Evita
Zobacz oryginał czw., 10/03/2016 - 18:55
Kto nie zna piosenki Madonny „Don’t cry for me Argentina” z filmu „Evita”, w reżyserii Alana Parkera. Film był nominowany do pięciu Oscarów, w roli głównej wystąpiła właśnie Madonna, a partnerował jej Antonio Banderas. Filmu co prawda nie oglądałam (jakoś mi umknął), ale muzykę znam doskonale. Wiem, nie wszyscy są jej fanami, ale mi rytmy argentyńskie jakie przewijają się na ścieżce dźwiękowej bardzo pasują. Historia doczekała się również wystawień na londyńskim West Endzie oraz na amerykańskim Broadwayu, gdzie zagrano ją ponad 1500 razy! Niedawno miałam okazję zobaczyć wersję najsłynniejszego kompozytora musicalowego na świecie Andrew Lloyda Webbera w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Uwielbiam musicale a jeszcze do tego fascynująca historia głównej bohaterki, to nie może się nie podobać 
Postać Evy Duarte przedstawiam jako kolejną w moim cyklu o silnych kobietach, stojących za swoim sławnym mężczyzną. Kobietach, których charyzma i upór doprowadziły do osiągnięcia pozycji, wyznaczonego celu, choć początkowo wydawało się to nierealne. Evitę możecie znać, jako Evę Peron – drugą żonę (wcześniej kochankę) prezydenta Argentyny Juan’a Perona, ewidentnego przedstawiciela socjalizmu. Objął najwyższy urząd w Argentynie dzięki Evicie – która wykorzystując swoje biedne pochodzenie stała się naturalnym łącznikiem między ludem a przywódcą. Organizowała wiece, aktywizowała robotników.
Taką osobą była właśnie Eva. Początkowo nie mając nic, osiągnęła szczyt. Zaznała w życiu biedy i wiele upokorzeń, a jednak w myśl powiedzenia: „co cię nie zabije to cię wzmocni”, jeszcze bardziej parła do przodu. Fascynujące jest to, że w swoim tak krótkim życiu (żyła 33 lata; 1919-1952r.), tyle rzeczy spróbowała, mając wiele zainteresowań – aktorstwo, modeling, działalność charytatywna. Dowodzi to ambicji i chęci doskonalenia się, ale z pewnością potrzebna była niebywała osobowość i siła. W tym względzie staram się inspirować kobietami, o których piszę, skąd brać energię i osiągać kolejne cele. Są one oczywiście inne dla każdego, ponieważ inne są realia. Szczególnie w różnych epokach. Są one również inne dla mnie, osoby żyjącej w XXI wieku. Ale motywacja pozostaje, jeżeli one mogły, to dlaczego ja nie?
Życie Evity określa się, jako przykład klasycznego Kopciuszka – urodziła się w biednej rodzinie, a pozyskała wszystko to, o czym zazwyczaj się marzy – sławę, pieniądze, miłość…
Myślę, że można uznać moją bohaterkę jako fashionistkę swoich czasów – na zachowanych zdjęciach widać, że nosiła wyraźnie zarysowane, klasyczne stroje, jak przystało na Pierwszą Damę. Lubowała się w wielkich kapeluszach. Jej znakiem rozpoznawczym stały się czerwone usta i misternie układane koki, z pofarbowanych na blond włosów (naturalnie była brunetką).
W spektaklu moment spotkania z Peronem jest pokazany jako miłość od pierwszego wejrzenia. Staje się najpierw kochanką a potem żoną Perona. Związek Evy i Perona wydaje się być idealny – byli zgodni w każdej kwestii – politycznej i społecznej. Określano ich jako tandem polityczny. Peron tworzył politykę na salonach a Eva budowała poparcie wśród narodu. Pomagała mu rozwijać się w karierze, motywowała, doradzała.
W 1946 r. kiedy Juan Peron został prezydentem – Eva, młoda, piękna, przebojowa, a jednocześnie wrażliwa na potrzeby ludzi, stała się bożyszczem narodu. Niekoniecznie wśród przeciwników politycznych – konserwatystów, którzy wciąż posługiwali się argumentem, że pochodzi z nizin społecznych. Ciężko pracowała, podróżując po świecie w celach dobroczynnych. Na zdjęciach wyraźnie widać, że aż bije z niej charyzma!
Za największe osiągnięcie jej życia uznano zmianę miejsca kobiety w życiu publicznym w Argentynie. Do dziś pozostaje symbolem walki, zmiany i społecznego awansu kobiet. Pamiętajmy, że to były inne czasy i ta pozycja naprawdę wymagała walki.
Spektakl świetnie to wszystko podkreślił – historia życia Evy okraszona muzyką jest bardzo ciekawa i wzruszająca. Pokazuje emocjonujące życie silnej kobiety XX wieku.
Zainspirowana historią Evy Peron, postanowiłam zabawić się w sesję zdjęciową na deskach, w tym wypadku, mojego lokalnego domu kultury (dziękuję za udostępnienie). Założyłam na tą okazję kostium w kolorze szarym (stał się praktycznie symbolem Evity), o dopasowanym fasonie. To tylko zabawa, ale sprawiła mi ogromną frajdę, więc myślę, że się jeszcze kiedyś pokuszę o „przeniesienie” w inne czasy i miejsce.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















