Lista blogów » Lumpola Style

Czasem tylko szal jest kolorowy / Sometimes only the scarf is colored

Zobacz oryginał
Czasami jestem bardzo wyczerpana swoim nieprzystosowaniem do tego świata i tego życia. Tak bardzo, bardzo, że nic mi się nie chce i tak jest teraz, dlatego puszczam taki staroć z zeszłego roku, kiedy byłam piękna, szczupła i młoda, poza kolejką, przygotowany na właśnie taką okazję. Robię to, żeby się dobić, liczę, że skutecznie i raz na zawsze, bo jestem niepoprawną idealistką i totalnym słabeuszem. To jest taki post, którego miało nie być, więc załóżmy, że go nie ma. I dziś nie będzie nic o stylizacji, bo przecież wszystko widać, o czym tu gadać. Torebki już nie mam, z rękawiczek została jedna, płaszcz zrobił się ciasny, czapka i szalik mnie gryzą. Nawet minę mam adekwatną, kąciki ust aspirują do podłogi, gdzie ich miejsce, a komputerowe "upiększanie twarzy" niewiele pomogło ;)

na%2Binsta%2B1%2Bgotowe.jpg



Czytałam, że dawniejszy kult charakteru zastąpił dziś kult osobowości. Dziś mamy być koniecznie sangwinikami i ekstrawertykami, wciąż hip hip hurra, głośno, z szerokim uśmiechem i agresywnie do przodu, najlepiej prosto do telewizora. Introwertycy i melancholicy to w ocenie tych pierwszych najczęściej nieudacznicy, niezależnie od tego jakimi są ludźmi. Oni po prostu "nie są na czasie". Dziwne te czasy. Ale jak ja próbuję być hip hip hurra, to pakuję się w największe kłopoty, na potwierdzenie poglądu, że jednak należy być sobą, nawet jeśli to jest opcja nieznośnie nieżyciowa i śmiesznie staroświecka. Więc będę sobie tym mamrotem i już, do upadłego wcale nie anioła :)

Wciąż słyszę: skoro prowadzisz bloga, publikujesz swoje zdjęcia, opisujesz, co czujesz i myślisz, to wystawiasz się na opinie innych i odbiór, który może być bardzo różny. To wszystko prawda, zgadzam się, że tak jest i co z tego? Słyszę, że trzeba mieć odwagę, żeby to robić, a ja jej nie mam raczej, i nadal mam moją wrażliwość, a nawet tę bolesną przewrażliwość. Muszę też przyznać, że obserwatorzy i komentujący obchodzą się ze mną niezwykle życzliwie wręcz wspaniale, a mimo to byle drobiazg, który często niesłusznie biorę do siebie, chwieje moim pionem. Tymczasem nie mogę na to nic poradzić, mogę tylko przeprosić za te moje często potargane uczucia, mimo takiego cudownego wsparcia i odbioru. Co więc mnie pcha do tego blogowania i w ogóle do jakiegokolwiek działania? Determinacja by opróżnić tę "narośl na karku" z hałasu pomysłów i odreagować? Brak odruchów samozachowawczych może? Dążenie do samozagłady, skoro taki ze mnie mięczak? Nie wiem, ale wciąż tu jestem, chociaż miewam chwile prawdziwego, rzetelnego zwątpienia, a może mnie już nie ma, kuku, acha :)


na%2Binsta%2B3%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B3%2Bkadr%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B5%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B6%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B4%2Bkadr%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B7%2Bgotowe.jpg


na%2Binsta%2B7%2Bkadr%2Bgotowe.jpg




Zaloguj się, żeby dodać komentarz.