Lista blogów » Moda i takie tam

Czujesz, że szpanujesz?

Zobacz oryginał
michael%2Bkors%2Bbag.JPG



Czasem zastanawiam się, czy pokazywanie na blogu czegoś, co jest droższe niż przysłowiowa stówa czy dwie nie jest w złym guście?
Gdzie kończy się noszenie, a zaczyna obnaszanie? Zwłaszcza w przypadku rzeczy z widocznym logo?
Dziwnie zabrzmi, ale czuję się winna, że wrzucam Ray Bany albo torebkę Michael Kors za kilkaset złotych, gdy inni ludzie mają tyle, żeby przeżyć cały miesiąc. Z drugiej strony, skoro nie umiem sobie odmówić posiadania i noszenia takiej rzeczy, dlaczego mam udawać, że jest inaczej?

Podobno każdy ma tyle, na ile zapracuje, ale prawda jest taka, że nie żyjemy w sprawiedliwym świecie i jest tak już od zarania dziejów. Jak mówią " raz na wozie, raz pod wozem".

Znam ten stan, rozpaczliwe liczenie złotówek, kiedy nie wiesz, czy do pierwszego starczy Ci na bułki i żółty ser. Kiedy ta masa seropodobna jest dla Ciebie luksusem, bo dzienny budżet zawiera się w monecie i masz szczęście, że to "piątak" i liczony tylko na jedną osobę, a nie mniejszy nominał.
Znam również okoliczności, gdy kupowałam sobie zwykłe skórzane czarne baletki za "jedyne" 350 zł i nie patrzyłam na stan konta. Nie musiałam. Po prostu mi się podobały, były wygodne i takich właśnie potrzebowałam.

Niestety, mój gust zawsze odstawał więc w większości przypadków to, co mi się podoba pozostaje ozdobą sklepowej wystawy. Jest drogie, doskonałe w gatunku, a fakt, że pięknie to kwestia... gustu. No chyba, że wyszperane w second hand za kilka zł, wtedy moje.
Znam obie strony medalu.
Wiem, ile to kosztuje i jak niepojęte czasem zdawało mi się posiadanie takiej rzeczy. Albo jak proste.
Właśnie dlatego chwilami głupio mi, gdy noszę i wrzucam na blog coś "markowego".  Tak szczerze, od serca głupio, pomimo, że kupiłam coś nie dla metki, a dlatego, że bardzo mi się podobało, jest klasyczne i posłuży mi kilka lat. Kto bowiem czyta mój blog regularnie wie, że głoszę zasadę inwestowania w klasykę dobrej jakości. Taką na owe lata właśnie. Bo robiąc długoterminowy bilans okazuje się, że kilka par butów/torebek/okularów słonecznych kupowanych po kilkadziesiąt złotych co kilka miesięcy składa na jedną, markową, której używać będę przez wiele sezonów.
Oczywiście nie każdy może się z takim podejściem zgodzić, bo są osoby wolące wydawać jednorazowo mniejszą kwotę, ale częściej. Też kiedyś tak robiłam. Do czasu, kiedy owe drogie i markowe rzeczy okazywały się niezawodne, zaś "sezonówki" wyrzucałam po kilkunastu miesiącach -  - a to ucho się przetarło, a to obcas oderwał... Postanowiłam więc poczekać, zaoszczędzić, ale kupić raz.

Nie próbuję nikogo przekonać na siłę do mojego zdania, czy do takiego właśnie podejścia. Często wymaga to wiele wyrzeczeń, kombinowania, odkładania i przekonywania samego siebie, że warto. Ale ja tak właśnie mam, tak lubię i tak chcę.
Czasem zastanawiam się, czy to nie leczenie własnych kompleksów z czasów "piątaka na dzień", udowodniania sobie, że mogę i mnie stać, a co! Z drugiej strony, zakupy w second hand też są często rzędu takiej kwoty, a kupując"perełkę"od projektanta aż skaczę z radości.
Po prostu kwestia wybujałego gustu :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.