy widziałam masę wtłaczających się na salę ludzi. Najsmutniejsze okazało się dla mnie jednak to, że nie wszyscy mogli zostać wpuszczeni. Stawiałam się na miejscu piętrzących się za drzwiami ludzi, mających opłacone bilety, z ogromną chęcią wejścia, a słyszących tylko, że niestety nie mogą zobaczyć pokazu, ale za to obejrzą kolejny... To nie było sprawiedliwe, niestety. I nie wiem, czy celowo dobrano takie miejsce, gdzie faktycznie nie mieścili się wszyscy, a tłok był niesamowity, czy naprawdę nie zdawano sobie z tego sprawy. Jedenaście edycji zdążyło chyba pokazać czego potrzeba i chyba każda kolejna powinna być lepsza od poprzedniej. Jednak nie mnie to oceniać, bo to wszystko to tylko moje luźne przemyślenia i próba przybliżenia wam sytuacji, jaka wtedy panowała.


Subiektywnie o pokazach


Chyba czas przejść do najważniejszego wątku Fashion Weeku – pokazów. Przygotowałam dla was krótką fotorelację opartą na różnych źródłach (swoje zdjęcia jednak pozostawię w ukryciu). Są to projekty, które czymś mnie poruszyły. Jeżeli nadal zastanawiacie się czy jest sens wziąć udział w tym wydarzeniu, to może przekona was argument, że zobaczenie wszystkiego na żywo jest czymś nieporównywalnym z oglądaniem pokazów online. Jak już znajdziecie się na sali pokazowej, to mam nadzieję, że zrozumiecie, co mam na myśli. 



Jeżeli macie możliwość, oglądnijcie wideo z pokazu Jemioła. Myślę, że docenicie przekaz, piękną muzykę z filmu Hair i finał kolekcji, który uważam za najlepszy! Zapowiedź macie na początku wpisu.

page.jpg



Chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie pokaz. Uwielbiam projekty Jacoba. Kolejny raz udowodnił, że zasługiwał na zwycięstwo i nie spoczął na laurach. Mocna i pewna siebie kobieta stanowi motyw przewodni kolekcji.


page.jpg



Grafika przykuwa uwagę. Tę kolekcję cenię za niesztampowość i pomysł.

page2.jpg


Inspiracją do stworzenia tej kolekcji była gra akcji. Aż chcę się wejść w ten świat fikcji! Wciąż marzę o posiadaniu na własność płaszcza ze środkowego zdjęcia...

page.jpg


Sploty to znak rozpoznawczy projektanta. Mnie najbardziej urzekają sylwetki męskie.

page.jpg


Podsumowanie


Musiałam dać upust swoim przemyśleniom, choć zdaję sobie sprawę, że pewnie jeszcze wiele nie zostało powiedziane. Mam jednak cichą nadzieję, że tym, którzy wahają się nad wzięciem udziału w kolejnej edycji, przybliżyłam trochę działanie Fashion Weeka. :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.