Dżinsowe momsy i miętowa haftowana bluzka / Mom jeans & mint embroidered blouse
Zobacz oryginał pon., 12/06/2017 - 17:37
Dubel ciuchowy
Ciekawa jestem jaki jest Twój stosunek do sytuacji, w której w tym samym miejscu pojawiają się 2 osoby w tym samym ciuchu, a szczególnie gdy jedną z nich jesteś Ty właśnie ? W mojej pamięci jest kilka ilustracji takich właśnie sytuacji. W przedlumpeksowych czasach, kiedy było mnie kilkanaście kg więcej, miałam bardzo niewielką szafę, bazującą na kilku ubraniach z Solara. Ponieważ miałyśmy z Gosią wtedy bardzo podobny gust, często zdarzało się, że spotykałyśmy się np. w kinie ubrane niemal identycznie, w podobnych tunikach czy sukienkach i tych samych długich kardiganach. Gosia jest ode mnie o głowę wyższa, więc nie wyglądałyśmy raczej jak bliźniaczki, bardziej jak Flip i Flap, i to ja wyglądałam mniej korzystnie, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po prostu to co ja mam do połowy łydki u Gosi sięga połowy uda, bo Gosia ma nogi mojego wzrostu, potwierdzenie tego znajdziecie TU :) Pewnego razu miałyśmy podobną sytuację na otwarciu butiku z włoskimi ubraniami, na którym była też pani stylistka doradzająca zaproszonym gościom. Gdy zobaczyłyśmy się z Gosią przed wejściem, niemal padłyśmy ze śmiechu. W butiku podeszłyśmy takie prawie identyczne do pani stylistki, prosząc o wystylizowanie. Pani przyjrzała nam się dokładnie i bez mrugnięcia okiem odpowiedziała, że ona nie ma tu nic do roboty, bo obie świetnie wyglądamy ;)) Myślę, że chociaż innych takich doświadczeń nie mam, to chyba jest mi obojętne, czy ktoś pojawi się obok w tym samym ubraniu. Może jestem taka "mądra" bo raczej cokolwiek ubiorę prezentuję się w tym w miarę dobrze, i to mi wystarczy. Na pewno nie zależy mi jednak na tym, żeby wyglądać lepiej od tej drugiej osoby. A o takiej sytuacji kiedyś słyszałam, kiedy dużo młodsza, nowa żona dowiedziała się w czym będzie na rodzinnej uroczystości występowała dużo starsza od niej, poprzednia żona pewnego pana, i ubierając tę samą sukienkę postanowiła tamtej "pokazać" .... Można też uznać, że łatwo mi się gada, bo mając teraz lumpeksową szafę, raczej nie mam szans trafić na dublerkę, i tu się zdziwicie :) Czasem w lumpeksach są dostawy outletowe i pojawia się po kilka lub więcej tych samych rzeczy. Kiedyś zakupiłam takie fajne, szare, eleganckie ale dresowe w kroju spodnie, a w poniedziałek Lucy powiedziała mi, że w niedzielę na mszy cała jej miejscowość była w takich samych ;) Pamiętam jak w programie Shopping Queen jedna z uczestniczek została poważnie zbesztana przez jury, gdy uparcie nie chciała podzielić się informacją, w którym sklepie zakupiła spódniczkę, a przecież choćby blogerki modowe linkują do elementów swoich zestawów, więc muszą brać pod uwagę ewentualność spotkania "klona". Dla mnie dzielenie się informacją skąd coś mam było zawsze frajdą, a samo pytanie już dużym komplementem. Lumpeksy odebrały mi tę frajdę, bo moje podpowiedzi nie mają już niestety mocy sprawczej :(
Trochę o stylizacji
Mój dzisiejszy zestaw otwiera prawdziwa gwiazda vintage, czyli kolejna haftowana przez moją teściową bluzeczka sprzed 20-30 lat, którą przekazała mi siostra męża Gabrysia. Gabrysia bardzo obawiała się co powiem na jej "dziwny" i "nieudany" krój. Po przymierzeniu z radością ją uspokoiłam, że to co kiedyś mogło się wydawać niedoróbką, dziś jest hitem modowym, czyli ta dziwna długość i forma rękawów, i coś jakby obniżone bufki :) A haftowany kołnierzyk miętowej bluzeczki kojarzy mi się z płatkami kwiatu lub koniczynką. Niestety nie widać tego na zdjęciach, ale jest on też delikatnie zdobiony mini perełkami.
Bluzeczka jakąś chwilkę u mnie poczekała, bo nie miałam na nią pomysłu, wszystko było za dużo, albo nie te proporcje. W końcu zadziałała, moim okiem więcej niż poprawnie, kolorowo i stylowo, z moimi pierwszymi jednolitymi dżinsami momsami, które mają z boków nogawek czarne skórzane lampasy, oryginalnie sznurowane czarnym rzemieniem, ale mnie się bardziej podobają takie dziurkowane "gołe". Na wierzch zarzuciłam moją czarną bomberkę DIY, w której Karolina była w Londynie TU, a na nogi założyłam satynowe czarne szpilko kaczuszki. W ręce mam niewielką kopertówkę, która z tyłu jest czarna z tenisowe paski, z przodu ma czarno złotą imitację skóry z aligatora, a wnętrze ma wyłożone wielokolorową graficzną tkaniną i różowym welurem, taki dziwoląg :)
Dziś wszystko co mam na sobie oprócz haftowanej bluzki,
pochodzi z second-handów.
szpilki/heels - PETER KAISER
bluzka/blouse - vintage
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.
















